Ideologioa lew-lib wpadła w pułapkę.
Podstawą naszej zachodniej cywilizacji jest religia chrześcijańska, która głosi jedność materialnego ciała i niematerialnej duszy. Ideologia jednak religię odrzuca, po czym próbuje pójść jeszcze dalej niż religia i ma ewidentne kłopoty ze statusem obu tych składników: z jednej strony nie uznaje biologicznej struktury natury ludzkiej, ani niematerialnej duszy z drugiej, więc miota się za przyczyną arbitralności w ich traktowaniu.
Przejdźmy jednak do nauki i teorii ewolucji. Teoria ewolucji daje obraz zbliżony do religii. Ewolucja doprowadziła do przystosowania materialnego ciała do wymogów życia społecznego opartego na niematerialnych relacjach, czyli mamy do czynienia z duchowym wpływem niematerialnych czynników społecznych na strukturę biologiczną. Jak widać, prymat jest po stronie społecznej, duchowej.
Lew-lib nie jest w stanie sobie z tą kwestią poradzić. Odrywa materialne ciało od czynnika umysłowego, duchowego. Ciało jest niby materialne, ale podlegać ma jakimś arbitralnym zachciankom i wybrykom rozumu/umysłu, który także jest jakoby zupełnie arbitralny i niczym nie zdeterminowany.
Zachcianki pozwalają zabić człowieka w fazie rozwoju prenatalnego lub w okresie starości czy zniedołężnienia lub też dowolnie zmieniać płeć.
Ciało z jednej strony jest obciążeniem, którego lewlib chciałby się pozbyć, a z drugiej strony jest narzedziem do odczuwania rozmaitych przyjemności, takich jak przyjemność seksualna, bez których życie byłoby nic nie warte dla nich, a jego śmiertelność oznacza kres przyjemności, więc marzy się lewlib transhumanizm, dzięki któremu mogliby wydłużyć zycie albo nawet osiągnąć nieśmiertelność.
Jak widać mamy tu parodię perspektywy religijnej i worek sprzeczności.
Charakterystyczne dla lewlib podejście materialistyczne promuje ciało, z rozmaitych względów niezbędne, ale z ciałem walczy całkiem uwolniony od realiów umysł/rozum, usiłujący ciało podporządkować i narzucić mu arbitralne wymagania, lecz okazuje się, że cielesna materia stawia opór wybrykom umysłu.
W rezultacie światopogląd lewlib okazuje się splotem idiotyzmów.
Przyklad zideologizowanej głupoty:
https://niezalezna.pl/452679-to-zyla-zlota-dlatego-tak-agresywnie-jej-pilnuja-debata-naukowcow-wywolala-furie-trans-aktywistow
Inwazyjne zmiany fizyczne w jedną stronę są uznawane za OK, ale sama dyskusja o mozliwości terapii psychologicznej, a więc nie inwazyjnej, nie powodującej trwałych i nieodwracalnych skutków to "transfobia".
Dlaczego lewactwo działa na własną szkodę ?
Po pierwsze, ono uważa, że wręcz przeciwnie, działa dla własnego dobra, a co jeszcze istotne, uznaje to za postęp. Psychologicznie wytłumaczalne - każda pliszka swój ogon chwali.
Po drugie, takie rzeczy są możliwe u ludzi, takie są koszty elastyczności genomu. Gdyby to były misie lub delfiny, one by nie przeżyły, bo konkurencja by je zlikwidowała. U ludzi panuje tolerancja na dziwactwa, bo większość, która postępuje zgodnie z empatycznymi algorytmami przewidzianymi przez ewolucję przeżyje, a pewien procent dewiantów to tylko, w skali ewolucyjnej, nieznaczny koszt.
Po trzecie , tacy ludzie usiłują stworzyć własną wspólną niszę i w ten sposób pojawia się subkultura i towarzyszący jej popyt na obsługę ideową. W demoliberalizmie pojawiła się więc, na zasadzie rynkowej, polityczna podaż w reakcji na taki popyt i ta podaż, we własnym interesie podtrzymuje takie szkodliwe zachowania i je promuje. W ten sposób pojawiła się polityka tożsamości, która jest oksymoronem, jako że tożsamość dąży do urojonej indywidualizacji, podczas gdy polityka zajmuje się czymś odwrotnym czyli integracją, a spartykularyzowane dziwactwa integracji się nie poddają.
Z punktu widzenia systemu totalitarnego, w jaki zamieniła się tzw. demokracja liberalna, polityka tożsamości jest niezwykle systemowo użyteczna. Zajęty i przejęty poszukiwaniem swojej głębokiej, ukrytej i unikatowej tożsamości rzekomo tkwiącej, jak zapewnia ideologia lewacka, gdzieś w przepastnych głębinach jego jestestwa, użytkownik takiej tożsamości nie będzie miał czasu ani ochoty na dociekanie, jak został mu zaaplikowany wirus zmieniający jego mentalność.
Po czwarte, tworzą się nieformalne struktury, które dążą do sformalizowania i zinstytucjonalizowania swojego statusu. Może więc dojść do utrwalenia się takiej struktury nieformalnej (mafia homoseksualna w Kościele czy mafia w gdańskiej Małej Sycylii), czy ruchy homoseksualne i LGBT, a następnie do ich instytucjonalizacji w postaci uchwalenia przywilejów prawnych dla ruchu homoseksualnego, co sprawia, że walka z taką patologią zostaje utrudniona.
Ten wirus wywołuje daleko idące konsekwencje, bo zainfekowany nim użytkownik może stać się typowym janczarem. W ludzkich społecznościach, z natury rzeczy skorych do współpracy występuje zjawisko karania altruistycznego osobników uchylających się od współpracy, tzw. free riders czyli inaczej gapowiczów. Powoduje ono wystąpienie oburzenia moralnego i przeciwdziałanie. W ten oto sposób ofiara manipulacji staje się janczarem w służbie prawdziwych free ridersów.
W ten sposób tworzy się w przestrzeni publicznej pewien wyraźny parawan wiosek potiomkinowskich sprawiający wrażenie istotności i racjonalności, dzięki któremu udaje się przesłonić szkodliwość takich działań, bo szkody są niebezpośrednie, rozłożone w czasie i na wiele ośrodków. Mamy tu do czynienia z typowym gotowaniem żaby na wolnym ogniu.
W bardziej zróżnicowanym społecznie i kulturowo środowisku, ten destruktywny czynnik, w połączeniu z innymi czynnikami, może przesądzić o zapaści całego systemu i likwidacji lewactwa.
Zmiana zachowania jest praktycznie niemożliwa, bo poziom lęku i emocji, wywołany najczęściej czynnikami fizjologicznymi, jest tak wysoki, że wyklucza racjonalność. Tu działa też infantylizm - nie, nie, tylko nie to, to narusza moje ja. A i promotorzy też są temu przeciwni, bo popyt na ich usługi by się zmniejszył.
Ale chyba zbiorowe podejście do lewackich wybryków zaczyna się powoli zmieniać.
Pojawia się oto istotne w systemie konsumpcjonistycznym pytanie czy na ideologii da się zarobić. Zarobić można, w naszym systemie, na jakiejś specyficznej, atrakcyjnej idei, którą można przekuć w wynalazek, lecz organizowanie szerszych struktur społecznych w oparciu o wąską ideologię wywiedzioną z jakiejś idei jest rzeczą niebezpieczną.
Z czymś takim mamy do czynienia w przypadku idelogii lewackiej wywiedzionej z ekstremalnego indywidualizmu przekształconego następnie w partykularyzm na poziomie jednostkowym. Nie da się logicznie stworzyć z pozbieranych do worka partykularyzmów jakiegoś wspólnotowego trendu, bo to sprzeczność wewnętrzna. I okazuje się, że moja teoria sprawdza się:
https://wpolityce.pl/polityka/643851-czy-nachalna-promocja-lgbt-nadal-sie-oplaca
Zideologizowane firmy zaczynają padać. Takie są skutki polityki tożsamości. Polityka jest domeną dbania o dobro wspólne, a nie o domniemane dobro partykularne.
Okazuje się też, że krzykliwość,wulgarność i monomania lewicowa połączona z brakiem wyobraźni zaczyna odstreczać młode pokolenia. Wielka w tym zasługa liberalnych dziadersów choćby z Giewu, wzmożonych emocjonalnie do granic absurdu. Lewactwo nie ma przyszłości, więc nie warto z nim się wiązać.
https://wpolityce.pl/tygodniksieci/643671-pokolenie-bez-jasnej-wizji-mocno-niespojne-poglady
https://www.salon24.pl/newsroom/1297977,j-k-rowling-kontra-lgbt-protesty-lewicy-przybieraja-na-sile
Do pewnego momentu ideologia LGBT mogła liczyć na przychylność i wsparcie menadżerów korporacji, bo przynosiło to korzyści marketingowe jako rzecz modna w politpoprawnym środowisku liberalnym. A poza tym polityka taka odwracała uwagę lewactwa od kwestii gospodarczych i biznesu często oskarżanego o egoizm i szkodzenie środowisku. Fałszywa ideologia do pewnego momentu nie miała przełożenia na straty finansowe, bo menadżerowi nie odczuwali efektów na własnej kieszeni, a biologia nie wpływała na działalność firm.
Jednak są dziedziny w których fałsz ma bezpośredni skutek finansowy. Apetyty lewactwa rosły i sięgnęły sportu. A w sporcie mamy do czynienia z bezpośrednią rywalizacją fizyczną i biologiczną, która przekłada się bezpośrednio na finanse zawodników. Najpierw zakotłowało się w środowiskach feministycznych, a fala protestów w federacjach pływackich i lekkoatletycznych zmusiła władze sportowe do wprowadzenia zakazu udziału transów w sportach kobiecych.
Pod wpływem tych nastrojów zmieniać się zaczyna nastawienie polityków do kwestii tej ideologii i ofiarą tych zmian padła bardzo liberalna premier rządu szkockiego. I to jest chyba początek końca tej ideologii.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)