111 obserwujących
1622 notki
1194k odsłony
  170   2

Samoobrona :)

Płuca pracowały jak miech. Bose stopy odbijały się od śniegu. Raz, dwa, raz, dwa. Dalej. Zima. Białe ulice, place, ludzie gdzieś obok. Głowy i ramiona kolegów przede mną i za mną, w grupie raźniej. Zakręt. Nie czuje się chłodu. Uwaga jest skupiona do maksimum, bo cała sytuacja nie jest komfortowa. Potem powrót na salę gimnastyczną. - Junbi... - podaje prowadzący. Przyjechał z dalekiego kraju. Ma skośne oczy i tobok obszyty czarną lamówką.

Pierwszym dotkliwym doświadczeniem chłopaka nie jest czułość, miłość, ani pokojowe współistnienie. To wszystko jest sfera dzieciństwa, doświadczenie dziecka, o ile oczywiście miało to bezmierne szczęście, że jego matka, objęła go tym, co tworzy cały świat, co wyłania i utrzymuje w każdej nanosekundzie istniejącą rzeczywistość - miłością. Ale potem, po dzieciństwie zaczynamy konfrontować się ze światem. Właśnie tak, konfrontować się. Przynajmniej tak było, dawniej. Nie wiem jak teraz, bo z tego co słyszę, to złowrogie siły wzięły się za usuwanie tej naturalnej, życiowej konfrontacji, tworząc, w jej miejsce nową postawę  przewrotną, sprowadzającą się do posłuszeństwa i spolegliwości wobec siły.

Więc nie miał racji Jean Jack Ruseau. Życie w stanie natury, to nie jest piękna baśń, zniszczona przez cywilizację i kulturę. Natura to zmaganie i walka. I każde dziecko płci męskiej, chcąc nie chcąc, tego doświadczało. W szkole nie było różowo. Kluczowe było - nie ustępować. To zupełnie fundamentalna zasada. Nie wolno tego czynić. Cena? Za żadną cenę.


- Hoop - brzmiała komenda. - Wcale jej nie rozumiałem na płaszczyźnie intelektu. Te gardłowe polecenia nie były z naszego języka, ale docierały zupełnie bezpośrednio. Do mięśni, ścięgien, ciała. Jakby całkiem z pominięciem umysłu. Umysł - tak, wydaje się to nie do uwierzenia - czasem zawadza. Może nawet nie czasem? Umysł może stać się naszym wrogiem. Przeciwnikiem, który nas będzie upokarzał, zamęczał, dręczył, odbierał chęć życia...

Znów komenda. Każdy następny wysiłek bardziej ekstremalny. Bieganie z kolegą na plecach? Proszę bardzo. Skakanie po brzuchach. Dalej nie ważne. Bo słowa są nie ważne. Bo dociera się do przestrzeni, gdzie ich nie ma. Gdzie zaczyna się "wolność długodystansowca".

Pytanie - Dlaczego to robiliśmy? Bo. Bo... Oglądaliście ten film z Brucem Lee? No właśnie. Ale też dlatego, że życie to konflikt i do niego trzeba się przygotować. Życie mazgajskie, kundelskie, jakie dzisiaj wydaje się być doceniane, nie było wówczas w poważaniu.

Więc potrzebujmy... siły. Zdolności. Odporności. Inaczej, fala agresji i zła, nas zaleje. To podstawowa nauka dorastającego chłopaka, znów dodam... dawniej. Ale pewnie i dzisiaj. Nie dorastamy wystarczająco. Nigdy. Ale próbujemy. Zaczynamy... - trenować. A to - wielka nauka.


- I zwróćmy kochani uwagę na karate i inne tak zwane wschodnie sztuki walki - natchnionym, perswazyjnym tonem, ksiądz prowadził nauczanie. - Jakie zło czai się w tych sztukach - kontynuował.


Diabeł pewnie w każdej z nich. W każdym treningu, geście. Szczególnie w medytacji. Ta medytacja to ciekawa sprawa. No bo zasuwasz szybciej, coraz szybciej. Robisz kolejne serie powtórzeń. Dyscyplina i plan. I nagle dziura. Brak. Przerwa. Cisza. Jak makiem zasiał.

Medytacja w ogóle nie była określona. To był po prostu czas bez wypełnienia. I może taki czas też jest potrzebny. Potrzebny wręcz rozpaczliwie - właśnie współczesnemu człowiekowi. Przestrzeń, której nic nie wypełnia. W miejsce czasu, wypełnionego przez wszystko. Siedziało się na podłodze. Była twarda. Niewygodna. Nie miało to żadnego znaczenia. Bo nie było tego, kto nadaje znaczenia.


Samoobrona uczy kilku rzeczy. Tu mam na myśli realne, czasem wieloletnie treningi, a nie gówniany biznesik, uczący pań w dwa tygodnie bronić się przed napastnikiem w windzie za pomocą ciosu karate lub chwytu "dżudżitsu". Uczy przede wszystkim pokory. Bo brutalnie poznaje człowiek własną słabość, własne ograniczenia. Dowiaduje się, że zawsze znajdzie się silniejszy od niego. Że nigdy nie można być pewnym wygranej. Że każde podniesienie swoich zdolności, okupione być musi morzem potu, bólu, rzędem godzin, dni, tygodni wysiłku.

Więc - przynajmniej w większości przypadków - to jest ewolucja. Od pragnienia siły, by dominować, do uzyskania pokory, by nie wchodzić w konflikty lekkomyślnie. Owszem, są tacy, których taki trening wbija w pychę. Ale to głupota. Jakaś wada prenatalna, zakodowany w psychice błąd, który prędzej czy później doprowadzi do tragedii tych, co tak czują lub innych ludzi.

Żeby się bronić przed innymi, trzeba się wziąć za bary, wstąpić w szranki, zacząć walkę z największym swoim przeciwnikiem. Z samym sobą. Luke Skywalker, wchodząc w mrok, by skonfrontować się z ostatecznym wrogiem spotkał... siebie. Ta wiedza jeśli pozostaje w warstwie słów czy obrazów, nic człowiekowi nie przynosi. Dopiero gdy się pojawia w formie bezpośredniego doświadczenia, jest oświecająca.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale