110 obserwujących
1648 notek
1207k odsłon
  305   0

O relacjach między nami: mieć mapę czy być Januszem

image


Dostawca hostingu dla mojego osobistego bloga podniósł mi cenę usługi. Blog trzymam taki płatny, odrębny, bo chcę, żeby było ładnie, niezależnie, żeby pliki książki udostępniać. Żeby... no. Ale inflacja. W telewizorze, znaczy telewizji nie oglądam, więc w strumieniu wiadomości internetowych ze 12% już. Znajomy mówi, że to pikuś i inflacja ma nowy mechanizm, wcale nie związany ze wzrostem kosztów czy tam czegoś innego.

- Nie rozumiesz? Są zawody. Ile da się radę wydrzeć z ludzi. Gościu podniósł blachę o 30%, ale tydzień później o następne 30% i inni też podnoszą. Teraz takie wyścigi - mówił - i to napędza dodatkowo inflację.

Mój dostawca hostingu podniósł mi opłaty o ok 50%. - Szit - myślę sobie spolszczając angielski. Niby siedem dych na rok, nie pieniądz, ale... serio? 50%?

Ponieważ dodatkowo podniósł cenę domeny - żeby mieć całkiem swój fajny blog to trza mieć i domenę i hosting - to się zaangażowałem. Poświęcając czas i wysiłek znalazłem nowego, nieznanego mi dostawcę. Formularze, umowy, przeniesienia, ustalenia. Czy to warte tych pieniędzy? Chyba w końcu nie. Ale...

W końcu byłem gotów. Na wariata wrzuciłem jeszcze dotychczasowemu dostawcy hasełko "Dalibyście jakiś sensowny upust". Czy wyobrażacie sobie, że na zawołanie, przyszła odpowiedź obniżająca cenę o 10%? - Zaraz, zaraz - pomyślałem, ktoś tu kogoś robi w ...

No i jeszcze formalności. Bo się okazało, że potrzeba ściągnąć, wydrukować, wypełnić długopisem, włożyć do koperty, zakleić, zanieść na pocztę, opłacić przesyłkę i wysłać. Bo inaczej nie da rady. Takie zasady opracowali, jak ktoś chce się przenieść gdzie indziej.

Równolegle odezwał się dostawca telefonii internetowej. Ten zawiadomił mnie, że podnosi cenę utrzymania numeru, a jak nie, to numer przepada z końcem miesiąca. Ile podnosi? Zgadnijcie... 500% Drobiazg. Standardy.

Bank za to się postarał i zawołał, że daje 5% za 3-miesięczne ulokowanie u nich środków. Nowych. Te, co człowiek u nich ma, to se można wsadzić w... no... gdzie kto ma chęć czy ochotę.

- Bo oni tak robią - tłumaczył mi inny znajomy spotkany po latach. - Podnoszą po trochu, po tyle, żeby ta suma, żeby ci się nie opłacało szarpać. Bo oni wiedzą, że się przyzwyczajamy. Nabieramy nawyków. Że nie chce nam się inwestować wysiłku i energii w przesiadkę, którą zresztą sami utrudniają. Więc ciągną coraz więcej.

- Ale dawniej było inaczej - zaoponowałem. - Dawniej, to jak klient był dłużej z bankiem czy dostawcą czegoś, to dostawał właśnie ulgi za to, że jest dłużej.

- Ale to było dawniej - odpowiedział znajomy.

Z bankami w ogóle ciekawa sprawa. Przy inflacji ok 10% i stopie referencyjnej NBP i WIBORze (odsetki na rynku międzybankowym) 6%, oferują dla znakomitej większości środków jakieś całkowicie gówniane pieniądze. No chyba, że "nowe środki". Trzeba by mieć 10 kont w bankach i ciągle przenosić w okresie trzy miesiecznym lokaty między nimi. Inaczej... jest się dojonym, przez tych, którzy dla "szanownych klientów " tworzą"najlepsze usługi".  Gdyby nie przedsiębiorczy premier i Skarb Państwa ze swoimi obligacjami, to bylibyśmy wszyscy w czarnej dziurze. Oczywiście wskutek nieustannej "troski", jaką nasi dostawcy przywiązują do naszego dobra.

Dawniej po prostu ludzie biznesu, może nie tylko biznesu, inwestowali w... RELACJE. W relacje z ludźmi. Jesteśmy razem, dobrze nam, staramy się o ciebie, ty się starasz o nas, choćby tak, że nie szukasz lepszego, nie uciekasz, nie przenosisz się. Ze strony dostawców pojawiały się postawy rzetelne, autentycznie budzące zaufanie. Teraz, wszystko się zmieniło.

Teraz ludzie biznesu, bazują na psychologii i żądzy zysku jak najszybciej. Wszelkie hamulce rzetelności, uczciwości, już dawno zostały zapomniane i wyeliminowane. Człowiek jest PRZEDMIOTEM, który należy jak najintensywniej wykorzystać TERAZ. Reszta się nie liczy. Jutro się nie liczy. Bo jutro przetrwa ten, co będzie miał najwięcej kasy, a kasę trzeba wyszarpnąć właśnie - TERAZ.

Postawę, w której istniały osadzone przez kulturę, religię i etykę względy solidarności, uczciwości i troski o dobro innego, zajęła postawa, w której harmonijnie współistnieje bezwzględna żądza zysku i budowane z wielkim zaangażowaniem kłamstwo, sugerujące pozostałym te intencje, których prowadzone działania są odwrotnością.

Tak więc polityk "dba" o ludzi, a na ich karkach, buduje sobie dobrobyt. Dostawca, troszczy się o najwyższy poziom usług i towarów, robiąc wszystko, by działać na naszą szkodę, poprzez eksploatowanie naszych słabości.

W zasadzie, nie ma nic w tym złego. W tym sensie, że nie ma nic złego w tym, że lew chce zjeść człowieka, komar napić się jego krwi, a drugi człowiek go wykorzystać. Jedyne co złe, i to dotyczy ludzi, a nie zwierząt, to, że w celu realizacji swoich intencji kłamią, wprowadzają w błąd niemal powszechnie już, że kłamstwo stało się modus-operandi, sposobem funkcjonowania w rzeczywistości ludzkiej.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale