zetjot zetjot
228
BLOG

Jak historia wystawiła was do wiatru

zetjot zetjot Społeczeństwo Obserwuj notkę 4

Opublikowałem wczoraj niotkę zatytułowaną "Jak daliście się ugotować". Chciałbym przy pomocy dzisiejszego tekstu udowodnić, że mialem rację, bo zaprezentowana wersja historii jaskrawo uwidacznia ignorancję wielu salonowiczów.. Chciałbym także doprecyzować, że niektórzy dali się ugotować na twardo, co postaram się udowodnić w jednej z kolejnych notek, która tę ignorancję co do rzeczywistości jaka ich otacza, jeszcze bardziej uwypukli.

Mamy oto książkę, zatytułowaną "Narodziny Wszystkiego - Nowa Historia Ludzkości", której autorzy (Wengrow i Graeber) kwestionują dotychczasowy, europocentryczny paradygmat analizy historii i kwestionują dotychczasowe pewniki i schematy ujmowania ewolucji społeczeństwa.

Jak stwierdzają autorzy, "książka ta traktuje głównie o wolności". Warto więć przypomnieć, że wolność stała się gorącym tematem w ostatnim czasie, czego dowodzi praca Acemoglu i Robinsona poświęcona wolności,  a zatytułowana "Wąski Korytarz".

Autorzy rozpoczynają swoje rozważania od przywołania atmosfery powszechnego niezadowolenia wyrażającego się w pytaniu "dlaczego świat jest taki chaotyczny i dlaczego ludzie tak często traktują siebie nawzajem źle, prowadząc wojny, , wykazując się chciwością, wyzyskiem  i obojętnością wobec cierpienia innych." W ostateczności pytanie to sprowadza się do pytania o ludzką naturę - czy jesteśmy z natury dobrzy czy źli. W ostatnich latach to niezadowolenie zostało sprowadzone do  debat na temat nierówności, co do której poziomu intelektualiści twierdzą, że wymknął się spod kontroli, której źródeł nikomu nie chce się konkretnie wskazać ani określić środków zaradczych.

Autorzy wskazują, że debata na temat wad cywilizacji europejskiej toczy się od czasów Oświecenia i przypisują początek tej debaty kontaktom Franzuzów z przedstawicielami rdzennej ludności w koloniach francuskich w Ameryce Północnej, krytycznie nastawionymi do zachowań Europejczyków.

W efekcie tej debaty, w której jedna strona opowiadała się za stanowiskiem Rousseau a druga za stanowiskiem Hobbesa, zwyciężyła myśl, że obecny stan rzeczy jest nieuchronnym wynikiem procesu historycznego, związanego z powstaniem miast i państw, co wiązało się z pojawieniem się znanych mechanizmów hierarchii i przemocy. Na bazie tych przekonań powstał obowiązujący do chwilii obecnej schemat rozwoju cywilizacji od epoki zbieractwa i łowiectwa poprzez epokę rewolucji rolniczej aż po epokę przemysłową. Generalnie, początek cywilizacji, zgodnie z tym schematem, wiąże się z rewolucją agrarną.

Żródłem takiego schematu naukowego jest wizja historii ludzkości zdominowana przez spektakularne artefakty takie jak piramidy egipskie czy azteckie, podczas gdy realne relacje społeczne w okresie prehistorii i wczesnej historii są poza bezpośrednim zasięgiem badaczy i wymagają drobiazgowych badań archeologicznych i intuicji antropologicznej opartej na znajomości kultur pierwotnych.

Autorzy kwestionują ten schemat i nieuchronność takiego przebiegu procesu historycznego, wskazując na długotrwałość  procesu ewolucji społecznej, co do której brak świadectw pisanych, ale  istnieją bogate i intrygujące świadectwa archeologiczne, dotychczas ignorowane przez mainstream. Coś przecież musiało się dziać przez te kilkadziesiąt do dwustu tysięcy lat istnienia naszego gatunku. Przyklady takie jak Stonehege w Wielkiej Brytanii czy Poverty Point w USA to najbardziej znane reprezentacje kultur owego okresu, a jest ich znacznie więcej. Szczególnie interesujące są megastanowiska mołdawskie i ukraińskie, pochodzące z czwartego tysiąclecia p.n.e.których populacje mogły liczyć od kilku do dziesięciu tysięcy, a obszar zajmował ok.350 hektarów, a więc były i wcześniejsze i większe niż miasta mezopotamskie.. Najbardziej intrygujący był urbanistyczny plan takiego miasta na planie kolistym, w ktorym brak było jakichlkolwiek śladów centralnej administracji,  a sam kształt urbanistyczny nie tylko wyznaczał egalitaryzm sąsiednich domostw, lecz także pełnił rolę mnemotechnicznego zegara wyznaczającego rytm i organizację pracy poszczególnych domostw wchodzących w skład takiego miasta.Zaawansowana cywilizacja starożytnej Grecji też nie wyskoczyła z nicości jak deus ex machina. Historycy jednak uparcie ignorują te świadectwa i powstałe na ich bazie opracowania antropologów i archeologów. Dane te świadczą o wysokim poziomie świadomości i umiejętności  politycznych wśród grup łowiecko-zbierackich. Okres ten charakteryzował się licznymi eksperymentami w zakresie sposobów organizowania się ówczesnych spoleczności i wysokim poziomem wolności osobistej.

Jeżeli chodzi o Mezopotamię, która jest przecież utożsamiana z początkiem cywilizacji zachodniej, to tam również w okresie przeddynastycznym, a nawet później, w okresie dynastycznym, panowała demokracja, odbywały się zgromadzenia mieszkańców i działały demokratyczne rady miejskie.

Dotychczasowy schemat trajektorii historii - rewolucja rolnicza, miasta, monarchia - opierał się na założeniu, że o organizacji społeczności decydowała  skala populacji. Jednak liczne przyklady ze wszystkich stron świata - także z dolny Indusu, Chin i Mezoameryki świadczą  o powszechności mechanizmów egalitarnych i demokratycznych w prehistorycznych społecznościach i  ten schemat podważają. Wzrost sakali społeczności  nie doprowadził do koncentracji majątku ani władzy w rękach elit rządzących. W niektórych przypadkach doszło nawet do prawdziwej rewolucji prodemokratycznej, odrzucających mechanizmy władzy scentralizowanej.

Zacytuję tu fragment książki:

"Nasz świat przed nastaniem rolnictwa nie był światem wędrujących gromad łowców-zbieraczy. W wielu miejscach istniały wioski i miasta, niektóre już wówczas pradawne, a także monumentalne sanktuaria i nagromadzone bogactwo,  w większości będące dziełem specjalistów od rytuałów, utalentowanych artystów i architektów.

Przyglądając się historii,  większość naukowców albo kompletnie ignoruje ten przedagrarny świat albo uznaje go za dziwną anomalię: falstart cywilizacji."

W takim kontekście mówienie o "rewolucji agrarnej" jest przesadą. Nie było żadnej rewolucji, jako że pojęcie to sugeruje nagłość, szybkość i brutalność. Liczy się tu raczej seria przypadków i mechanizm domina.

I jeszcze jedna interesująca uwaga:

"Systematyczne odrzucanie rolnictwa  jest samo w sobie  fascynującym fenomenem./.../ Systematyczne odrzucanie  wszelkich udomowionych artykułów spożywczych jest jeszcze dziwniejsze, gdy zdamy sobie sprawę, że wielu mieszkańców Kaliforni i północno-zachodniego wybrzeża uprawiało  tytoń, a także inne rośliny /.../ wykorzystywane do celów rytualnych albo jako specjały  konsumowane tylko w trakcie wyjątkowych uczt."

Skoro ludy pierwotne były zdolne do tak wyrafinowanego myślenia w kwestiach politycznych, to autorzy stawiają zasadne pytanie: jakim sposobem doszło do tego że utknęliśmy w niezbyt atrakcyjnym modelu organizacji, który doprowadził do obecnego stanu ?

***

Są dwa podejścia do kwestii natury ludzkiej. Jedno podążające za myślą JJ Rousseau, uważa, że żyliśmy w stanie niewinności w małych grupkach, lecz wszystko zmieniło się wraz z rewolucją agrarną, gdy powstaly cywilizacje i państwa, co doprowadziło do zmian zarówno korzystnych jak i niekorzystnych.

Drugie podejście, idące śladami Hobbessa uznaje, że żyliśmy w małych grupach, w których panowała przemoc i nierówność i  dopiero państwo zdołało przy pomocy represji, okiełznać te złe skłonności.

Oba te podejścia zgadzają się co do jednego - że to rolnictwo i powstanie miast stanowiły przełom, który  zadecydował o dalszej trajektorii naszej cywilizacji.

Niezależnie od tego jaki podejście się przyjmuje, historię ludzką sprowadza się do następstwa epok o wzrastającym stopniu złożoności:  myślistwa i zbieractwa, pasterstwa, rolnictwa i epoki przemysłowej i ten schemat zdaje się mieć sens z góry zdeterminowanej sekwencji wraz ze wzrostem stopnia komplikacji.

Autorzy odrzucają takie wizje rozwoju ewolucji społeczeństw w oparciu o najnowsze dane z prac archeologów i antropologów. Tu trzeba zaznaczyć, że w nauce amerykańskiej początku w. XX dużą rolę odgrywała antropologia kulturowa, która wydała wielu słynnych badaczy, badających kultury rdzennych mieszkańców Ameryki i innych  miejsc. Więć materiału ilustracyjnego mają sporo. Rzecz charakterystyczna, świadcząca fatalnie o liberalizmie, że dorobek antropologii został zmarginalizowany w atmosferze zachwytów nad systemem liberalno-konsumpcjonistycznym, pełnej technoentuzjazmu. Co nas tam obchodzą jakies rdzenne dzikusy.

Autorzy są zdania, że bardzo mało wiemy o poprzedzających rewolucję agrarną dwustu tysiącach  lat naszego gatunku i nie doceniamy  dorobku ludzi wtedy żyjących, uważając ich za ludzi prymitywnych, "dzikich" lub "barbarzyńców", choć dane archeologiczne i antropologiczne pozwalają stworzyć całkiem odmienny, ignorowany przez mainstream, obraz tego okresu, w którym panowała większa równość i egalitaryzm i wskazują, że póżńiejszy rozwój wedle schematu powszechnie przyjmowanego w historiozofii europejskiej nie był nieuchronny i dzieje mogłyby się  potoczyć inaczej. Dodajmy jeszcze jeden istotny fakt - można przyjąć jako pewnik, że gdyby nie wzrost poziomu mórz po zakończeniu ostatniej epoki lodowcowej, mielibyśmy znacznie więcej dostępnych materiałów archeologicznych, które niestety przykryła woda.

I tu autorzy stawiają kolejne pytanie, tym razem o to dlaczego ugrzęźliśmy w takim konceptualnym schemacie.

Przyglądając się współczesnym teoriom na temat ewolucji społeczeństwa autorzy dochodzą do przekonania, że powtarzają one w zasadzie wersję Rousseau lub Hobbessa (Fukuyama versus Pinker). Wracają więc autorzy do koncepcji Rousseau i do pojawiającej się w okresie Oświecenia krytyki cywilizacji europejskiej i stwierdzają, że poglądy Rousseau były efektem debaty jaką podjęto w związku z  krytyką cywilizacji europejskiej wyrażaną przez rdzennych myślicieli wywodzących się z rdzennej ludności zamieszkującej francuskie kolonie w Kanadzie. Z opracowań na temat kultury rdzennych Amerykanów, jakie pojawiły się we Francji w w. XViii, które cytują autorzy, można wyciągnąć prosty wniosek, że rdzenni mieszkańcy bardziej przypominali nas, współcześnie żyjących niż ówcześni Francuzi.

Zakres osobistej wolności rdzennych Amerykanów był bez porównania większy niż Francuzów, co wprawiało kolonizatorów w osłupienie. Ludzie, którym udało się awansować i zdobyć polityczną pozycję wodza,  nie mogli wydawać rozkazów, bo takiej władzy mieć nie mogli, mogli jedynie namawiać do podjęcia takiej lub innej decyzji. Decyzje ważne dla grupy podejmowano bowiem w toku szerokiej dyskusji na logiczne argumenty. Brak było hierarchii politycznej i społecznej, tak typwej w Eurazji.

W ten sposób autorzy łączą krytykę przedstawioną przez rdzennych intelektualistów, których opinie przeniknęły do europejskich środowisk intelektualnych tamtego okresu z dowodami dostarczanymi przez archeologów i antropologów, które burzą europocentryczny model ewolucji społeczeństwa, szczególnie w okresie prehistorycznym. Wbrew dotychczasowym mniemaniom okazuje się, że ludzie zyjący w okresie prehistorycznym musieli mieć wysoko rozwiniętą świadomość polityczną dotyczącą modelu przyjmowanej organizacji społecznej i jedne modeli świadomie akceptowali a inne odrzucali w trybie politycznej dyskusji.

Przyjęcie przez europejskich historyków schematu ewolucyjnego klasyfikującego  społeczeństwa wedle środków utrzymania doprowadziło do sformułowania ciągu następstw: myślistwo,pasterstwo,rolnictwo i cywilizacja przemysłowa, a sposoby organizacji populacji sprowadzono do sekwencji:  gromady, plemiona, wodzostwa, państwa i w efekcie tego schematyzmu stracono z pola widzenia spore obszary histoprii ludzkości. Zaś pojęcie "cywilizacji" zarezerwowano dla społeczeństw, w których liczyły się apodyktyczni autokraci, imperialne podboje i wykorzystywanie pracy niewolniczej.

Trzeba przyznać, że taka teza brzmi rewolucyjnie, choć motyw "rdzennych intelektualistów" wydaje się nieco naciągany..

Tym niemniej, fakt, że autorzy mają rację co do przebiegu procesów prehistiorycznych, które przybierały różnorodne formy, nie oznacza, iż da się pominąć kwestię najważniejszą czyli dalszego rozwoju cywilizacji, która wymaga znalezienia odpowiedzi na pytanie o czynniki, które przesądziły o takim a nie innym przebiegu procesu. Być może ignorują autorzy kwestię wpływu demografii i cech epoki maltuzjańskiej, które w epoce pomyślności wywoływały wzrost populacji, który prowadził z kolei do przywrócenia stanu ubóstwa i blokował bardziej dynamiczny rozwój.W efekcie powstawało cykliczne błędne koło, które zostało przerwane dopiero przed epoką rewolucji przemysłowej w w. XVIII..

Zastanawiająć się nad tym, jak ludzkość wpadła w pułapkę rolniczą, autorzy sugerują, że zadziałać tu mogła rola zbożna jako środkla nadającego się do opodatkowania na rzecz państwa/monarchii  dzięki jego trwałości, przeliczalności, podzielności. Wejściu do pułapki monarchicznej mógł też sprzyjać mechanizm kulturowej schizmogenezy, sklaniający sąsiadujące ze sobą w dolinach i na wyżynach  grupy wojowniczych arystokratów do świadomego odróżniania się od miejskich biurokracji w dolinach rzecznych. Takie różnicowanie prowadziło do powstawania różnych modeli organizacji społeczności. i pojawienia się monarchii.

Ciekawe rzeczy działy się w Ameryce Płn, gdzie społeczności koncentrowały się wokół obrżędów ściągających do centrum ludzi z odległych stron Ameryki, a same obrzędy związane były z  powoływaniem złożonej struktury organizacyjnej niezbędnej do wznoszenia monumentalnych konstrukcji architektonicznych zaprojektowanych do wykonywania złożonych kalkulacji astronomicznych i stosowania dokładnych systemów miar. Co jest rzeczą istotną, towarzyszył tym procesom zupełny brak el;it i hierarchii społecznej. Zaś wpływ społeczny wywodził się nie z jakiejkolwiek hierarchii politycznej lecz ze znajomości wiedzy ezoterycznej związanej z obrzędowością.

Swoistym wyjątkiem na tle tej rozległej sieci wymiany kulturowej w Ameryce Płn było miejskie  królestwo Cahokii nad Mississipi, oparte na uprawie kukurydzy i hierarchii politycznej, które przed r. 1400 zostało opuszczone, a społeczności wywodzące się z tego obszaru zdecydowały się na odejście od nieodpowidającego im spolecznego modelu jaki panował w Cahokii i oprzucenia nie tylko hierarchii lecz także uprawy kukurydzy. Tu widać pewien ideowy schemat nieakceptacji systemu: porzucenie, nieposłuszeństtwo i budowa nowych światów społecznych.

Rozmaite rodzaje wiedzy i technologii w społecznościach bezpaństwowych służyły nie do produkcji zapewniającej byt lecz do celów obrzędów religijnych i poprzez takie obrzędy były przechowywane. Na długo przed rewolucją rolniczą  popularne byłu ogródki Adonisa stanowiące form,ę zabawy w rolnictwo związane z obrzędami, ceramikę wynaleziono do produkcji figurek kobiet i zwierząt, a górnictwo do wydobywania minerałów niezbędnych do produkcji pigmentów. W Ameryce Środkowej znano koło, ale go nie używano, z wyjątkiem zabawek dla dzieci. Chińczycy wynaleźli proch, ale wyłącznie do stworzenia ogni sztucznych, [podczas gdy Grecy wynaleźli silnik parowy,uzywany wyłącznie do otwierania drzwi świątyni i produkcji efektów teatralnych.

Pokazuje to, że  sfera obrzędowa pełniła rolę wylęgarni pomysłów i laboratorium naukowego oraz przechowywania tego rodzaju wiedzy. Świątynie pełniły też rolę fabryk i ośrodków opieki nad osobami chorymi czy starszymi lub samotnymi.

"Społeczności wspólnie decydowały, jakie  technologie nadają się do codziwennego użytku, a jakie należy pozostawić w sferze eksperymentów lub obrzędowych zabaw."

Podobna kreatywnośc miała znaczenie w sferze relacji spolecznych.

Być może  "monarchia i instytucje rzadowe zrodziły się z obrzędów  mających na celu skierowanie sił życia z kosmosu w kierunku społeczeństwa."

Jeżeli chodzi o społeczną kreatywność, to należy zwrócić uwagę na fakt, że zależnie od pory roku, społeczności przyjmowały zupełnie inne struktury organizacyjne i odmienne tryby życia, co wskazuje na wyrafinowaną świadomość polityczną umożliwiającą tego rodzaju eksperymenty spoleczne.

Na zakończenie należałoby podsumować ocenę. Autorzy postawili sobie dwa cele. Po pierwsze chcieli przedstawić rozległy i zróżnicowany a dotychczas ignorowany obraz społeczeństw żyjących w okresie prehistorycznym i z tego zadania wywiązali się doskonale. Drugim celem było znalezienie odpowiedzi na pytanie dlaczego utkwiliśmy w schematach społecznych redukujących naszą wolność, odmiennych od wcześniejszych trendów i jaki czynniki to spowodowały. To zadanie autorom się nie udało, bo choć przedstawili pewne sugestie, to zabrakło przedstawienie konkretnego algorytmu przemian jakie doprowadziły do rewolucji rolniczej i kolejnych faz rozwoju tego procesu, którego niezbyt miłe efekty mamy przed oczami.

Można jeszcze wymienić trzeci cel, który pojawił się niejako przy okazji a polegał na krytyce europocentryzmu i jego wizji procesu rozwoju cywilizacji.

zetjot
O mnie zetjot

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo