Zygmunt Prusiński
Zygmunt Prusiński
ZygmuntPrusiński ZygmuntPrusiński
24
BLOG

Kobieta i krzesło

ZygmuntPrusiński ZygmuntPrusiński Kultura Obserwuj notkę 0

Zygmunt Jan Prusiński


KOBIETA I KRZESŁO

Motto: „Moje krzesło ma duszę...
więc bywam w chmurach...
tylko nie wiedziałam,
że spotkam tam podniebnego ptaka,
poetę który ma skrzydła..."
- Ewa Prusińska Kolasińska

Wybryki wiatru nad morzem
dzisiaj jakby opętały go.
Trochę mi przeszkadzał myśleć,
a szczególnie układać słowa.

Wybiegłem na przywitanie -
zdawało się że nadejdziesz.
Byłem jakby roztargniony,
nawet Barry White nie pomógł.

A przecież „Let the Music Play”
rozbiera mnie doszczętnie.
Lecz dziś królewskie krzesło,
królowa nocy na nim zasiądzie.

Jestem na służbie jak sowa -
umiem czekać na miłość...


7.1.2012 - Ustka
Sobota 18:59


__________________________


Pisze Pan prawdziwie i pięknie, że Pan szuka w kobiecie "głębi by udoskonalić to co jest w niej pańskie". To są gorzkie ale dojrzałe myśli i zgodne ze stanem faktycznym, jaki czasem bywa w miłości. Oczywista, miłość jest stanem efemerycznym, niepewnym, tak jak niepewne jest w ogóle nasze istnienie, ale człowiek jak tonący chwyta się brzytwy i szuka czegoś sensownego w swym istnieniu, żeby się tego uchwycić, choćby było ułudą. Ale powiedz pan, jak się to dzieje, że pewne pary wyznając sobie co godzina gorące uczucia miłości rozstają się już (z niesmaku) po dwóch tygodniach, a inne pary nigdy do siebie nie mówią o miłości, "kocham cię" i przeżywają z sobą całe życie, do śmierci? Wiec chyba istota tego stanu (zwanego miłością) nie leży w nazewnictwie i w definiowaniu przeżyć. Gdyby tak było, to pisanie wierszy wyrażających miłość do drugiej osoby, byłyby albo wyrazem głupoty, albo powinny być zabronione.

Co do przykrych i osobistych przeżyć, jakie spotykają pana w dwójnasób częściej niż innych ludzi, to dzieje się tak dlatego, że czujesz pan w sobie "pomazanie" naturą wyższą (tak jak to odczuwają mistycy) i nie umiesz pan ukryć w sobie "drugiego ciała króla", co partnerki wprawia we wściekłość i prowadzi do zniechęcenia. Zauważ pan, że w stosunkach z nowo poznanymi ludźmi idzie panu całkiem normalnie i dobrze, dopóki się nie dowiedzą, że jesteś pan poetą. Gdy się dowiedzą, to spoglądają na pana nieufnie, z rezerwą, jak na wariata. Oczywiście nie wszyscy, bo reakcje są różne w zależności od statusu, pozycji i wykształcenia.

Ja czasem mam wątpliwości, czy wszystkie pańskie wiersze są pozbawione akcentów banalnych, bo w niektórych się to zdarza, ale patrząc na dotychczasowy ich całokształt, muszę przyznać, że tych "poetyckich banałów" frazesów etc. jest mniej niż np. u Tadeusza Różewicza.

W każdym razie nie żałuję, że biorę udział w rozmowie z panem, bo potrafi być interesująca. Często też trafiam na wiersze ludzi piszących podobnie jak pan i nie wiem od czego to zależy, ale czuje w nich pozę, pustkę, i fałsz - a u pana nie. Czuję, że "tamci" zasiadają do napisania wiersza (np. na konkurs) - (a teraz napiszę sobie o "miłości") nie mając nic do powiedzenia oprócz oczytania się cudzymi wierszami w szkole albo na uniwersytecie. No, takich wierszy to można napisać wagony. Natomiast u pana grają takie tajemnicze względy, o jakich wspomina Różewicz, że tajemniczy sens zależy od wewnętrznego kleju, który nadaje sens pierwocinie zdania (które jeszcze nie jest zdaniem i dopiero się rodzi) i kiedy jego "maźnięcie" w pewnym miejscu ustaje, tak następuje przerwa i napięcie uwagi umysłu oczekującego i pytającego "co dalej". Jest o pytanie o sens, a skoro "pierwocina" jest ledwie zarysowana i niejasna, umysł ma szanse rozpoznać "nowe światy". "Nowe światy" za pomocą słów starego języka. Tej "przerwy" następującej po "pierwocinie" zdania (które by mogło być całkiem logiczne - ale i banalne - gdyby pan - autor - "wiedział" co dalej) by nie było, gdyby autor "wiedział co chce powiedzieć, czyli miał na podorędziu zestaw poetyckich kłamstw i frazesów (szkolnych, uniwersyteckich etc.), czyli robił wiersz, jak szewc buta na kopycie i nie dbał o resztę ("niech gadają, że jestem poetą, to, może dorobię parę groszy a resztę mam w dupie").


Karol Zieliński

Zygmunt Jan Prusiński – dawniej słupski poeta, obecnie mieszka w Ustce. Pierwszy wiersz napisał w Otwocku, gdy miał 14 lat. Dzisiaj, mając 71 lat, nie potrafi powiedzieć, ile wierszy wyszło spod jego pióra. Sądzi, że ze trzy tysiące i że złożyły się na 53 książki. Ale w Słupsku wydał tylko dwie: “W krainie żebraków słyszę bluesa” i ostatnio “W ogrodzie Norwida” (2014) nakładem Starostwa Powiatowego. Inicjator powołania Grupy “Wtorkowe Spotkania Literackie”, w młodości przewodniczący Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy w Słupsku. W 1980 roku na III Sesji Literackiej na Zamku w Bytowie, jury, któremu przewodniczył Roman Śliwnik, przyznało mu pierwsze miejsce za erotyk w Turnieju Jednego Wiersza. Romanowi Śliwonikowi poświęcił wtedy kilkanaście wierszy, teraz zamierza poświęcić mu całą książkę.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura