***********************************
Zastrzeżenie
Poniższy tekst stanowi zupełnie swobodny zestaw przemyśleń.
Nie jest żadną deklaracją, i nie rości sobie pretensji do bycia prawdą.
************************************
Istnieje przebaczenie figuratywne (fasadowe, słowne, werbalne, deklaratywne). Istnieje przebaczenie naiwne i wreszcie istnieje przebaczenie rzeczywiste. Te trzy rodzaje przebaczenia uchodzą za to samo wprowadzając w błąd ludzi i rodząc niechciane skutki.
Przebaczenie figuratywne (słowne), polega na intencjonalnym wypowiedzeniu słów "Przebaczam ci". W przypadku osób religijnych występuje każdorazowo, przy wypowiedzeniu słów modlitwy pańskiej. Chrześcijaństwo generalnie kładzie ogromny nacisk na potrzebę przebaczenia. Jednakże w połączeniu z niezrozumieniem jego natury i roli, prowadzi to do przebaczania figuratywnego.
Wiele razy wypowiadałem słowa "Ojcze nasz" i to ze szczerym zamiarem i intencją przebaczenia tym co mnie skrzywdzili. Czy przebaczenie następowało? Żarty chyba. Owszem, staramy się. Ale czy potem, gdy myślimy o krzywdzicielach naszych, o niesprawiedliwości przez nich dokonanej, o okrucieństwie i podłości z jaką mieliśmy do czynienia, to nie czujemy bólu? tej niesprawiedliwości? chęci odwetu? potrzeby wyrównania rachunków? Czujemy. Dlatego właśnie jest to przebaczenie figuratywne, fasadowe, słowne, sztuczne.
Drugim rodzajem przebaczenia jest przebaczenie naiwne. Przebacz mi, mówi do nas nasz krzywdziciel, ktoś kto nas zdradził, oszukał, skrzywdził, olał, odwrócił się. Przebacz mi - znaczy w jego ustach "Daj mi nową szansę", znaczy też "Odłóż i zapomnij o mojej karze". Takie przebaczanie jest głupie, bo nie bierze pod uwagę rzeczy najważniejszej, dobra krzywdziciela i krzywdzonego.
Ci co namawiają do dawania drugiej szansy ze wzlędu na to, że to jakby obowiązek wynikający z przebaczenia, złe słowa sieją. Druga, trzecia i dziesiąta szansa może być jak najbardziej, wtedy, kiedy rozum dyktuje, że może to przynić się do dobra naszego i tego komu przebaczamy. Ale kiedy zachowania osoby są wynikiem utrwalonych w niej nawyków myślenia, postrzegania i postępowania, to takie przebaczenie, które umożliwia ponowne skrzywdzenie krzywdzonego, jest głupie i szkodliwe. "Lepiej spotkać niedźwiedzicę, która straciła małe, niż głupca z jego głupotą" - powiada Biblia.
Jest wreszcie przebaczenie rzeczywiste. Czym się charakteryzuje? Tym, że gdy pomyślimy o tych co nas krzywdzili, to nie czujemy się skrzywdzeni. To nie czujemy bólu. To nie czujemy wobec nich negatywnych żadnych emocji, tylko wręcz przeciwnie, życzymy im dobrze.
Jak zatem dojść do takiego przebaczenia i czy może być ono łączone z karaniem takich ludzi? Karaniem poprzez faktyczny jakiś odwet, poprzez oddanie co się komu należy, czy poprzez brak "drugiej szansy"?
Pozornie przebaczenie ma coś wspólnego z tym, komu przebaczamy. To w nim jest problem i z nim jest kłopot. To jemu możemy dać ten ogromny dar jakim jest przebaczenie. Nic bardziej mylnego. Osobą, której przebaczenie jest potrzebne jesteśmy my sami. Skutek i efekt przebaczenia tak naprawdę dotyczy nas, a nie kogoś innego.
Ileż razy jest tak, że odwet z naszej strony zupełnie jest niemożliwy. Na czym polega stan emocjonalny, stan ducha, stan serca i swiadomości osoby, która została skrzywdzona? Na tym, że ona czuje ból. Ten ból w niej jest. Różnie można go nazywać. Czasem można go niezauważać w natłoku codziennych obowiązków i czynności. Ale ten ból, ta ciemność, pozostaje w człowieku.
Świat podsuwa propozycję wyjścia z tego stanu. Przywrócenia równowagi emocjonalnej. Ta propozycja to "wyrównanie rachunków". Odwet. Sprawiedliwość. Oddanie tego na co ktoś zasłużył. Wtedy rzeczywiście czujemy ulgę. Gdy komuś oddamy. Gdy i on doświadczy tego co sam innym uczynił.
Ta droga jest jednak niezwykle wręcz często, nieosiągalna. Mało tego. Wskutek błędów percepcyjnych, to jest tego, że różnie postrzgamy rzeczywistość i krzywdziciel wcale swego zachowania nie uważa za krzywdzenie, ale już odwet z naszej strony tak. I odwrotnie, ktoś może uważać i mieć rację, że jego zachowanie było w porządku, zaś druga strona uzna to za krzywdzenie, odczuje to, i zechce wyrównać rachunki poprzez realny odwet. Więc wskutek tych zachowań i zależności, dochodzi do spirali odwetu i niechęci, i nienawiści. I pędząc za ulgą, z bólu w jaki nas wpędziło skrzywdzenie, tego nieszczęścia nie mamy mniej. Tej niechęci nie mamy mniej. Ona w nas często nawet rośnie i zapuszcza korzenie.
Oczywiście, czasem odwet się udaje. Brak reodwetu i czujemy ulgę. Ale to rzadkość.
Jest druga droga wyjścia z ciemności, ze stanu w jaki wpada nasze serce, nasza świadomość gdy doznajemy zła, ze strony drugich. Ta droga to przebaczenie. Przebaczenie niczego nie daje tym, którym przebaczamy, bo oni nawet (i to często) mogą nie wiedzieć, o tym czy im przebaczyliśmy czy nie. Mogą tego wcale nie potrzebować. Mogą na to nie zwracać uwagi.
Przebaczenie prawdziwe potrzebne jest nam samym. Bo wydobywa nas ono z ciemnego dołu, w jaki wepchnęła nas cudza podłość, niesprawiedliwość, w jaki wepchnęła nas krzyda, którą nam uczyniono. Przebaczenie jeśli jest prawdziwe, powoduje, że już więcej nie czujemy negatywnych emocji, związanych z osobą czy zdarzeniem, będących źródłem poczucia krzywdy.
To my korzystamy, na przebaczeniu. To my na nim zyskujemy. Bo możemy normalnie funkjonować. Bo kortyzol przestaje być wydzielany (hormon negatywnego stresu). To my się rozjaśniamy, usmiechamy, myślimy racjonalnie, racjonalnie postrzegając świat.
Prawdziwe przebaczenie jest kwestią emocji. Nie ma w nas już dłużej, poczucia krzywdy, nie ma nienawiści ani niechęci. Przeciwnie. Jesteśmy gotowi życzyć dobrze tym, którym przebaczyliśmy.
Tu jednak wchodzi porządek rozumu, który warto oddzielić od porządku emocji. To w warstwie, w porządku rozumu, rozstrzygamy, czy temu komu przaczyliśmy należy się kara, czy tę karę należy anulować. Czy należy się druga szansa, czy takiej szansy dawać wcale nie należy. I może tak być, że owszem prawdziwie przebaczyliśmy, ale drugiej szany dawać - byłoby błędem, a karę należy wykonać.
Wszystko zależy tu od oceny dobra naszego i innych ludzi. Wychowanie bezstresowe dzieci nieodmiennie prowadzi do negatywnych patologii w ich późniejszym zachowaniu. Traktowanie bezstresowe dorosłych już nie musi takich patologii generować ale może do nich prowadzić. Więc kara, zawsze ma na celu jedno - dobro karanego. Jeśli nie, to przynależy do tego mechanizmu, do tej strategii wychodzenia z poczucia krzywdy, która była omawiana wcześniej, i która generalnie eskaluje złe emocje, a co za tym idzie złe zachowania.
Wymierzenie kary, oddanie tego co należne, może być jednak właściwe i przyczyniać się do dobra karanego. Dlatego, że pozwoli mu zmodyfikować jego przekonania i perspektywę postrzegania. Dlatego, że może mu pomóc się zmienić i mniej ranić innych. Karanie, jeśli patrzymy na nie w perspektywie społecznej a nie indywidualnej, ma wymiar edukacyjny. Kształtuje postawy ludzi poprzez przykład. Nie można tego lekceważyć.
Tak więc po przebaczceniu rzeczywistym, przychodzi pora na rozum. To w jego świetle i w intencji szukania dobra, dobra swojego i dobra innych osób, decydujemy o późniejszych naszych zachowaniach i postawach wobec tego, komu przebaczyliśmy. Przebaczenie pozwala zobaczyć świat i ludzi w prawdziwym świetle, nie zniekształconym naszą naiwną wiarą w "dobro" ludzi czy naszym bólem i niechęcią z powodu doznanego zła.
Dzieki przebaczeniu możemy postępować racjonalnie. Dzięki przebaczeniu możliwa jest miłość, taka która nie jest oparta na fikcyjnych przekonaniach ale na rzeczywistym odbiorze świata i ludzi.
Człowiek jest istotą relacyjną. Żyje w relacji do kogoś innego, do czegoś innego. Jest zawsze zdążaniem i zwróceniem się w jakimś kierunku. Człowiek, który nie przebaczył, zwrócony jest w kierunku własnego bólu i bólu, który chciałby oddać (zadać) drugiemu. Warto i można to zwrócenie odwrócić. Nie jest to łatwe. Bo tak naprawdę przywieramy do samych siebie. Tak mocno, że ran nam zadanych nie możemy, prawdziwie, przebaczyć.
Wyjściem może być zwrócenie się ku Miłości. Jest to wyjście dla tych, co są wierzący. Odwrócenie się od siebie i zwrócenie się ku Bogu. Bogu rozumianemu jako przenikające człowieka światło miłości, a nie Bogu rozumianemu jako surowy starszy, potężny Sędzia. Ten drugi obraz, zdaje się kierować ludzi ku strategii odwetu, strategii, które nakręcają negatywne emocje. Ten pierwszy wydaje się wyzwalać. Pozwalać na racjonalne działania, mnożyć dobro. To też jest jakiś wybór :)
Inne tematy w dziale Rozmaitości