Prawda zawsze wygrywa, a dowodem tego jest obecna runda starcia między Tuskiem a prof. Cenckiewiczem w kwestii resetu z Rosją.
Najpierw były machinacje z odwoływaniem członków komisji, powoływaniem nowej, i ośmieszanie się półtorastronicowym pseudoraportem, uchwalanie ustawy unieważniającej pracę komisji Cenckiewicza, którą zawetował Prezydent.
W te machinacje wmieszała się jednak rzeczywistość i zadała cios posylający Tuska na deski. Pablo Gonzales, zamiast być hiszpańskim dziennikarzem, okazał się rosyjskim szpiegiem Rublowem i ta afera jak tsunami zmyje z powierzchni polskiej polityki środowiska lewackich aktywistek i dziennikarek ujawniając ich głupotę. Do tego doszło oddanie Rosjanom szpiega za darmo. Żeby zwiększyć wrażenie bezhołowia, po wydaniu szpiega, Bodnar wytoczył mu proces. Być może chodziło o to, żeby pozbyć się tego gorącego kartofla, bo w trakcie procesu szpieg mógłby ujawnić niezbyt miłe dla reżimu fakty.
Jednocześnie ta afera przypomina niemal bliźniaczą aferę z Simonem Mollem, który także podawał się za kogoś innego, a cała rzesza aktywistek stawała w jego obronie, zaś jego popularność w tym środowisku ujawniły zakażenia niefrasobliwych pań wirusem HIV.
Niczego ci ludzie się nie nauczyli.
Tusk usiłował wymigać się od wymogów rzeczywistości, ale ta go dopadła. Chciał zamieść pod dywan kwestię afery związanej z resetem, zawieszał, likwidował komisję powołaną przez poprzedni rząd, w końcu chciał się pozbyć rosyjskiego szpiega, żeby ten na procesie w Polsce czegoś nie chlapnął, w efekcie czego naraził się na kolejne zarzuty, że oddał szpiega nic nie zyskując dla Polski w zamian. Szpieg wrócił do Rosji, ale na miejscu pozostała siatka lewackich aktywistek umoczonych w te szpiegowskie kontakty i afera się rozlała.
Przed Lasem Birnamu Tusku nie uciekniesz.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)