49 obserwujących
1128 notek
775k odsłon
343 odsłony

Do czego jest Salon24.pl czyli o życiu i rzeczywistości (powt publicyst.)

Wykop Skomentuj12


Polowanie na uwagę


Facebook, YouTube, Salon24 i wiele innych publicznie dostępnych platform nie pobiera od użytkowników opłat za dostarczane treści, możliwości i usługi. Jednocześnie z powodzeniem finansuje swoje istnienie stając się dochodowymi przedsięwzięciami. W technicznym sensie dzieje się to przez publikowanie reklam i pobieranie opłat od reklamodawców. Ale czym w końcu płacą użytkownicy tych platform. Hmm... płacą swoją UWAGĄ. Sprzedają swoją UWAGĘ to znaczy dostęp do swojej ŚWIADOMOŚCI, możliwość napełniania jej tym, co zechce dostarczający "bezpłatne" usługi dostawca.

Platformy medialne "kupują" tę uwagę, kupują od użytkowników możliwość napełniania ich świadomości i sprzedają tę możliwość tym, co dostarczą właścicielom medialnych platform, pieniędzy lub innych potrzebnych im wartości czy zasobów. De facto sprzedajemy samych siebie, swoje myślenie, swoje myśli. Oczywiście do pewnego stopnia, którego sami, wcale nie jesteśmy w stanie oszacować. Ale reklama jest skuteczna, bo reklamowane produkty się sprzedają. A kampanie społeczne zmiany myślenia ludzi odnoszą błyskotliwe sukcesy, bo tak szybkich zmian w przekonaniach ludzi jak w ostatnich 20-30 latach, próżno szukać w przeszłości.

I znów, nie dzieje się to, wskutek jakiejś złośliwości właścicieli strumieni medialnych, tylko wskutek zasad, kryteriów i charakteru "gry", w która jako jedyna jest do zagrania. Tutaj determinującą w/w skutki zasadą jest zamieszczanie reklam w strumieniu ogólno dostępnych informacji. Gdyby - to nie do wyobrażenia - zamieszczać reklam w takich strumieniach nie było można, to każdy musiałby ZAPŁACIĆ pieniędzmi, za dostęp do danej usługi, platformy, strumienia. A przecież, wielu nie byłoby stać. A może byłoby? Bo w cenie produktów, które nabywają PŁACĄ przecież za reklamy, które oglądają! Może lepszym rozwiazaniem byłyby "gazetkowe strumienie medialne" zawierające wyłącznie reklamy, dla tych, co chcą je pooglądać, by się czegoś dowiedzieć?

Więc każda platforma robi wszystko, żeby "schwytać uwagę" człowieka. Księgarnia poprzez odpowiednie rozłożenie książek na półkach. Salon24 przez kolorowe obrazki i krzykliwe, jątrzące, skłaniające do reakcji tytuły. Przecież to właśnie te dwie "rzeczy" zarezerwowali dla siebie właściciele salonu24 - opatrywanie treści obrazkami i tytułami. Nie przez PRZYPADEK. To jest ESENCJA działania platformy jako wielkiego polowania na uwagę ludzi.

Bardzo podobnie postępują wielcy. Czerwony dzwoneczek na intensywnie niebieskim tle belki na górze ekranu wręcz krzyczy od odbiorcy facebooka - masz nową wiadomość albo reakcję. Nie sposób NIE KLIKNĄĆ. Tam może być coś ciekawego, ważnego, istotnego. Klikamy, czytamy, mają nas.

Platformy medialne wykorzystują paliwo. Energię. Surowiec. Tym paliwem, energią, wsadem jesteśmy my sami i nasze interakcje z innymi. Mamy coraz to mniej interakcji realnych. Prawdziwych rozmów o życiu, bycia w otwartym, ciekawym kontakcie z innymi. Relacje rzeczywiste stają się interesowne, zdawkowe, bo trzeba zarabiać pieniądze, kulawe - bo jesteśmy dla siebie rywalami, konfliktowe - bo walczymy, bo presja itd.

Więc dzieje się rzecz niezwykła, PRZENOSIMY RELACJE NA PLATFORMY MEDIALNO-ELEKTRONICZNE. Tabuny nastolatek z wlepionymi w ekran twarzami. Setki tysięcy i miliony tweetów, komentarzy, treści pisanych w oczekiwaniu na reakcję, na relację, na wymianę, na walkę, na wsparcie. W sensie świadomości, relacji i interakcji zaczynamy ŻYĆ  wymiarze i w świecie strumieni medialnych, które przecież mają swoich właścicieli, którzy mają swoje interesy, którzy będą sprzedawać miejsce w naszej świadomości do wypełnienia, którzy zrobią wszystko, co możliwe, by przykuć naszą uwagę, by stać się nałogiem, przywiązaniem, nawykiem, od którego nie sposób się uwolnić.


Kształtowanie myślenia


Inne platformy, religijne, antyreligijne, polityczne prowadzą swoje krucjaty. Walki w świecie przekonań, w świecie idei, w świecie polityki. Większe robią podobnie. Jedne treści promują i propagują inne spychają na niższe pozycje lub wyłączają całkowicie. Możliwość wpływania przez właścicieli mediów na to, jaki będzie zasięg konkretnego przekazu, konkretnych treści, jest oszałamiający. Zwykłe różnica między pierwszym miejsce na stronie portalu, a takim gdzieś w środku to są RZĘDY WIELKOŚCI odbiorców więcej lub mniej w zależności od umieszczenia tej informacji. Literalnie administratorzy mediów mają władzę nad tym, CO MYŚLĄ i O CZYM MYŚLĄ statycznie ludzie. A ponieważ procesy rynkowe i polityczne mają charakter statystyczny, to mają władzę nad ich efektami.

Trzeba wzbudzić zainteresowanie daną tematyką w danym okresie - dajmy pierwsze miejsca plus bulwersujące tytuły. Chcemy wyciszyć jakieś zagadnienie, usunąć je ze świadomości społeczeństwa? Spuśćmy "niechcący" treści je poruszające na "dalszy plan". Przecież nadal POZWALAMY PUBLIKOWAĆ. Każdy może sobie publikować. Tyle, że społeczeństwo już tego nie zobaczy, w sensie mechanizmów statystycznych, a te są istotne. Mechanizmy wyboru tematyki mogą być różne, najczęściej chodzi o "klikalność" tematu, o to w jak dużej potencjalnej pupulacji wzbudzi on reakcje emocjonalne, skłaniające ludzi do zajęcia uwagi właśnie tą publikacją. Mogą jednak występować dodatkowo kryteria sympatii dla idei, ruchów lub zjawisk.

Podstawową jednak oczekiwaną cechą myślenia odbiorców w perspektywie strumieni medialnych jest jego FRAGMENTARYCZNOŚĆ. Odbiorcy nie powinni być zdolni do dłuższego skupienia uwagi, do prowadzenia nieprzerwanych procesów myślowych, do kojarzenia faktów, przyczyn, skutków i mechanizmów w spójne i czasem dłuższe związki logiczne. Pożądane z punktu widzenia "biznesu" jest, by uwaga odbiorcy była do pewnego stopnia "strzaskana". By potrafił skupić się jedynie na krótkim akapicie, krótkim przekazie. To gwarantuje elastyczne przeskakiwanie przez odbiorcę, po dostarczanych CORAZ TO NOWYCH treściach, których nie sposób ułożyć w spójną całość, których nowość jest "nowa" pod warunkiem wyjęcia ich z kontekstu innych wcześniej publikowanych, których sens istnieje wyłącznie w obrębie nich samych, tj. krótkiego przekazu, którego odbiór w szerszym i zrozumiałym kontekście byłby dla człowieka bezcelowy.

Więc uwaga odbiorcy zostaje strzaskana, na krótkie fragmenty, na oddzielone od siebie - i nie pozostające we wzajemnych logicznych powiązaniach - przestrzenie świadomości, które człowiek zapełnia chwilowo "nowymi" treściami. Niezdolny do prowadzenia wnioskowania wykraczającego poza proste reakcje emocjonalne i uzasadnienia dla przeżywanych świadomie i podświadomie uczuć, człowiek taki jest coraz lepszym klientem medialnej gry, w której chodzi o zysk.

Mechanizmem i inicjatorem podejmowania działań przez człowieka przestaje być rozum lub rozsądek, stają się emocje i uczucia. Działanie polegające na wyborze informacji lub abstynencji od ich przyjmowanie staje się trudne i nie do zniesienia, wobec potrzeby doświadczania uczuć "brania udziału", "wpływania na kształt", "bycia zauważanym i docenianym", "dawania odporu".

W efekcie otrzymujemy idealnego klienta. Osobę, która jest w stanie się skupić tylko na krótkich porcjach przekazu informacyjnego, która nie potrafi prowadzić rozumowania umieszczającego otrzymywane treści w logicznym i racjonalnym kontekście tłumaczącym sens całości. Osobę, która "myśli emocjami", żywi się niemal głównie emocjami. Osobę, która swoje relacje z innymi przeżywa nie wprost, ale ZA POŚREDNICTWEM platform medialnych.

Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale