Mamy coraz więcej dowodów na to, że wedle kryteriów demokracji ateńskiej sprzed 2500 lat, są Polacy, a przynajmniej spory procent, idiotami politycznymi. Co i rusz, jakieś ogłupione pokolenie podejmuje katastrofalne decyzje, odkręcanie skutków których kosztuje kilkadziesiąt lat zmarnowanego życia kolejnych pokoleń.
Polacy np. powszechnie zapatrzeni są w czubek własnego nosa i są nieświadomi faktu, że widzą tylko czubek góry lodowej.
Tymczasem każdy z nas uzależniony jest od głębokich i szerokich struktur przestrzeni społecznej. Nasz los zależy głównie od bardzo złożonej, szerokiej i wielopoziomowej infrastruktury cywilizacyjnej. Z infrastrukturą cywilizacyjną jest dość podobnie jak z hierarchią dyscyplin naukowych.
Nie da się naukowo patrzeć na świat ignorując tę hierarchię, w której u podstawy leży fizyka, potem idzie chemia, po której następuje biologia, a za nią socjologia i psychologia. Nie wszyscy muszą być omnibusami, kompetentnymi we wszystkich tych dziedzinach jednocześnie, ale wszyscy powinni wiedzieć, że mają kolegów, którzy mogą im dostarczyć wiedzy spoza ich własnej dyscypliny. A na dodatek trzeba tę wiedzę zintegrować korzystając z dyscyplin interdyscyplinarnych. Nie da się opisać świata, wyjmując z gmachu nauki piętro chemiczne.
Nie da się z uczelni usunąć np. chemii i podobnie nie da się usunąć z cywilizacji np. religii. Kto mniema inaczej, dowodzi swojej głupoty.
Tymczasem Polakom wydaje się, że w polityce te prawa natury nie obowiązują i że hulaj dusza piekła nie ma. Cała ta wymieniona wyżej infrastruktura cywilizacyjna wymaga permanentnej pielęgnacji, utrzymania i finansowania, a jedynym środkiem do zapewnienia tego są tu podatki - olbrzymie podatki. Żeby można było z czego ściągać podatki, potrzebny jest rozwój gospodarczy, a ten z kolei wymaga wolności demokratycznych w państwie narodowym. Narodowym. Można zatykać oczy i uszy i udawać, że nas to nie dotyczy, ale kara za polityczną ignorancję będzie straszna. Istnieje rygorystyczny łańcuch przyczynowo-skutkowy, którego nie sposób zignorować.
Trzeba wybierać ludzi kompetentnych do określenia (zmiennej) wysokości podatków, ich zebrania i celowego wykorzystania. Więc trzeba się nauczyć wybierać ludzi kompetentnych, a nie hucpiarzy. Jeżeli ktoś ma co do tego wątpliwości, to polecam parę wizyt w szpitalu w roli pacjenta, by się zorientować co do skali i wymogów infrastruktury medycznej w kraju. Właśnie jestem w trakcie takiego praktycznego testowania systemu służby zdrowia. Wyraźnie widać sfery osiągnięć i sfery niedoróbek.
Nasze życie codzienne ma swoją specyfikę - żyjemy z godziny na godzinę, z dnia na dzień w potoku rozmaitych wydarzeń, w jakiś sposób powiązanych albo też w ogóle nie powiązanych, w sferze wrażeń, a nie świadomej refleksji.
Tak naprawdę to jednak ten codzienny rytm życia przebiega w ramach pewnej struktury cywilizacyjnej z jej rozmaitymi piętrami, z których nie zdajemy sobie nawet sprawy i w ramach procesów rozmaitej długości. Na swoim blogu staram się rozszyfrować te poziomy i te procesy, ale od faktu, iż wydarzenia biegną swoim rytmem sekwencyjnym i narzucają nam swoją obecność nie da się uciec.
Procesu sypania się systemu liberalnego nie widać, widać poszczególne fazy, etapy czy wydarzenia świadczące o jego upadku. Te wszystkie kropki trzeba połączyć by dojść do pewnej interpretacji. Człowiek zatrzymuje się nad jakimś pojedynczym, kolejnym wydarzeniem, którego nie jest w stanie ustawić w porządku procesualnym. Raz się martwi, raz się cieszy, ale w końcu po pewnym czasie okazuje się, że proces biegnie wyraźnie w określonym kierunku.
Emocjonowaliśmy się od dłuższego czasu sprawą możliwego przejęcia koncernu WBD przez ludzi zbliżonych do Trumpa, zapominając, że uczestniczymy w procesie destrukcji liberalizmu, a w końcu się okazało, że proces ten wyraźnie biegnie w określonym kierunku wyznaczonym przez trendy historii. Ideologia musiała przegrać z rzeczywistością i wymogami biznesu.
Ale wróćmy do pytania tytułowego.
Odpowiedź na pytanie może dać wydarzenie, o którym pisałem ze dwa lata temu najdalej. Chyba wszyscy byli świadkami wojny handlowej między LIdlem a Biedronką. Ja, znając kapitalizm, patrzyłem na to osłupieniem, bo nigdy przedtem z takim czymś się nie spotkałem, żeby jedna firma występowała przeciwko konkurentom jawnie po nazwisku. To się nie mieściło w zachodnich kodeksach handlowych.
I co się stało w Polsce ? Wszyscy się przyglądali, nikt nie zareagował. Salonowicze też nie widzieli w tym nic nadzwyczajnego.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)