zetjot zetjot
265
BLOG

Prawnicze uzurpacje, nie dajcie się otumanić

zetjot zetjot Polityka Obserwuj notkę 10

Tekst ten powstał w wyniku irytacji wywołanej powszechnym zjawiskiem bałwochwalczego stosunku do prawa.

Jeżeli chcemy realizować jakiś projekt, to najpierw trzeba przeprowadzić feasibility study, określające warunki jego wykonalności. Jeżeli zamierzamy realizować projekt społeczny, także musimy przeprowadzić badania jego wykonalności.        A do badania wykonalności projektów społecznych angażujemy socjologów, którzy ustalają aktualny stan struktury społecznej i relacji społecznych i oceniają sens projektowanych zmian w ich kontekście. Następnie angażujemy psychologów kultury, którzy zajmą się kwestiami konstrukcji instytucji zbędnych lub niezbędnych w realizacji projektu. Nie ma tu potrzeby angażowania prawników, prawników można zaangażować na samym końcu procesu  do wykonania kosmetycznych zadań związanych z posadowieniem tych instytucji w systemie ustrojowym państwa.

Rozmaite dyskusje polityczne i polemiki ujawniają ubóstwo intelektualne uczestników i ich bałwochwalstwo. Objawem takiego bałwochwalstwa jest nabożny stosunek do prawa. Nie piszę tego po to żeby nawoływać do jego nieprzestrzegania, lecz po to żeby zachować balans.

Oto klasyczny przyklad prawniczej uzurpacji, której świadectwo daje renomowany profesor prawa:

https://www.salon24.pl/newsroom/1354202,prezydent-zlekcewazyl-prawo-rzad-zastosowal-przemoc

Na czym polega ta uzurpacja ? Pan profesor zlekceważył zasady które wymieniłem na początku tekstu. Zupełnie pominął kontekst społeczno-kulturowy, w efekcie czego bawi się niczym oszalały budowlaniec usiłujący rozpocząć budowę domu  od dymu z komina, zamiast od fundamentów.

Prerogatywy prezydenta, przecież głowy państwa, a nie nogi, są niepodważalne z racji bycia głową i z racji konieczności interwencji z powodu istotnych przyczyn społecznych, o których wspomniałem na początku. A pan profesor bawi się w produkowanie dymu z nieistniejącego komina. Pan Prezydent sięgnął do fundamentu społecznego uzasadniającego jego prawo łaski, pan prawnik dmucha w dym z komina i usiłuje rozwikłać prawnicze tautologie.

Wyłóżmy więc niekumatym prawnikom kawę na ławę.

Po pierwsze prawo nie jest dziedziną autonomiczną, musi bazować na moralności. Jezeli mamy nadmiar prawodawstwa, jest to szkodliwy i trudny do naprawienia błąd wynikający z ignorowania zasad moralnych. Przestrzeganie moralności bowiem odbywa się bez angażowania przymusu instytucji państwa, natomiast nadużywanie prawa, niestety, oznacza przymus i rodzi resentyment, wzrost kosztów systemu, a w konsekwencji zakłóca ład społeczny.

W tym momencie zróbmy pewną dygresję.

Z tego widać, że rola prawa powinna być maksymalnie ograniczona, niemal wyłącznie do represji karnych w sferze przestępstw kryminalnych.  W związku z tym warto zwrócić uwagę na pewne sformułowania językowe. Mówi się często, że obywatele mają prawa jak i obowiązki. Jest to sformułowanie niefortunne i mylące.

Doprecyzyjmy tę kwestię. Ludzie zyją we wspólnocie a we wspólnocie obowiązują relacje wzajemne. Mamy we wspólnocie, podkreślmy to sformułowanie, ZOBOWIĄZANIA  wzajemne wobec siebie. Tylko zobowiązania i część tych zobowiązań w kluczowych obszarach społecznych może być ubrana w szaty prawne. Ja mam zobowiązania wobec innych, inni mają zobowiązania wobec mnie. Formuła "ja mam prawo do czegoś" jest błędna i infantylna, i powinna być zastąpiona formułą "czyjeś zobowiązanie wobec mnie".

Zaś prawo kryminalne to zupełnie coś innego, to naruszenie mojej wolności i mojego stanu posiadania, czyli naruszenie  powszechnych zobowiązań gwarantowanych przez państwa wobec mnie lub, ujmując to inaczej, uchylanie się kogoś od obowiązków wobec mnie, albo mnie od moich obowiązków wobec kogoś.

I te powyższe uwagi powinny znaleźć miejsce w konstytucji, by uniknąć chaosu językowo-prawnego.

Wytłumaczmy ten problem tumanom domagającym się uznania związków nieformalnych za małżeństwo. Oni mogą twierdzić subiektywnie, że "mają" jakieś wydumane prawo do małżeństwa. Otóż, jeżeli  mężczyzna wchodzi w osobistą relację z kobietą, w tym w relację seksualną, która pociąga za sobą konsekwencje w postaci dzieci, to jest zobowiązany do utrzymywania rodziny i to zobowiązanie zostaje sformalizowane w postaci instytucji małżeństwa.

Nie ma żadnych innych formalnych powodów do uznawania innych relacji za małżeństwo, bo brak instytucjonalnych przeslanek. Małżeństwo chroni zobowiąznia obu stron do utrzymywania rodziny i utrzymywania sztafety pokoleń. Liczą się obiektywne przesłanki, a nie subiektywne uczucia.

Ale wróćmy od tej dygresji do głównego wątku związanego z prawodawstwem.

Po drugie, nadmiar ingerencji prawniczych wywołuje szkodliwe konsekwencje takie jak rozwój korporacji prawniczej i przechwycenie przez nią, jako arbitra, pewnych kompetencji politycznych i władzy w państwie, a pamiętajmy, że ta kasta  nie jest wybieralna, więc sprzeczne jest jej istnienie z demokracją.

W państwie decyduje więc moralność, a  całe prawo powinno ograniczać się do zwięzłej, precyzyjnie sformulowanej konstytucji, której respektowanie w danym roku powinno być przedmiotem obrad Sejmu transmitowanym we wszystkich środkach przekazu. Czeka nas poważna transformacja ustrojowa, która uniemozliwi jednostkom takim jak Tusk i jego ferajna uczestnictwo w polityce i sprawowanie poważnych funkcji państwowych.

Koniec z  państwem prawników, a nawet  "państwem prawa", bo to ekstremizm ideologiczny, z którego nie zdają sobie sprwy ludzie, z powodu utrwalonego błędnego nawyku ideologicznego.

W ujęciu systemowym ostatecznym czynnikiem gwarantującym istnienie systemu nie jest prawo lecz zaufanie społeczne.

Prawo może być wymierzane różnie, raz dobrze, innym razem źle, zależnie od świadomości sędziego. Jeżeli sędzia wyda korzystny dla ciebie a błędny wyrok, to ty bedziesz zadowolony, a druga strona nie, i gdy liczba takich błędów prawniczych jest znaczna, rodzi to statystycznie, systemowo pewne koszty społeczne i brak zaufania do prawa i do państwa. Taki system staje się mniej stabilny i konkurencyjny i w efekcie może paść ofiarą innych systemów, bardziej sprawiedliwych czy efektywnych.

Weźmy na tapetę takiego przykładowego bałwochwalcę, konstytucjonalistę niby z UG

https://wydarzenia.interia.pl/raport-mariusz-kaminski-maciej-wasik/news-polska-w-prawnym-klinczu-konstytucjonalista-nie-ma-watpliwos,nId,7260821

którego diagnoza opiera się na bałwochwalczym stosunku do orzecznictwa sądów europejskich. Facet żyje w Polsce, na koszt podatnika polskiego a gada o prawie europejskim. Proszę, oto cytat:

"Jakub Krzywiecki, Interia: Mamy dwie sprzeczne decyzje z Sądu Najwyższego w sprawie Mariusza Kamińskiego. Izba Kontroli uchyliła postanowienie marszałka o wygaśnięciu mandatu poselskiego, Izba Pracy stwierdziła, że Kamiński mandat stracił. Która decyzja jest wiążąca prawnie?

"Trudne pytanie, bo teraz musimy sięgnąć do statusu Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Ten status jest wątpliwy z punktu widzenia orzecznictwa sądów europejskich."

A przede wszystkim pominął sprytnie fakt kluczowy, że Prezydent ich ułaskawił. Napisano w konstytucji, że może ułaskawić bez żadnych warunków, które rozmaici bałwochwacy próbują dopisywać na wlasną rękę czyli interpretację.

A jeszcze drugie przede wszystkim, to fakt że pierwotne zarzuty rozpatrywane przez politycznie rozgrzanego sędziego, były kompletnie dęte. I że ten sędzia działał w interesie pewnej nieformalnej grupy społecznej.

Trzeba położyć kres prawniczym uzurpacjom.

zetjot
O mnie zetjot

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka