Nie miałem zamiaru zajmować się Tuskiem i jego poczynaniami, bo nie stanowią dla mnie żadnej tajemnicy. Cele Tuska, jego kamaryli i mocodawców są jasne. Natomiast mniej wiadomo o środkach przez niego stosowanych, które stoją za jego występami. Nawet szczytne cele nie uzasadniają użycia podłych środków, ale przecież cele Tuska do szlachetnych nie neleżą, zatem jakość środków też nie ulega wątpliwośći.
Co do środków występujących w taktyce Tuska, to warto skorzystać z oferty Jonathana Haidta i Grega Lukianoffa przedstawionej w "Rozpieszczonym umyśle". Moim zdaniem, perspektywa analityczna autorów jest w pewnym stopniu naiwna, jako że panowie nie mieli do czynienia z perwersją komunizmu i bogactwem środków perswazji i reoresji jakie ten system stosował, ale posługują się badaniami oraz analogiami, które są pouczające.
Trzeba Haidta czytać i trzeźwieć.
Dla specyfiki polskich warunków, naznaczonych liberalizmem i postkomunizmem, zmodyfikowałbym tytułowe określenia i przeformułował je na "wściekły umysł, bo jego wiece dokładnie przypominają Parteitagi.
Jeżeli poczytamy Haidta to zobaczymy, że Tusk nie robi nic nowego. Stosuje taktykę realizowaną i opisywaną wcześniej. To są po prostu mechanizmy psychospołeczne znane z polowań na czarownice - chodzi w nich o to by zmobilizować tłum emocjonalnie i wskazać mu wspólnego wroga. Podobna taktyka była stosowana w trakcie tzw rewolucji kulturalnej przez maoistowskich studentów z Czerwonej Gwardii do rozprawy z mniemaną kontrrewolucją.
Podobnie dzieje się na amerykańskich kampusach, szczególnie w tych najbardziej progressywnych uczelniach. Studencji amerykańscy też nie stosują noqwych strategii. Mamy tam do czynienia ze zmodyfikowaną, po upadku komunizmu, wsersją walki klas. Rzesze ideologów zatrudnionych w lewicujących uczelniach i mediach musiały po upadku komunizmu rozejrzeć się za kolejnymi grupami ludzi uciemiężonych i ich znalazły. Kobiety, czarni, homosekual;iści i transseksualiści. Jest za czym się ujmować.
Zaczęło się wieć od lewicujących profesorów, którzy zaczęli formułować w przestrzeni publicznej swoje lewicowe tezy na temat represyjnego społeczeństwa, a potem w takiej atmosferze, pałeczkę przejęli radykalni studenci i zaczęły się zamieszki.
Jest jedno nowum w tej strategii. Aktywiści tych nowych ruchów odrzucają potrzebę debaty na temat problemu, bo już sdame słowa ranią, oburzają i wywołują niepokój wrażliwych lewicowych aktywistów, a zatem uznają je za formę przemocy ze strony systemu i burżuazyjnej kultury. A na przemoc trzeba odpowiedzieć przemocą.
Tak więc okazało się że słowo to przemoc i w ten sposób zaczęto kwestionować pierwszą poprawkę do konstytucji.
Na takie potencjalne audytorium, poza esbekami, liczy właśnie Tusk. Jest na uczelniach kadra starych czerwonych wyjadaczy jak Środa czy Hartman i grono młodych gniewnych. A na ulice chętnie wyjdą z czarnymi parasolkamiogłupione lewaczki podpuszczane przez Martę Lempart.
Jonathan Haidt jest niezłym analitykiem, ale wykazuje sporo naiwności człowieka, któremu brak doświadczenia osobistego życia w systemie totalitarnym. Gdyby śledził wydarzenia w Polsce z pewnością zmodyfikowałby pewne swoje tezy.
Otóż moim zdaniem oba ruchy, studentów amerykańskich i Tuska łączy fakt, że przebiegają na gruncie ustroju liberalnego, który odrzuca kryterium prawdy, z dodatkową modyfikacją w postaci ukladu postkomunistycznego w Polsce.
Odmienna jest natomiast geneza obu ruchów. W przypadku kampusów amerykańskich mamy do czynienia ze spontanicznym działaniem wywołanym zniekształceniami poznawczymi, których źródło tkwi właśnie w liberalnym odrzuceniu kryterium prawdy i w charakterystycznej dla lewicy ideologii poluityki tożsamości.
W przypadku Tuska nie ma mowy o jakimś spontanicznym dzialaniu, mamy wyrachowane, a więc świadome działania związane z obroną interesów układu postkomunistycznego, celowo nakierowane na wywoływanie zniekształceń poznawczych u adresatów takich kampanii manipulacyjnych, które pozwoliłyby na opdzyskanie utraconej władzy. Taki jest podstawowy cel tych rytualnych seansów nienawiści.
Przy okazji warto zwrócić uwagę na fakt, że kampania Tuska zdaje się być prowadzona według pewnych wytycznych opracowanych za granicą i być może opartą na doświadczeniach z USA. Na taką możliwość wskazuje artykuł w Do Rzeczy omawiający strategię atakowania polityków i zwolenników PISu zatytułowany "Politycy w togach". Tego rodzaju możliwość powinno prześwietlić ABW i inne agencje.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)