Społeczeństwa Zachodu uległy upupieniu pod wpływem liberalno-konsumpcjonistycznej propagandy i praktyki, a polskie też wkroczyło na tę samą drogę, co widać w mediach i zachowaniach demonstrowanych w sferze publicznej. Na czym to upupienie polega ?
Otóż liberaizm posłużył się chwytliwym, choć z punktu widzenia nauki, nie tyle fałszywym co błędnie ujętym hasłem, hasłem "wolności". Co jest takiego fałszywego w tym ujęciu ? Wolność jako pojęcie jest w porządku, ale w realu współwystępuje z innymi relacjami społecznymi i błąd polega na tym, że nie da się zbudować trwałej i stabilnej konstrukcji społecznej na jednym filarze, na jednej relacji. Przestrzeń społeczna, jak każda przestrzeń, musi być wielowymiarowa.
Liberalizm popełnił poważny błąd, który się teraz, a właściwie od pewnego czasu, mści. Właściwie to liberalizm popełnił wieke szczegółowych błędów wygenerowanych przez ten kluczowy błąd założycielski. Wszystkie bowiem relacje społeczne, jakie zachodziły w systemie liberalnym były wykrzywione. Przez lata i dziesięciolecia błędy te się rozwijały i kumulowały.
Mnożyły się rozmaite błędne koncepcje społeczne i ekonomiczne, wywołujące rozmaite niepożądane skutki. Wolność a właściwie sobiepaństwo i anarchia w stosunkach gospodarczych, w stosunkach rodzinnych, w stsunkach politycznych, w mnożeniu bzdur ideologicznych, bez przeciwwagi w postaci innych niezbędnych relacji społecznych, zaowocowała kłamstwem, oszustwem, nienawiścią, rozpadem więzi społecznych.
Relacje w społeczeństwach przemielonych przez liberalizm uległy wielorakim zaburzeniom wskutek utraty norm i kryteriów, lecz wiele osób poddanych propagandowej obróbce nie zdaje sobie sprawy, że mają do czynienia z zaburzeniami, a nawet zaburzeniami biologicznymi.
Przy upadku norm moralnych jedynym środkiem dyscypinowania członków społecznośći ma być prawo. Jednakże w zdrowym społeczeństwie prawo jest jedynie dodatkiem stosowanym w sytuacjach krańcowych, gdyż zachowania są skutecznie regulowane przez normy moralne, czyli przez najbliższe środowisko społeczne, w którym żyją ludzie.
Gdy rozpadną się normy moralne i obyczajowe, lokalne środowisko przestaje stosować sankcje moralne, społeczne wobec osób je naruszających. Jako że prawo ma zawsze oparcie w normach moralnych, w konsekwencji upadku norm społecznych prawo też przestaje pełnić swoją rolę, bo można je obchodzić, naginać i wykorzystywać na inne rozmaite sposoby, co widzimy na codzień, np. w kwestiach cenzury i wolności wypowiedzi.
To normy moralne są fundamentem społeczeństwa, a nie normy prawne, jak się może wydawać niektorym zadufanym prawnikom. Gdy fundament legnie w gruzach, w gruzach legnie cały gmach na nim postawiony.
Jeżeli obejrzą państwo jakiekolwiek reportaże interwencyjne, dostrzegą państwo bez najmniejszej wątpliwości ilustrację tego procesu anomii. Konflikty, które kiedyś były regulowane normami w ramach danej społeczności, prowadzą do angażowania całej ociężałej machiny systemu prawnego. Zaangażowana zostaje policja, prokuratura i wreszcie sędziowie. Te instytucje nie posiadają żadnych narzędzi niezbędnych przy analizowaniu, kwalifikowaniu i rozsądzaniu tego rodzaju konfliktów o charakterze nie tyle prawnym, co moralnym, w efekcie czego system wymiaru sprawiedliwości zostaje zakorkowany i staje się kompletnie niesprawny. Normy prawne nie mogą bowiem ingerować zbyt głęboko w relacje prywatne między jednostkami.
To jest właśnie jedną z kluczowych przyczyn problemów z polskim wymiarem sprawiedliwości. Prawna ingerencja w kwestie prywatne prowadzi do totalitaryzmu. Jeżeli dodamy do tego korupcję w systemie sprawiedliwości i zaangażowanie polityczne wielu urzędników wymiaru sprawiedliwości to efekt jest zabójczy.
Obejrzałem w TVP reportaż, który nie cechuje się szczególną drastycznością, ale ujawnia swoistą mentalność. Starsza kobieta cierpiąca na Alzheimera zasłabła i została zgłoszona przez syna do szpitala i tam po właściwym zdiagnozowaniu została odesłana z powrotem do domu. Pech chciał, że staruszka, z powodu swej niesprawności, przewróciła się w szpitalu i doznała obrażeń twarzy, w związku z czym syn rozpoczął wojnę ze szpitalem , zarzucając lekarzom, że nie chcą się opiekować kobietą. Przyznał przy tym infantylnie, że sam nie jest w stanie się nią opiekować, bo nie został nauczony i nic nie pomogło tłumaczenie mu, że to nie jest sprawa dla szpitala. Po raz drugi wezwał karetkę i odesłał matkę do tego samego szpitala, domagając się opieki dla niej. Idealna ilustracja liberalnego upupienia.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)