52 obserwujących
837 notek
1041k odsłon
  378   2

Jaki sukces odniosą nasi w ME pod przewodem trenera Sousy?

Obym nie był złym prorokiem piłkarskim, chociaż niestety wiele na to wskazuje, że takim będę, zresztą nie tylko ja sam.

Po pierwsze to wybór trenera przez PZPN, typowego desperata jakim jest Souza, który niewiele mając do stracenia podjął się misji niemożliwej. Podjął albowiem każdy szanujący się trener z dorobkiem w europejskiej piłce widząc jak przebiega w praktyce szkolenie młodych piłkarzy w Polsce, oraz jak wygląda realnie polska liga oraz sukcesy polskich klubów w pucharach europejskich, kto nią zarządza, kto wreszcie rekrutuje piłkarzy do tejże ligi, takiego trenerskiego samobójstwa, jak prowadzenie polskiej reprezentacji, absolutnie się nie podejmie. Z tego powodu podejmują się tego nie kto inny jak desperaci-fantaści, oraz ci którzy chcą sobie dobrze zarobić, mając własne nazwisko w małej uwadze. Na jedno zresztą wychodzi.

Poza tym dobry Bóg zrobił dodatkowo naszym psikusa odrywając od reprezentacji, powiedzmy, jej najlepszych zawodników, i to tuż przed ważną imprezą, w której mogliby się pokazać, załóżmy, z lepszej strony.

Zostwamy jednak chwilowo Boga w spokoju, a skupmy się na tym co posiadamy.

Moralizuję teraz kurdę na pusto.

Bo nie posiadamy zgoła wiele lub powiedzmy wprost jesteśmy jako drużyna goli jak święty turecki. Mecz z Rosją pokazał dobitnie, że gdyby olbrzym Dziuba był w formie, lub chciał grać na całego, to by jak ten sowiecki gniotsa nie łamiotsa rozcapirzył naszych obrońcach po kątach, i to tak, że swoimi wejściami odebrał im ochotę do dalszej gry.

Mimo to mecz z Rosją pokazał jednak, że coś tam w reprze drgnęło, ale do pełnego sukcesu bardzo daleko. Żeby było dobrze musiałoby grać w naszej drużynie przeciw Rosjanom przynajmniej pięciu zadziornych Jóźwiaków, plus dwóch takich, którzy potrafią celnie dośrodkować na nogę Lewandowskiemu, który z kolei z takich podań w Bayernie M. uzbierał sobie na złotego buta. Takich speców niestety nie mamy, więc "Lewy" częstokroć miota się indywidualnie, co  pozytywnych efektów z reguły nie daje.

Cóż zatem?

Jak napisałem. Nic. Mecz z islandzkimi kelnerami pokazał kibicom, że nawet osłabieni o zawodowców mogli nam wspomniani kelnerzy spuścić spokojnie niezłe manto, co przed  meczami fazy grupowej ME oznacza tylko jedno, iż trzeba liczyć na... tradycyjne cuda - Panie Boże wybacz, że Cię znowu powołuję do składu - ale tylko cud Twoją ręką uczyniony, a więc chwilowa słabość wydolnościowa naszych sportowych rywali w meczu, jakieś ich niespodziewane kontuzje, plus nasze wybieganie, gryzienie trawy, może dać efekty w postaci skromnych zwycięstw lub remisów w tej imprezie.

Postępy w grze wprawdzie są. Nasi grają dużo lepiej niż grali za Nawałki, ale lepiej nie oznacza wcale, że to już znaczy dla kibica tyle "co być spokojnym".

O, nie. Tak daleko nie wybiegam myślą, bo zasada że rozpoczynamy akcję od podawania piłki do tyłu nadal niestety w reprezentacji obowiązuje. Brak "kleju" w butach, oraz niecelność podań również do tego stanu się zalicza.

Dlatego tylko cud może nas uratować w starciu z Szwecją, Hiszpanią i Słowacją, bo inaczej  zostanie nam sprawdzona latami tradycja: mecz rozpoczęcia, mecz o wszystko i mecz o honor, no i dymisja Sousy.

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport