110 obserwujących
1661 notek
1212k odsłon
  145   1

Relacje i fantazje w związku z oglądaniem ISS

Jest 20:42:10 czasu GMT. ISS jest nad północnym Oceanem spokojnym. 45,6 North, 164,4 East. Widać chmury, w słońcu. Obraz jest transmitowany na żywo. Czasem, gdy ISS przelatuje nad lądem można zobaczyć linię brzegu, miasta.


Stacja znajduje się na wysokości 419 km nad powierzchnią Ziemi. Teraz... powierzchnią Pacyfiku. Porusza się z prędkością 27,5 tysiąca kilometrów na godzinę. To wielokrotnie szybciej niż najszybsze samoloty, nawet te hipersoniczne. Pacyfik... wielki błękit, usłany białymi strzępami chmur. Tu i teraz, widoczny, naprawdę. Za blisko godzinę, ISS przeleci nad Patagonią, potem w górę, ku Azji. 33,4 North 174,6 West.

Na Słońcu jak zwykle eksplozje energii, a może materii, tam się to wszystko już miesza, bo może to jedno i to samo, jak powiada nauka. Szaleńcze pola magnetyczne próbują te wybuchy okiełznać. Wychodzą z tego czasem takie figury, że umysł się wywraca na lewą stronę. Niemal jak rzeczywistość, którą Ursula Le Guin kreowała w "Lewej ręce ciemności".


W Nowym Jorku życie wrze. Ludzie. To dziwne istoty. Ich konstrukcje, społeczne, artystyczne, czy mogą się równać? Przewyższać? Koniec końców, to matematyka i fizyka sprawiły, że możemy widzieć. Ziemię. 6 North 151 West. Wkrótce ISS przetnie równik. Widać jak cień nocy obejmuje już Rio De Janeiro. Świt chyba w Japonii. U nas noc. I to morze chmur na tle niebieskiej powierzchni oceanu, widziane z góry. Teraz.

Tylu ludzi, których znałem. No wiesz... Nie chce mi to przejść przez usta. Nie ma. My? Zanurzeni. W opowieści jaką jest nasze życie. Nie tylko nasze. Ta opowieść ma wiele wątków, dróg, ściegów. Są stacje bólu. Są wesołe miasteczka i ekstatyczne dyskoteki. Czym jest - nasze życie? Moje życie. Twoje życie. 7,9 South. To szerokość geograficzna. Jakoś podana odległość od równika, na północ lub południe. Ziemia się składa głównie z oceanów. Teraz to widzę. W swoim pokoju. Nocą. W Polsce.

Ludzie, którzy są, gwałtownie chcą. Zdają się - niepowstrzymani. W dążeniu do "urzeczywistniania siebie" albo tego, co za siebie uważają. Czy ja tak samo? I w tym zwarciu, związku, starciu - kto, kogo, przemieszczamy się, wraz z obrotami Ziemi. Wraz z jej drogą wokół Słońca. Wraz z... można by kontynuować.

21:06 GMT, ISS jest na wysokości Chile, ale daleko na zachód od Ameryki Południowej. Dziwnie wygląda fragment stacji widoczny w kadrze kamery filmującej Ziemię. To taki dowód, świadectwo tego, co potrafią ludzie. Potrafią też inne rzeczy. Ostatnio się zabawiają w bogów. Kreują ingerencje w życie, nazywają je wirusami. A to przecież słowa, język natury, którym ona ze sobą, w tym z nami, rozmawia.

Jesteśmy zdolni do wszystkiego. Do tego co najwyższe i do tego co najstraszniejsze. Czy Bóg, jeśli istnieje, przygląda się nam tak, jak my teraz - 592 osoby oglądają na żywo - Południowemu Pacyfikowi? Czy może patrzy na nas zupełnie inaczej, z punktu widzenia człowieka? Matki tulącej dziecko? Wyrostka kopiącego bezdomnego? Internetowego usera, który z rozpalonymi oczyma wpisuje słowa, jak gwoździe?

W Buenos Aires też zaraz zmierzch. Jakie znaczenie, ma moje życie? Żadne? Nieskończone? Po co jestem? Co jak mnie nie będzie? Co z tymi, których nie ma? Czy ich naprawdę nie ma? Czy są, tam, kiedyś? Jezus z Nazaretu, jakoś nie potrafię uciec od odwołań do Niego, przesadzał nieskończenie. Mówił, że te drobiazgi. Że to takie ważne. Że jak powiesz komuś "durniu" to zaraz wielkie halo. Jakbyś ingerował w świat. Ile razy pada dzisiaj "durniu"? I gorsze zupełnie słowa, jak gorący deszcz z piekła padają na Ziemię.

Co chciałbyś zachować? Ze swojego życia? Co przenieść? W wieczność - o ile istnieje?

Chwile zachwytu, na widok wstającego słońca? Takie nieporadne i wczesne wygląda w tych czerwieniach. Chwile, ile ich było, miłości? Gdy dawała się doświadczać i odwzajemniać? A może te chwile, kiedy nie było myślenia? Może wtedy najbardziej jesteśmy, choć w nie nasz wymyślony, wypracowany potem, celowy sposób.

Jeszcze chwila i Patagonia. 49,8 South. - Zapatrzyłem się - granica ziemi i morza. Teraz już... Atlantyk, robi się ciemno, ISS wchodzi w noc. Normalnie na zegarze 23:24. Linux wyświetla u góry, to widać. Więc może w końcu ten "cieśla" z Nazaretu miał rację. Może nasze życie wcale nie jest bez znaczenia, nie ważne jak małe i nieznaczące zdają się nam jego wypadki, ziarna, elementy. Może każdym z nich, każde z nich, ma wartość nieskończoną. Dlatego warto powstrzymać rękę, zanim. Dlatego warto tę rękę podnieść, aby, zrobić coś dobrego, normalnego. Naprawdę jesteśmy koroną stworzenia? Oczyma, które oglądają całą istniejącą rzeczywistość? Naprawdę możemy wyrażać to, co tworzy i podtrzymuje cały świat? Miłość?

Jutro będzie nowy dzień. I znów ten szereg domowych obowiązków. Zmartwień i trudności. Obaw i marzeń. Ludzi, których w większości miniemy obojętnie. Ale to mniejszość, ludzi, zdarzeń, naszych zachowań nadaje życiu smak. Nie dajmy sobie tego smaku odebrać.


-----------------------------------
ps. Na prośbę komentującego, dołączam zdjęcie Ziemi, widzianej z granicy Układu Słonecznego przez sondę Voyager 1. Zdjęcie wykonała ta sonda w lutym 1990 r. Odległość od Ziemi ok 6,5 mld kilometrów. To znaczy, że impuls światła wysłany stamtąd potrzebuje ok 5,5 godziny, by dotrzeć do nas. Ziemia widoczna jest stamtąd jako mały niebieski punkt, zawieszony w bezmiarze kosmosu. A na niej - my.

image


Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie