Zwolennicy kandydatury Paris Hilton opublikowali już jej program wyborczy. Chcą oni między innymi, by automatyczne stacje Velib pozwalające na wynajmowanie rowerów, zostały zastąpione przez stacje Bentlib, w których każdy Paryżanin będzie mógł bezpłatnie wypożyczyć luksusową limuzynę marki Bentley.
Proponują również, by panie z kontroli ruchu drogowego, które chodzą po ulicach Paryża i wypisują mandaty za nieprawidłowe parkowanie, zostały ubrane w bardziej modne mundurki. Za tym żartem kryje się krytyka aktualnej tendencji we francuskim życiu politycznym. Inicjatorzy tej akcji śmieją się z „poważnych” kandydatów, którzy chętnie pokazują się z ludźmi showbiznesu i ścigają się o to, który z nich ma w swoim sztabie wyborczym więcej popularnych piosenkarzy i aktorów.
Ich krytyka jest wymierzona również w prezydenta Sarkozy’ego. Skoro szefa państwa widać teraz wciąż na okładkach kolorowych magazynów, a pierwszą damą Francji jest piosenkarka i była modelka, Paris Hilton jak najbardziej zasługuje – ich zdaniem – na funkcję mera Paryża.
Ta krytyka jest oczywiście bardzo uproszczona, ale świadczy o tym, że Sarkozy i jego sztab muszą poważnie popracować nad wizerunkiem prezydenta. Zwłaszcza że w jego prywatnych sprawach sytuacja ustabilizowała się (miejmy nadzieję) i można zająć się poważnymi sprawami.
Brak refleksji nad wizerunkiem prezydenta może w dość dramatyczny sposób odbić się na rezultatach marcowych wyborów do samorządów miejskich.
To zresztą nie koniec zabawy z Paris Hilton, bo w przyszłości jej zwolennicy zamierzają wysunąć jej kandydaturę na... prezydenta Francji. Ma szanse zamieszkać w Pałacu Elizejskim?




Komentarze
Pokaż komentarze (17)