Zbyszek Zbyszek
24
BLOG

#4 Jednodniowy post 2026 – Frykasy, koszmary i refleksje

Zbyszek Zbyszek Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Po raz czwarty zakończyłem jednodniowy mój post warzywny wg dr Dąbrowskiej. Jak na razie stosuję się do protokołu, ale chyba włączę jakąś suplementację mineralną, ot choćby manges. Magnes przyciąga i to jest ważne u faceta, żeby przyciągał, to jak się najem magnesu to będę taki przyciągający, wyjdę na ulicę i… bardzo proszę. No ale to się zobaczy. Na dziś czyste warzywka. Zatem wczoraj pożarłem pietruszkę. Częściowo na surowo, a częściowo na parze. Bo miałem włożyć na parę ale zakąsiłem, i jeszcze raz, i jeszcze raz.

Generalnie dzień był udany i pełen aktywności. Jem jak chcę. Rano ogórek, pomidory plus ząbek czosnku. Z tym czosnkiem to trzeba uważać, bo zamiast przyciągać jak suplementowany manges, to odpycha. Ale czosnek daje uczucie sytości, a w sytuacji takiego śniadania, jest to nie do pogardzenia. W sumie obiad to się stał parownik. Na nim tę pietruszkę i pół kalafiora. Cieszę się z napojów. Te ziołowo owocowe herbatki robią dobrą robotę. Waga spada, więc luzik. Samopoczucie… bo ja wiem? Z jednej strony to efektywność na poziomie sprzed postu, to znaczy w konkretnych zadaniach. Z drugiej strony jakaś inna praca umysłu. Dla mnie ten post jest przygodą metafizyczną albo mentalną, albo psychologiczną. Inaczej się patrzy na świat. Wolniej? Inaczej. Dziś rano wyszedłem na zewnątrz i pogapiłem się w niebo. Widok taki na parę kilometrów mam. No i niebo. Jeszce słońce nie wstało całkiem więc te chmury tak porozrzucane i popodświetlane z boku od spodu. Po lewej stronie utworzył się z nich taki wir na 2 – 3 kilometry z różowym jasnym centrum. Panorama, że głowa mała. Po prawej chmury siwo-ciemne jeszcze, takie maźnięcia pędzlem, a już powyżej takie jasne baranki. Ptaki, głównie gołębie, latają w tę i nazad, a jak se tak popatrzyłem. W życiu bym tak nie popatrzył normalnie. To co ciekawe i ładne to w komputerze, w komórce. A tu się tak gapię. I w końcu – to niesamowite – to niebo na tyle kilometrów przede mną bezpośrednio rozpostarte, rozwinięte, mieniące się tymi kształtami. Niżej rzecz jasna jakieś zręby dachów i anten. No i te ptaki. Po co latają? Przecież donikąd nie lecą. One tu mieszkają.

W nocy miałem koszmary. Jak babcię kocham. Generalnie to śpi mi się na poście o wiele lepiej niż normalnie. Mocno i długo. Czasem nawet 9 godzin, a normalnie to wiadomo – różnie bywa. Więc gadam z tymi ludźmi i biorę z takiego wiklinowego koszyka. I jeszcze raz. Słodkie, dobre. Czarne czekoladki. To chyba trufle wedlowskie. Takie wiecie, z alkoholem. Druzgocąca świadomość tego, co robię, dociera do mnie dopiero po chwili. Wypluwam to co zjadłem, ale gdzie tam, większość już połknąłem i co teraz? Koniec postu? Może da się jakoś przetrwać, jakoś oszukać? Przecież to w końcu tylko kilka cukierków!

Potem zasnąłem głęboko, ale pamiętam ten koszmar. No cóż, nasze sny odbijają naszą świadomość albo podświadomość. Wczoraj zresztą pozwoliłem sobie na frykasa. Człowiek musi mieć coś, także z jedzenia. Więc odważnie sięgnąłem w markecie pod dwie papryczki czili. A może chili? Nie ważne. Zielona i czerwona była. W domu zakąsiłem i się zdziwiłem. Zero ostrości. Smaczna papryka to wszystko. Więc jeszcze raz i jeszcze raz, aż w końcu… to jest to! Gęba w ogniu, język kołkiem, gardło płonie. Woda, jeszcze trochę wody, wody. Uf… przeszło. Ale… nie poddałem się i zjadłem całą. Fajne takie. Odmiana od tych mniej wyrazistych w smaku warzywek. Postanowiłem, że będę sobie tym dogadzał. To chyba pestki nagle stały się takie palące. W każdym razie – były wrażenia. Ta papryka ma taką zaletę, że starczy skubnąć zębami odrobinę i już jest zabawa. Więc luz.

Waga spada, dzień się zapowiada jasny. Jak tak się gapiłem na to niebo to mie naszły refleksje, ale dziś nie o tym. Bo takie były dziecinne trochę. Że. Że… to wszystko jest. Bo ja wiem, chciane? Że wszystko jest, bo coś, ktoś chce, żeby było. Ale z drugiej strony. No właśnie. Są te ciemne strony. Ale z pierwszej strony to jednak jest. Dlaczego jest? No bo pióro takie zobaczyłem. Małe, białe, spadające. To jest w ciul konstrukcja. Zrobione to jest z białek. Ma tę rurowatą centralną „wręgę”, ma te – nawet nie wiem jak to nazwać – drobniutkie nitki tworzące pióro. I ten gołąb ma takich piór ile chce. I to wszystko jest. Tak samo jak jest delfin, co zaczerpnie powietrza i nurkuje w ocean. I niebo jest. I chmury we wschodzącym słońcu ze swoim – prawie – bezmiarem. I ja patrzący na to wszystko, a przecież setki razy patrzyłem, a nie widziałem. To mie naszła taka refleksja, że to wszystko z miłości jakiejś. Bo co to jest miłość? Miłość to jest coś, jak ja chcę. Jak ja chcę ciebie. Ciebie dla ciebie, a nie dla czegokolwiek innego. Czy nie tak chcielibyśmy być chciani? Dla nas samych? I może tak jest? Jakoś. Może to jest nawet proste, ale niemożliwe do zobaczenia, bo ryje mamy przylepione do lepu na muchy w postaci setek tysięcy strumieni, portali i pilnych wiadomości. W postaci wkurwów, aktów pogardy, prawdziwych i fikcyjnych zagrożeń i tej czarnej nienawiści, która też jest elementem tego świata. Jakąś odwrotnością miłości. Bo nienawiść mówi ja chcę, żeby ciebie nie było. To całe przesłanie, cały tzw. message. Ale niebo nadal jest. Mimo, że tylu fajnych ludzi, już nie ma. Nas też kiedyś nie będzie, ale to nieważne. Ważne jest to, co jest teraz, to, co robimy, to kim jesteśmy dla innych. Czy ważne jest to, jacy są inni dla nas?…


image

https://unsplash.com/photos/photo-of-brown-and-black-bird-on-person-palm-eating-a-food-fQ2YX56wQ-Y

Zbyszek
O mnie Zbyszek

http://camino.zbyszeks.pl/  Kopia twoich tekstów: http://blog.zbyszeks.pl/2068/kopia-bezpieczenstwa-salon24-pl/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości