Hellada mon amour wpadła w tarapaty, które widzimy każdego dnia w postaci zasępionej twarzy George Papandreou opatrzonej informacjami i komentarzami, że Grecja – ma problem. Na czym polega problem Grecji, jakie są jego przyczyny i ewentualne skutki ? Jakie wnioski wynikają z tej sytuacji. Tego się nie dowiemy, bo dziennikarstwo nie polega na budowaniu całościowego i logicznego obrazu świata, ale drażnieniu umysłu strzępami informacji by utrzymać go w stanie jednoczesnego pobudzenia i rozbicia.
Na czym polega problem Hellady?
Problem Grecji polega na tym, że chce ona pożyczać pieniądze od zagranicznych banków, te zaś pożyczać już w zasadzie nie chcą, a jeśli chcą to na bardzo wysoki procent. W języku mediów nazywa się to wzrostem rentowności greckich obligacji. Rentowność w powszechnym rozumieniu oznacza efektywność działania przedsiębiorstwa, stąd wzrost rentowności dla przeciętnej osoby jawi się jako efekt pozytywny, zwłaszcza jeśli dotyczy „naszych” obligacji. Tymczasem nasze obligacje to jednak nic innego jak nasze zobowiązania się do zapłaty komuś innemu pieniędzy z odsetkami. Wzrost rentowności obligacji oznacza wzrost wysokości odsetek, które będziemy musieli zapłacić za udzieloną pożyczkę.
Grecja chce pożyczać pieniądze od zagranicznych instytucji finansowych bowiem koszty funkcjonowania sfery publicznej (szkół, szpitali, armii, administracji itp.) oraz koszty spłaty dotychczasowego długu są wyższe aniżeli posiadane przez rząd Grecji środki. Stądjeśli w Grecji wszystko ma nadal działać jak obecnie, spłata kredytu ma nie być zaprzestana, a ludzie mają otrzymywać dotychczasowe wynagrodzenie – Grecja musi się zadłużać (na najbliższy rok planuje 50 mld E).
Przyczyny problemów Hellady.
Przyczyną zaistnienia problemu Grecji jest oczywiście stałe powiększanie zadłużenia państwa poprzez utrzymywanie deficytu budżetowego. Więcej wydawali jak mieli przychodów, więc się zadłużali. Praktyka ta, jest praktyką powszechną w krajach tzw. zachodu, łącznie z Polską. Grecja po prostu pierwsza osiągnęła początek mety, do której prowadzą nas nasi politycy i społeczeństwo.
Stałe zadłużanie się państwa wynika z zachłanności osób i grup społecznych oraz z głupoty tychże. Ponieważ w państwie demokratycznym nikt za nic nie odpowiada na serio to każda grupa społeczna chce wyrwać dla siebie jak najwięcej przywilejów – czytaj pieniędzy. Następuje odseparowanie pojęcia rządu i państwa od siebie – brak identyfikacji. Politycy na skutek kadencyjności nie mogą czuć się zbyt odpowiedzialni, bo oni tylko na chwilę (czytaj 4 lata). Wszystko tonące w sosie mediów, który skutecznie tłumi odruchy rozumu czy rozsądku przekazując jedną wszechogarniającą wiadomość – więcej, więcej, więcej, więcej. I jeszcze jedną - teraz!
Warto niemal na marginesie przytoczyć, że do sytuacji Grecji przyczyniły się wysokie relatywnie wydatki zbrojeniowe na wypadek konfliktu z Turcją. Grecja ma więcej F16 niż Polska.
Zagrożenia dla Grecji wynikające z obecnego jej problemu czyli co się może stać.
Ogólnie rzecz ujmując stać się może jedno. Rząd Grecji nie znajdzie pieniędzy na spłatę odsetek i rat zaciągniętych kredytów. Zupełnie tak jak rozrzutnie żyjący człowiek, który pożyczył a teraz nie stać go na spłatę.
Jakie mogą być następstwa faktu, iż Grecja nie znajdzie pieniędzy na „obsługę” swojego zadłużenia ? Ogólnie mogą wystąpić trzy ciągi zdarzeń.
Po pierwsze układ z wierzycielami. Takie umówienie się, polega z reguły na tym, że w zamian za niewielkie ustępstwa ze strony pożyczkodawców (kredytodawców), podmiot który pożyczył zobowiązuje się do zapłacenia większości długu, albo całości w terminie opóźnionym przy zawieszeniu naliczania odsetek.
Układ z wierzycielami sprowadza się do jednego - maksymalnego wydrenowania pacjenta z krwi, tak aby jedynie nie zszedł z tego świata. W wersji greckiej tragedii oznaczać to będzie wyssanie pieniędzy z Grecji. Rząd uczynić to może poprzez:
golenie obywateli – obniżka emerytur, obniżka wynagrodzeń budżetowych itp;
golenie podmiotów gospodarczych – podwyżka podatków;
golenie majątku narodowego – prywatyzacja jeśli jest możliwa.
Uzyskane pieniądze przekaże "instytucjom finansowym", z którymi się wcześniej ułoży na trawie albo w jakimś milszym i zacisznym miejscu.
Po drugie, ogłoszenie niewypłacalności.
Zasadniczo po ogłoszeniu niewypłacalności, rząd Grecki niczego już nie pożyczy za granicą, stąd ponieważ zobowiązania budżetu Grecji w stosunku do jego obywateli (wypłata świadczeń, pensji i emerytur) nie będą mogły być zrealizowane, to ludzie tych pieniędzy nie dostaną, albo dostaną wydrukowane na miejscu co sprowadzi się do inflacji czyli za otrzymane pieniądze nie będą mogli kupić tyle co dawniej.
Ogłoszenie niewypłacalności w sytuacji istniejących instytucji tzw. prawa międzynarodowego, licznych związków handlowych, faktycznego znacznego ograniczenia suwerenności może rodzić niebezpieczeństwo skutecznego dochodzenia roszczeń przez pożyczkodawców na drodze prawnej. Czyli – egzekucja! Bum.
Po trzecie pomoc UE.
Trzecią ewentualnością mogącą nastąpić w przypadku gdy Grecja sama nie będzie w stanie spłacać ( w nowomowie – regulować ) swoich zobowiązań to pomoc jaśnie panującej nam Unii Europejskiej, która dzięki traktatowi z Lisbony, teraz to dopiero sprawnie działa, że ach.
Kraje UE mogłyby upraszczając pożyczyć Grecji pieniądze, które same pożyczają od banków bo są jeszcze wiarygodne. Stąd Grecja dostałaby pieniądze, których banki jej pożyczyć by nie chciały i mogłaby dalej wydawać więcej niż ma przychodów. Mogłaby jednocześnie upuszczać sobie krew, poprzez ograniczanie poziomu życia i podnoszenie podatków bardziej elastycznie i łagodnie, nie działając pod presją ewentualnej egzekucji na ołtarzu globalizacji.
Reakcja UE.
Gdy tylko stało się jasne, że Grecja ma finansowy problem, UE przystąpiła do nadzwyczajnych działań mających na celu ustosunkowanie się do problemu. Stary dowcip z czasów komunistycznych głosił, że gdy na polu pod śniegiem leżą ziemniaki, to najpierw nie zbiera się ziemniaków, tylko najpierw zbiera się egzekutywa komitetu partii.
Zupełnie co innego w Unii Europejskiej. Tam światli przywódcy pod jeszcze światlejszym przewodnictwem Angeli i Mikołaja dali jasne sygnały, że Grecja nie zostanie sama i jak w wielkiej rodzinie gotowi są Grecji pomóc.
„W szczycie, który prawdopodobnie określi, w jaki sposób UE wspomoże Grecję, bierze udział prezes Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet. Nieoficjalnie mówi się np. o koordynacji pożyczek poszczególnych krajów,”
A więc UE wspomoże i to pożyczkami od poszczególnych krajów, które Jean-Claude będzie koordynował. Nawet nasz geniuszu przenikając światłem swego intelektu napotkaną sytuację rezolutnie skonstatował, że najlepsze byłyby dobrowolne składki na ową pożyczkę dla Grecji ale
„nie wykluczył jako rozwiązania mniej preferowanego przez Polskę unijnych eurobligacji„
.
Wszystko zapowiadało się więc dobrze, obiad w kuchni politycznej był pichcony tylko przywieść na białym stoliku, zdjąć srebrną przykrycie z tacy i ach, delektować się smakiem europejskiej współpracy.
Nie dość, że „Inicjatywę w sprawie Grecji podjęły największe gospodarki strefy euro: Francja i Niemcy.” to jeszcze drodzy przywódcy mieli ogłosić uroczysty efekt na wspólnej a nie oddzielnej konferencji prasowej. Czy Grecja mogła mieć lepsze widoki na przyszłość ? Przecież nie.
Tymczasem po odsłonięciu przygotowanej potrawy okazało się, że to nie żadna pieczona kaczka po pekińsku, ani tym bardziej po francusku, ale niemiecki but i do w dodatku całkowicie dziurawy. Podeszwa odstawała od „czuba” szczerząc zęby ni to w szyderczym uśmiechu ni to w zamiarze spałaszowania Greckiej myszy.
To jak to? Przecież jeszcze na przełomie stycznia i lutego minister Guido Westerwelle spotykał się z premierem Grecji i jej ministrem finansów i ogłaszał, że Grecja ma „pełne wsparcie Niemiec i wszystkich krajów UE”, a teraz co?
Grecja miała otrzymać wsparcie finansowe oraz mieć narzucone trudne warunki ograniczenia deficytu. Drogą kompromisu, który jest budulcem tak zwanej Unii Europejskiej Angela wytłumaczyła Mikołajowi, że wszystkiego mieć nie można, wybrali więc tylko narzucenie ograniczeń a zrezygnowali z udzielenia pomocy.
Ergo – Niemcy zablokowały możliwość udzielenia jakiejkolwiek pomocy finansowej Grecji. Być może zadecydowały tu resentymenty greckie, bo Niemcy z zamian za pomoc chciałyby coś od Grecji uzyskać, ta zaś nie cierpi Niemców jeszcze od czasów II wojny światowej. Może zadecydowała gra Niemiec na osłabienie Euro, co jest korzystne dla Niemiec ponieważ są znaczącym eksporterem, a dzięki osłabieniu Euro ich eksport będzie łatwiej się sprzedawał. Tego nie wiemy, dość że padło słodkie niemieckie „nein!”.
Zgubny nałóg.
Zachowanie się Grecji, niczym uzależnionego od kolejnej dawki „kredytu” nałogowca jest właściwe wszystkim państwom naszego kręgu cywilizacyjnego (no może z wyjątkiem Szwajcarii). Państwa „biorą” coraz więcej bo początkowe dawki są tanie i zapewniają przeżycie wielu ciekawych doznań.
„Podczas walki wyborczej Papandreou obiecał pracownikom budżetówki podniesienie płac powyżej stopy inflacji oraz zamrożenie taryf dostawców usług komunalnych. Jeszcze przed Bożym Narodzeniem osoby w trudnej sytuacji socjalnej mają otrzymać dopłatę solidarnościową z kasy państwa.”
Politycy są uzależnieni od kolejnych „dawek kredytu” bo odurzają nimi obywateli, którzy po otrzymaniu pożyczonych pieniędzy przeżywają swoją godność znacznie godniej niźli bez. A przecież godne życie każdemu się należy, nawet na haju.
Wszyscy więc zmierzaliśmy i zmierzamy do miejsca odosobnienia, które jest wyrazem solidarności i pomocy UE a przejawia się w otrzymaniu zaleceń, żeby sobie teraz nerkę dać wyjąć na spłaty otrzymanych „dawek kredytu”.
Emisja pieniędzy.
Wszystkie państwa się więc zapożyczają. Ups... pardon, rządy wszystkich państw zapożyczają swoich obywateli w „instytucjach finansowych” (tu konkretni „biznesmeni”). Rządy zapożyczają obywateli bo więcej wydają niż mają dochodów. Gospodarka jeśli wytwarza w miarę czasu więcej dóbr też potrzebuje dopływu pieniądza by dobra te miały w pieniądzu pokrycie.
Pieniędzy więc potrzeba. Skąd je wziąć ? Tu już czeka wójek Stasiek, albo raczej George czy Sam, i wyrazem ciepłego uśmiechu oferuje swoje pieniądze. Tylko co właściwie wujek pożycza? Co przekazuje? Banknoty ? Ach nie – to by trzeba pociągami wozić. On przekazuje cyfry, no napisze sobie tam …. 10 mld USD i przekazuje to co napisał. Potem chce z powrotem podobnego zapisu ale tu uwaga z odsetkami, czyli opłatą za wciśnięcie klawiszy przez stryjka wujka, który wpisuje transakcję do komputera.
Rok rocznie potrzeby kredytowe państw przekraczają pewnikiem 0,5 bln USD i te pieniądze ktoś im pożycza rok w rok. Skąd je bierze ? Pieniądze się mnożą? Ależ oczywiście, że tak. Jak ? No pomyśl koteczku. Jak przebiega emisja pieniądza i na czym polega? Ile czasu z tysięcy godzin w mediach i na przykład w szkole średniej jest poświęconych na wyjaśnienie obywatelom tego mechanizmu? Zero ? Ach... będzie nowy serial, szkoda czasu na głupoty.
Chodźmy do Euro.
Kto jest najmądrzejszy? Ten co jest na górze. Inaczej byłby na dole. Skoro premier mówi, że wykastruje pedofili to mówi że hej (ciszej nad tą sprawą). Skoro jednak chce (przez duże ch) wprowadzenia Euro, to ma do tego powody, a chcenie jest wyrazem jasności spojrzenia co przyszłość przenika niczym strzała dzika. Krótko mówiąc wprowadzenie Euro da nam stabilność i niezależność od ryzyka, całkiem jak w Grecji. To tak samo jak konieczność zapięcia pasów w samochodzie albo odebranie pieniędzy uniemożliwiające samodzielną troskę o emeryturę. Jesteś za głupi abyś sam się sobą zajmował więc cudownie będzie gdy zajmą się tobą inni. Witamy w szpitalu wariatów. Proszę zapiąć kaftan.
Polityk, kraju który twierdzi, że lepiej wyzbyć się własnej waluty na rzecz zewnętrznej mówi jedno – jesteśmy za głupi i za słabi żeby sami się rządzić. Publika kupuje takie tematy jak słodkie bułeczki, bo traktowana jak stado baranów za pomocą służby zdrowia i funduszy emerytalnych już dawno uwierzyła że odpowiadać za siebie nie może, więc czemuż politycy mieli by być inni. Swoje chłopy przecież, co nie.
Czy powinniśmy pomóc Grecji? Oczywiście, że nie. Kontakt z rzeczywistością w tej paradzie pozorów jaką jest współczesna organizacja życia, może być zbawienny. Detoksykacja po latach brania w żyłę obiegu finansowego „dawek kredytu” od międzynarodowych „instytucji finansowych” będzie z pewnością bolesna. Może jednak nauczyć czegoś prawdziwego, zupełnych postaw. Takich jak na przykład, że przyczynom towarzyszą zawsze skutki, że należy odpowiadać za siebie, że ucieczka od problemów nie jest ich rozwiązywaniem, tylko wręcz przeciwnie, że efektem narkotycznego snu musi być jedno z dwojga – bolesne przebudzenia albo śmierć pacjenta.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)