Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa
09.11.2011
@Zygmunt Jan Prusiński
No, Panie Zygmuncie, robisz Pan sobie jaja. Kumple z Krakowa, którzy są jakimiś tam profesorami na UJ-cie i mnie znają będą się zaśmiewać w kułak. Otóż to Pan sobie wykoncypował, że jestem profesorem literatury UJ, a ja nie zaprzeczyłem dla świętego spokoju (bo mi to wisi gdzie jestem i kim jestem !). Otóż i na UJ-ciem miewałem (miewam) seminaria, ale nie jest to moja, że się tak wyrażę, macierzysta uczelnia. I nie literatury, ale nie tylko literatury i ale komparatystyki i... przede wszystkim hermeneutyki, czyli dzielenia włosa na czworo i szukania dziury w całym. A właściwie jestem prof. (niech to diabli ! - nie wyobraża Pan sobie jak nienawidzę tego słowa, jak to słowo jest wyświechtane, sponiewierane i skompromitowane w oczach studentów. Czy Pan da wiarę, że studenci mówią do siebie widząc profesora: "popatrz, idzie ten chuj !"
Gdybym spotkał ojca powstałego z grobu - co się przecież kiedyś stanie, nigdy bym mu się nie przyznał że jestem jakimś tam profesorom, kłamcą i zakałą, przedmiotem pogardy dla uczciwych ludzi !) matek wszystkich nauk, filozofii. Zresztą nie wiem, czy ci dawali mi tego "profesora” sami nie byli jakimiś hochsztaplerami na tym hochsztaplerskim Warszawskim Uniwersytecie. Przecież wszystkie uniwersytety to moralny gnój (a szczególnie Uniwersytet Jagielloński ! Mówię, że jestem prof. filozofii ale marna to pociecha, jednakże pociesza mnie to, że bez filozofii nauka jest ślepa i jeśli coś tam bredzę trzymając się Arystotelesa, to już, pocieszam się, chronię odrobinę człowieczeństwa.
Ale tak jak kiedyś zdobyłem, uprawnienia nauczania wszystkich przedmiotów z zakresu szkoły średniej, tak swobodnie poruszam się po literaturze, psychologii, logice i medycynie. Pod tym względem może mnie Pan spokojnie uważać za profesora literatury polskiej i w ogóle każdej, nawet diablej literatury (śp. prof. Błoński dobrze to wiedział).
Wie Pan, nienawidzę używania tytułów naukowych, bo nędze i udawactwo, pokrywanie głupoty umysłu frazesami, w nauce humanistycznej może pojąć tylko ten co ją uprawia.
Ale niech Pan nie myśli, że w matematyce jest lepiej i że jest to nauka prawdziwa, nie pozbawiona kłamstwa. Otóż nie jest prawdą, że dwa razy dwa jest cztery. To sugeruje matematyka, ale tak nie jest ! Gdyby tak było, to nastąpiłaby natychmiastowa śmierć tzw. nauk matematycznych. Dwie prostopadłe na płaszczyźnie przecinają się, jeśli zastosować płaszczyznę jako zbiór punktów kulistych lub heksagonalnych. A tylko takie mogą wchodzić w rachubę z racjonalnym rozumowaniu szanującym nasze Cogito.
Panie Zygmuncie, jak jestem profesorem już nie UJ-u ani UW, czy innego przybytku ogłupiania, ja już jestem "starym profesorem". Kiedy byłem młody, wyrzucano mnie ze wszystkich gremiów naukowych z powodu nonkonformizmu i niezależności sądu, teraz na starość (jestem jak gen. Józef Longin Sowiński na okopach Woli), ktoś tam mi udzielił tego tytułu, co mi dokładnie wisi. Mój autorytet umysłowy nie polega na wymienianiu profesorskiego tytułu, ale na miażdżącej przewadze intelektualnej wobec adwersarzy. I albo oni w obliczu rozumnej publiczności uciekną z pola walki, przed jakością mojego etosu, bojąc się kompromitacji w oczach wykształconej publiczności, albo, z braku takowej będziemy się szarpać jak ten chłop z babą w "Golono-strzyżono" Mickiewicza.
Co do ostatniego wiersza, publikowanego tu, to jest "ewenemencki". Jest szczery w swojej poetyckiej "szczerości". Niewielu poetów takie wiersze pisze, bo się wstydzi; wstydzi się siebie, wstydzi się Boga, wstydzi się człowieczeństwa, wstydzi się ojczyzny, wstydzi się wszystkiego. (Pan da wiarę, że znam matematyków, którzy się wstydzą matematyki ! I znam lekarzy, którzy są na tyle zakłamani, że nie wstydzą się medycyny !)
Pan się nie wstydzi (poezji). Co zaś do Pana ostatniego wiersza to mam taką uwagę, że jednak kropla wiersza (w ostatnim wersie) "która spada na ziemię i zasypia", że jednak ona, Panie Zygmuncie, "nie zasypia". Bo poezja wiecznie czuwa, żeby ludzkość nie zamieniła się w stado kundli.
Zygmunt Jan Prusiński
MODLITWA O SYNA
Motto: "Każda kropla wiersza jest nam znana..."
- Jolanta Maria Butkiewicz
Nie wiem która to epoka
i która jest godzina -
nie chcę wiedzieć.
Całuję twój dom w którym mieszkasz
i drzewa przed oknami,
i ptaki ze wschodzącym słońcem.
Nawet nie wiesz ile razy
spaceruję po różowej drodze,
myślenie moje jest jak oktawa.
Więc gram na fortepianie
o narodzinach syna Norwida,
a ty taka radosna jak błyskawica.
Odnoszę się delikatnym spojrzeniem -
dotykam twoje biodra - czujesz?
Bo to jest kropla wiersza,
która spada na ziemię i zasypia.
9.11.2011 - Ustka
Środa 22:06



Komentarze
Pokaż komentarze