ps. Komentarz dla EB pod notką https://www.salon24.pl/u/zbyszeks/1501912,konstytucja-3-maja-czyli-polska-w-pigulce
@E.B : Dziękuję za komentarz. Prezentuje on wzorzec postrzegania i opiniowania szeroko rozpowszechniany w społeczeństwie polskim, zresztą na jego zgubę i krzywdę. Daje się on sprowadzić do następujących tez:
1. Nie wolno krytycznie oceniać decyzji osób z przeszłości, w szczególności jeśli te decyzje przyniosły złe skutki dla państwa i dla Polaków, jeśli intencje decydentów były szczytne.
2. Nie wolno krytycznie oceniać jakichkolwiek przeszłych decyzji w przestrzeni historii, bo:
- a) nie da się z całą pewnością przewidzieć innego, korzystniejszego dla nas, biegu wydarzeń
- b) podejmujący takie decyzje nie mogli przewidzieć ich skutków
3. Nie wolno krytycznie oceniać jakichkolwiek historycznych decyzji, które przyniosły Polakom krzywdę, katastrofę, śmierć i szkody, bowiem te straszne rzeczy Polakom nie uczynili decydenci, którzy "nie mogli przewidzieć" i którzy 'chcieli dobrze", tylko bezpośrednio obcy: Rosjanie, Niemcy, Szwedzi itd. To wina Niemców, Ruskich, Szwedów itd. To nie jest w żadnym wypadku wina decydentów polskich.
4. Nie liczą się praktyczne skutki dla ludzi, liczą się wyłącznie szlachetne intencje decydentów.
Tego typu rozumowanie wskazuje na to, że "Polska jest kobietą". Kładzie przesadny i zgubny w trudnych chwilach nacisk na emocjonalność, abstrahuje od realnych konsekwencji. Uwalnia takie rozumowanie od konsekwencji tych, którzy albo na skutek błędów, albo na skutek głupoty własnej, albo na skutek zdrady podejmowali decyzje na szkodę ludzi.
Kwestię szkody, rozumowanie takie przenosi w sferę sporów i argumentacji intelektualnych, gdzie można zupełnie dowolnymi konstrukcjami opartymi często właśnie na domniemaniach - bo abstrahujemy od mierzalnych obiektywnie skutków - uzasadnić całkowicie dowolne toki postępowania.
W rzeczywistości opisany wzorzec postrzegania ufundowany jest na lęku, iż piękne, szczytne i szlachetne wartości ulegną utracie, jeśli skrytykujemy tych, co - pod ich sztandarami i w ich imię - podejmowali nietrafne decyzje w sprawie państwa i narodu. Jest to lęk uzasadniony, bo jeśli ceną przeżycia jest zbydlęcenie, to takie przeżycie staje się problematycznie, bo człowiek to nie tylko ciało ale i duch, nie tylko technika ale i kultura, i te czynniki "miękkie" kształtują w następstwie te "twarde", a więc kultura i wartości, kształtują życie i materialne jego przejawy.
A jednak ów lęk, nie wyrażony, nie opisany, nie uświadomiony sobie w pełni, nie okiełznany i nie ujęty w karby, staje się ciemnym dogmatem pchającym następne pokolenia do krwawych łaźni albo realnych strat - także w przestrzeni ducha.
Takie patrzenie i taki wzorzec postrzegania jest całkowicie odporny na krytykę, bo krytyka nie ma punktu zaczepienia, bo jedynym punktem zaczepienia są opinie i wrażenia osoby tak myślącej. Nie mają zatem znaczenia:
- liczba ofiar śmiertelnych
- wielkość utraty dóbr materialnych
- ani żadne inne mierzalne czynniki.
Tu pojawia się też geobelsowskiej natury argument, że "pokój będzie gorszy niż wojna" (tak przekonywał hitlerowski aparat propagandowy niemiecką młodzież, by szła na śmierć, w dniach agonii trzeciej rzeczy). Tu pojawia się nacechowane pychą i butą "Nie można było inaczej" - zawsze można inaczej, nie zawsze lepiej. Tu pojawia się moralny szantaż, moralna presja, moralne samouzasadnianie, które każe bronić "świętych wartości" i w ten sposób ze spraw ziemskich czyni religię, co jest bałwochwalstwem i wyłącza w ten sposób zdolność do jakiegokolwiek krytycznego myślenia.
Jest to de facto myślenie błędne, bo nie bierze pod uwagę żadnych obiektywnych czynników, bo nie bierze pod uwagę odpowiedzialności za konsekwencje podejmowanych działań. Oczywiście, że to Niemcy albo Ruscy będą nas zabijać. Ale to nie zdejmuje w żaden sposób odpowiedzialności z tych, co podejmują złe w efekcie dla Polaków decyzje.
Oczywiście, że historyczni decydenci MOGLI PRZEWIDZIEĆ, to co się stanie. Mogli i przywidywali, dobrze lub źle. To jest po prostu - umiejętność, pewien stopień fachowości. Mogli, bo wszyscy przewidujemy. Zawsze i ciągle przewidujemy przyszłość i skutki naszych działań w przeszłości. Rzecz w tym, że oni przewidywali ŹLE. Stąd byli złymi decydentami, których działanie przyniosło nam szkody. Stąd jeśli nie chcemy takich szkód, szukać powinniśmy decydentów PRAWIDŁOWO przewidujących przyszłość.
Prawdopodobnie żadne przewidywanie nie jest PEWNE. Wynika to ogólnie z niepełnej przewidywalności przyszłości. Ale na tym polega mądrość i fachowość, że przewiduje się POPRAWNIE. Bo da się oszacować prawdopodobieństwa takiego lub innego przebiegu zdarzeń w przyszłości. Bo uczy się na błędach. Prusacy obiecali nam wojskową pomoc i popchnęli nas na przegraną wojnę z Rosją. I co? Przyjęliśmy obietnice wojskowej pomocy od Wielkiej Brytanii w 1939 roku? A teraz jesteśmy silni naszymi "sojuszami"?
Pomysł aby uwalniać decydentów z odpowiedzialność za konsekwencje szkodliwych dla innych decyzji jest szalenie NIEBEZPIECZNY dla tych, których te konsekwencje będą dotykać. Społeczeństwa powinny wyciągać pełną odpowiedzialność wobec swych przywódców właśnie na podstawie KONSEKWENCJI ich decyzji, i TYLKO NA TEJ PODSTAWIE. Każda inna postawa jest dla społeczeństwa zgubna i będzie prowadzić do następnych krzywd i szkód. Liczą się KONSEKWENCJE, a nie intencje.
Pragmatyczność nie stoi w opozycji do wartości. Przeciwnie, te wartości pozwala podtrzymywać. Nie wolno gardzić, patriotyzmem i poświęceniem, bo to są najcenniejsze sprawy. Nie wolno tymi sprawami wycierać głupich i w konsekwencjach haniebnych fantazji decydentów. Możemy myśleć pragmatycznie, zachowując cześć dla wartości i wtedy KONSEKWENCJE, będą dla nas najlepsze z tych, co są w polu naszych możliwości. Możemy też myśleć romantycznie, traktując mierzalne i widoczne EFEKTY decyzji drugorzędnie i wtedy KONSEKWENCJE będą dla nas niekorzystne. Mamy wybór. Nie dajmy się sterroryzować opowieściami o moralnych zwycięstwach i moralnym szantażem tak, jak dał się sterroryzować gen. Tadeusz Komorowski ps. "Bór", podejmując decyzję w wyniku której wysłał do grobu Baczyńskiego i Gajcego wraz z kwiatem intelektualnym Polski, by z kolegami decydentami pędzić potem życie na Zachodzie i opowiadać - na nasz użytek, a dla swojej obrony - że "tak było trzeba".
159
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (12)