Gdyby to jakiś dziennikarz zapytał Sarkozy’ego o jego zdanie w sprawie krzesełkowo-samolotowego sporu między prezydentem a premierem RP, pomyślałbym sobie, że pytanie jest zupełnie bezsensowne. Z góry przecież wiadomo było, że Sarko nie powie, że miał lecieć ten albo tamten, z góry było jasne, że Sarko powie, że to Polacy mają decydować i że on nie może się do tego mieszać. Pytanie byłoby zupełnie śmieszne, bo z góry było oczywiste, że w odpowiedzi nie usłyszymy żadnej informacji. Byłoby to zatem pytanie służące wyłącznie temu, żeby dziennikarz mógł się pokazać na konferencji prasowej.
A czy lepiej jest, gdy identyczne pytanie zadaje Sarkozy’emu podczas debaty w Parlamencie Europejskim jeden z polskich deputowanych?
Eurodeputowany zapytał, a owszem, a w odpowiedzi usłyszał (cytuję za portalem „Wyborczej”):
„Powiedział, że to nie do niego należało rozstrzygnięcie. - Co by to była za Europa, gdybym miał mówić: Pan wejdzie, a pan nie - pytał retorycznie. - Jest w Polsce prezydent, jest premier - to do nich należy porozumienie się jak mężowie stanu. Jesteśmy Europejczykami - powiedział francuski prezydent.”
A cóż innego miał biedny Sarko powiedzieć?




Komentarze
Pokaż komentarze (14)