Rodzi się zatem niepokojące pytanie: kto wybiera prezydenta USA? Bankierzy i przemysłowcy, czy Amerykanie?
Oczywiście te ogromne sumy pieniędzy idą głównie na reklamówki i wybory stają się igrzyskami specjalistów od reklamy, sprzedających kandydata tak jak sprzedaje się proszek do prania. Już od paru miesięcy znaczna część komentarzy na temat amerykańskich wyborów to w rzeczywistości komentarze na temat ich reklamówek. A to że dla pana X znaleziono fajny chwyt propagandowy, albo że panią Y postawiono przed ładnym tłem, albo że pan Z został sfilmowany, gdy całował wyjątkowo wdzięcznego dzidziusia.
Zresztą, również podczas ostatnich wyborów w Polsce zauważyłem, że wiele dyskusji i komentarzy dotyczyło właśnie tego, jaki to nowy filmik wykombinowali panowie od reklamy, by pokazać marketingowy urok swojego kandydata lub dołożyć przeciwnikowi.
Zastanawiam się, czy istnieje jakiś związek między tym finansowo-reklamowym podejściem do wyborów a faktem, że w USA głosuje regularnie zaledwie 50 procent wyborców, i że w Polsce jest niewiele lepiej.




Komentarze
Pokaż komentarze (33)