Spór o TK ma dwa znaczenia, dwa wymiary: taktyczny i strategiczny. Ten pierwszy da się scharakteryzować pytaniem: która z partii wygrała? i doczekał sie wielu wypowiedzi i tekstów. Ten drugi wyrażający się pytaniem: jaka jest prawdziwa rola TK, zdaje się mniej ciekawy, więc leży odłogiem.
1. Wymiar taktyczny.
Konflikt o TK, w odniesieniu wpływu na prawodawstwo, został wygrany przez PO, przegrany przez PiS. W sensie politycznym wygrany został przez PiS i jego przeciwników, bo ponownie zaognił nastroje i skonflilktował społeczeństwo.
Przegrana PiS jest wynikiem trzech błędów:
- Takiego ustalenia daty pierwszego posiedzenia nowego Sejmu, że wybór trzech sędziów przez sejm poprzedni stał się ważny. Wyboru dokonał pan prezydent Duda.
- Zwrócenia się przez ministra Waszczykowskiego do Komisji Weneckiej po opinię. Po co? Opinia została wyrażona - negatywna.
- Odmowy publikacji orzeczenia TK. Rozwiązanie siłowe, nie do utrzymania.
2. Wymiar strategiczny.
Koncepcja współczesnego państwa jako republiki, sformułowana została w USA przez tzw. ojców założycieli Stanów Zjednoczonych. Koncepcja ta wyrastała z obrazu państwa jako hegemona nad obywatelem, któremu władca w osobie króla mógł zrobić niemal wszystko. Chodziło o wydobycie obywatela spod potęgi i siły władzy. Do tego dochodziły francuskie koncepcje podziału władz.
Nowoczesne państwo zachodnie jest więc tak pomyślane, by obywatele w swych działaniach i życiu nie byli poddani presji władzy. W tym celu na władzę należało nałożyć ograniczenia i ją osłabić na różny sposób. Wtedy parytet siły, nie leżałby już po stronie władcy ale byłby zrównoważony w odniesieniu do relacji władza - obywatel.
W konstrukcję państwa wbudowano więc, aktualnie, szereg rozwiązań i instytucji osłabiających zdolność tzw. władzy do realizowania swojej woli. sytuację osób sprawujących tzw. władze we współczesnym państwie da się zilustrować następującym wyborem: Politycy zajmujący stanowiska publiczne i rządowe:
- sprawuja władzę w państwie
- administruja państwem, mając niewielki wpływ na władzę
W państwach starego typu, dziś ich przedstawicielami można uznać Rosję, Białoruś, Węgry, Chiny, politycy na stanowiskach rządowych i publicznych rzeczywiście sprawują władzę.
W państwach nowego typu, takich jak USA, Francja, Polska itp., politycy zajmujący stanowiska rządowe i publiczne, wcale władzy nie sprawują, tylko administrują państwem. Mają oczywiście pewien mały margines wpływu na bieg zdarzeń, ale jest on niewielki i mało znaczący.
W tym podstawowym rozróżnieniu kryje się znaczenie Trybunału Konstytucyjnego i jego rola. Trybunał Konstytucyjny tak jak i Bank Centralny mają za zadanie uniemożliwiać politykom sprawującym stanowiska rządowe wprowadzania zmian ich własnego pomysłu. Krótko mówiąc, mają ubezwłasnowalniac władzę.
Rzecz jasna może to być dobre, gdy jakieś siły polityczne chciałby się dopuszczać szaleństw i okrucieństwa, a zyskałyby tylko chwilową przewagę w parlamencie. Z drugiej strony, konsekwencją takiej budowy państwa jest to, że politycy mogą bardzo niewiele, i powszechnie głoszone komunikaty, że oto jakaś partia objęła władzę bo obsadziła większość parlamentarną, nie mają nic zgoła wspólnego z rzeczywistością.
TK więc ogranicza możliwość wprowadzania zmian. Zmian jakichkolwiek. Zmian dobrych, zmian złych. Ogranicza możliwości zwycięskich partii politycznych. Tak samo jak NBP, a konkretnie konstytucyjne zapisy o jego relacji z Państwem.
Koniec końców dochodzi do sytuacji, że społeczeństwo wybierając coraz to nowych polityków przekonuje sie raz po raz, że wybory niczego nie zmieniają. Ta jedna z upiorniejszych konstatacji współczesnego wyborcy jest tyleż prawdziwa, co nie do przyjęcia. No bo skoro wybory niczego nie zmieniają, to po co są? Otóż to. Są po to, by zapewnić karnośc i spokój populacji. By nie było buntów ani zrywów. Bo takowe, mogłyby jeszcze więcej złego niż dobrego przynieść.
Dawna sytuacja gdy społeczeństwo szukało wyjścia spod buta władzy poprzez jej osłabienie, zmieniła się w sytuację, gdy społeczeństwo nie może już prawie nic zrobić, bo jego wybory niczego nie zmieniają. Na codzień zaś obywatel staje wobec molocha organizacyjnego jakim są poplątane struktury państwowe, sądy, służby, urządy, oraz mur korporacji zarządzających życiem ekonomicznym. I jego sytuacja nie jest lepsza niż poddanego króla, z tym że poddany miał jednego adresata swojej frustracji a obecny obywatel nie ma już do kogo tych pretensji zgłosić bo przecież "sam władzę wybiera".
Wybory nie mogą wiele zmienić, bo wybrani politycy maja tylko niewielki wpływ na bieg zdarzeń a dodatkowo krótką kadencję w wymiarze procesów społecznych. 4 lata to za mało by dokonać zmian i doczekać się rzeczywistych efektów. Stąd władze, wpływ na bieg spraw, mają takie sfery i instytucje, które potrafią stabilnie artykułować swoje interesy w okresach o wiele dłuższych niż 4 lata. Są to stwowarzyszenia, jawne i niejawne, służby, media, ludzie o dużych zasobach finansowych. To one w nowoczesnym państwie sprawują władzę a nie poliltycy na stanowiskach rządowych.
Paradoksalnie, to społeczeństwa nie mające większego realnego wpływu na wybór władzy, jak to ma miejsce w Rosji czy na Węgrzech, mają większy wpływ na bieg zdarzeń w swoich krajach. Dzieje się tak dlatego, że władca jest jawny i nie może lekceważyć społeczeństwa, gdyż jego porażka, może łatwo być jego porażką osobistą i bardzo cieżką. Stąd taki Łukaszenka czy Putin, będa tępić korupcję, starać się zapewnić bezpieczeństwo, stabilność, pracę i jakiś postęp, bo niezadowolenie społeczne może pozbawić ich nie tylko stanowiska, ale i wolności, a kto wie, może nawet życia.
Gdy do takich autokratycznych państw dodamy, aktualnie dziś występujący, składnik demokratycznego wyrażania opinii w wyborach, to władca tak wybrany ma już szczególne motywacje do działania na rzecz społeczeństwa i ma na dodatek do tego środki. W państwie nowoczesnym polityk nie ma do tego ani motywacji, choć będzie o tym zapewniał, ani środków.
Ostatecznie wypada sobie odpowiedzieć na pytanie jakie państwo nam bardziej odpowiada? Takie, w którym politycy maja jak najmniej do powiedzenia, a przez to i my. Czy tez państwo, w którym politycy wybrani przez społeczeństwo mają faktyczne środki i narzędzia do sprawowania władzy. Mogą ich róznie użyć. Historia nie stawia tu jednoznaczych rostrzygnięć. Jak w życiu - trzeba wybierać każdy raz od nowa.
PiS chce realizować marzenie o państwie starego typu. O państwie w którym władza jest jawna i rzeczywista. O Drugiej Rzeczypospolitej, o sanacji, o marszałku Piłsudskim i jego sposobie sprawowania władzy. PiS chce państwa jak na Węgrzech, jak na Białorusi, jak w Rosji, gdzie społeczeństwa są w miarę zjednoczone, władza jest autorytarna, ale jawna.
Opozycja do PiS chce państwa nowoczesnego, w którym władza jest niemal całkowicie pozorna, w którym wybory niczego nie zmieniają a państwo jest de facto oligarchią najbogatszych i najsilniejszych, żerowiskiem grup interesu.
Druga Rzeczpospolita zakończyła się największą katastrofą w historii Polski. Trzecia Rzeczpospolita brnie w przaśnej niemożności, jakoś tam zapewniając znośny byt najsprytniejszym i najsilniejszym, ale i wykazując czasami zdumiewająco zdrowy rozsądek jak przy likwidacji OFE.
Wybór wcale nie jest prosty, ale istnieje. Najgorzej gdy nie zdajemy sobie z niego sprawy i pomijamy go, zajmując się doraźnością, czyli kto komu dokopał i kto z kim wygrał. Tymczasem stery tego statku ujmie kto inny i pretenesje za kierunek ostatecznie będziemy mogli skierować tylko do siebie.




Komentarze
Pokaż komentarze (18)