Dowiedziałem się właśnie z artykułu w "Rzeczpospolitej", że prezydent będzie miał wkrótce telefon satelitarny. Najbardziej zaskakujące, a nawet szokujące w tej informacji jest to, że dotychczas Lech Kaczyński go nie miał.
Informację z Rzepy można przeczytać tu:
http://www.rp.pl/artykul/18,87785.html
Jak to jest możliwe, że pierwsza osoba w państwie może przez kilka godzin, podczas lotów samolotem, być zupełnie odseparowana od najważniejszych spraw tegoż państwa?
W przypadku katastrofy pod Mirosławcem chodziło o to, że Lech Kaczyński udał się z zagraniczną wizytą nie wiedząc, że w kraju stało się coś, na co jako szef państwa, powinien był szybko zareagować. Ale są też sytuacje w życiu każdego państwa, w których prezydent musi po prostu szybko podjąć jakąś decyzję, albo co najmniej porozumieć się z premierem lub ministrami. To może być niekiedy kwestia minut.
Przed startem prezydenckiego samolotu informacja nie została mu przekazana z powodu jakichś niejasnych problemów komunikacyjnych między rządem a biurem prezydenta. Po starcie zaś nie można było z nim porozmawiać, bo szef państwa nie ma porządnego satelitarnego telefonu.
"Rzeczpospolita pisze: "Do tej pory nie było właściwie żadnej możliwości przekazania prezydentowi pilnych i tajnych informacji podczas podróży lotniczej. W rządowym samolocie jest co prawda używane przez pilotów radio, ale działa ono na niezaszyfrowanych częstotliwościach."
Z dotychczasowego braku tego podstawowego środka komunikacji wynika albo to, że prezydent jest uważany w Polsce za człowieka mało ważnego, od którego nic nie zależy, albo też, że ktoś coś wyraźnie zaniedbał.
Artykuł w "Rzepie" zawiera jednak bardzo optymistyczną wiadomość: telefon będzie już od połowy lutego. Podobno dokonano już ważnych ustaleń związanych z opłacaniem abonamentu.
Uff, jeszcze Polska nie zginęła!




Komentarze
Pokaż komentarze (19)