zetjot zetjot
192
BLOG

Gdzie był a gdzie jest pies pogrzebany ?

zetjot zetjot Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

Biedne są te zwierzęta - ludzie, formułując rozmaite zarzuty wobec innych, wciąż je bezpodstawnie o coś oskarżają: "co za zezwierzęcenie!", ,,co za bydlak", "taka z niego świnia". Psom też się obrywa - "te kundelki znowu ujadają", "zszedł na psy". Trzeba też pamiętać, że hasło "ogon macha psem" jednak nie odnosi się do psów, lecz do ludzi.

Zajrzałem do archiwum, a tam cała seria opublikowanych notek pod znakiem psa. Opublikowałem parę notek pod hasłem "gdzie jest pies pogrzebany" , więc zajmijmy się teraz odgrzebywaniem.

Ostatnio opublikowałem notkę o przyczynach podziału politycznego i zamieszczam ją powtórnie dla porównania z notką publikowaną ponad 10 lat temu. Nic nie straciła na aktualności.

****

Ludzie mają skłonność do uproszczeń i czasami trudno im zliczyć do dwóch i zapominają, gdy mowa o kwestiach społecznych, o zasadzie,  że kij ma dwa końce. Każda sprawa bowiem ma dwa aspekty: jednostkowy i zbiorowy.

Jeżeli dobrze się przyjrzymy polskiej scenie politycznej, to ten błąd widać natychmiast. Okazuje się, że nietrudno dojść do wniosku, iż to nie sam Tusk jest problemem, Tusk jest jedynie produktem pewnego problemu. A tym prawdziwym, istotnym problemem to jest istnienie paru grup wyborców. Tuska można przegłosować, ale z wyborcami jest inaczej.Tuska należy, oczywiście, zwalczać, ale pamiętając, że jest on tylko symptomem, flagą, a nie przyczyną.

Nie należy więc kierować głównej refleksji na kwestie samego Tuska, lecz na mentalność owych wyborców. Tusk jest tylko efektem popytu. Skoro jest popyt, pojawia się i podaż. Mało roztropni analitycy snują więc analizy koncentrujące się na symptomach zamiast na przyczynach i proponują dziwaczne projekty np. podziału Polski na województwa dla różnych opcji politycznych, zapominając, że już to przerabialiśmy 800 lat temu.

Zastanowić się należy nad przyczynami takiego zachowania różnych grup Polaków, a ponieważ zachowania są kierowane przez umysł, należy zwrócić szczególną uwagę ma strukturę umysłowości i przyczyny takiej struktury, a następnie zaproponować zbiorową, odpowiednio ukierunkowaną terapię.

Niestety, taka zbiorowa terapia wymagałaby władzy cieszącej się politycznym autorytetem, więc może się okazać, że stosowną i bolesną terapię zafunduje nam, jak zwykle, historia, bo głupi Polak i po szkodzie głupi.

Chyba do większości ludzi interesujących się polityką może zacząć wreszcie, po rewolucji Trumpa, docierać, że zasadniczym celem polityki jest realizacja interesu narodowego czyli dobra wspólnego. Konsekwencją uznania tego faktu jest konieczność obalenia rozmaitych popularnych mitów owocujących błędną polityką.

Odpada więc ulubiony mit lewactwa o postępie wyhodowany na poczuciu dyskomfortu odczuwanego przez ludzi z rozmaitym defektami  i zaburzeniami osobowości, wskutek których nie są w stanie adaptować się do norm społecznych i domagają się od państwa by im ten dyskomfort zredukowało w absurdalny sposób, np. przez wdrażanie politycznej poprawności.

Odpada także mit wybujałego indywidualizmu i jego politycznych konsekwencji i nadużyć, bo dobro wspólne ma charakter zbiorowy, a nie indywidualny. Polityka nie jest więc narzędziem do realizacji wydumanych interesów konkretnej jednostki, a polityk na którego głosuje nie jest jego osobistym reprezentantem lecz reprezentantem interesu Rzplitej.

Nie jest więc też celem polityki realizowanie interesu grupowego jakiegoś środowiska politycznego a polityk nie jest reprezentantem interesów żadnego środowiska - jest reprezentantem tylko tego co dane środowisko sądzi na temat dobra wspólnego.

Powyższe uwagi odnoszą się do środowisk w miarę normalnych. Nie da się do nich zaliczyć środowisk nie respektujących podstawowych zasad cywilizacji, czego dowodem są takie przypadki jak 8* czy publikowanie przez nich informacji o lekach jakoby zażywanych przez prof. Cenckiewicza. Takie zachowania wypadają poza skalę. To jest działka  psychopatologii. To jest sfera paskudnej obrzydliwości, ale jak ktoś nosi nazwisko Czuchnowski, to nomen jest omen. 

****

Mamy coraz więcej badań i sondaży, które wskazują na dziwne zjawiska społeczne zachodzące w Polsce, takie jak wyjątkowo niska dzietność plasująca nas na 212 miejscu na liście 220 krajów czy też 41%-owa grupa ludzi, którzy nie poświęciliby niczego dla Polski. Wiadomo, że oddziałują tu rozmaite czynniki, ale ani kwestii niskiej dzietności ani braku patriotyzmu nie da się zbyć tłumaczeniami o przyczynach ekonomicznych. Problem tkwi zupełnie gdzie indziej.

Gdyby Polacy, w tym politycy, nauczyli się czytać właściwe i powszechnie dostępne książki, takie problemy dałoby się najpierw właściwie skonceptualizować a następnie zacząć rozwiązywać. Pojawiła się w Polsce nowa ksiązka znakomitego brytyjskiego antropologa i psychologa ewolucyjnego, Robina Dunbara "Nowa historia ewolucji człowieka", która przybliżyłaby nas do właściwej diagnozy w kwestii notowanego wyraźnie kryzysu polskości. Jest rzeczą oczywistą, że kryzys polskości wiąże się w dużym stopniu z celowymi działaniami rozmaitych grup w Polsce jak i za granicą, ale najważniejszy jest tu sam mechanizm sprawiający, że ich działania są skuteczne.

Powiedziałem już, że chodzi tu o kryzys polskości, a polskość bazuje przede wszystkim na języku i tu należy szukać mechanizmu, bo to język jest podstawowym narzędziem przekazu i rozwoju kultury, w tym kultury polskiej. Proszę więc sobie spróbować przypomnieć gwałtowną eksplozję wulgaryzmów sprzed ponad dziesięciu lat, która stanowiła pierwszą falę tsunami niszczącego język polski i kulturę polską. Ten proces niszczenia okazał się skuteczny wskutek zapaści szkolnictwa polskiego, którą sygnalizowano już we wczesnych latach 90tych.

Na to nałożyły się celowe działania ideologów i wyznawców pseudoeuropejskości wywołujących zapaść semantyczną i niszczenie polskiego kodu kulturowego w czym najbardziej aktywny udział brały środowiska michnikoidów. Doprowadziło to do atomizacji społecznej, której efektem jest to, że aż 41% społeczeństwa nie poczuwa się do żadnej wspólnoty z narodem polskim.

Niezwykle ważnym, a może nawet kluczowym elementem powszedniej kultury dnia codziennego są codzienne interakcje werbalne a mówiąc językiem prostym - codzienne plotki, w tym plotki na temat wydarzeń politycznych z różnego szczebla. Przecież wszyscy (?) pamiętamy, pewnie z wyjątkiem późno urodzonych lemingów, że wszelkie rozmowy i spotkania za czasów komuny rozpoczynały się od wymiany najnowszych kawałów politycznych. To był wręcz stały rytuał dnia codziennego w zakładach pracy jak i przy okazji spotkań towarzyskich. Na tym, na takich nieformalnych kontaktach, o czym się nie mówi, bo wydaje się to tak banalne, choć banalne wcale nie jest, bazował rozwój "Solidarności".

Teraz tego nie ma i tu właśnie jest pies pogrzebany. Medialni anastezjolodzy w ramach propagandy serwują nam sztuczne  narracje mające nam zastąpić  brakujące kontakty międzyludzkie. Został wyeliminowany podstawowy kanał wymiany myśli i społecznych doświadczeń. To z kolei odsyła nas do zjawiska jakim jest Majdan w Kijowie, który stał się miejscem eksplozji i akumulacji tego typu kontaktów społecznych. Nastąpiła społeczna, oddolna instytucjonalizacja grupy oporu, jaki pojawił się na Majdanie. To jest ukraiński wariant "Solidarności". Inny, jak inna jest kultura na Ukrainie, lecz mechanizm jest ten sam. A potem ten Majdan pozwolił odpierać rosyjską agresję.

 

zetjot
O mnie zetjot

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo