Pisarz Karol Zieliński z Krakowa
Notatki ze szkiców o Powstaniu Styczniowym 1863
Trudność współczesnego autora piszącego o historii polega na tym, że dzisiaj już nie ma miejsca, w którym by nie wiedziano, że nie ma Boga, że Bóg umarł, a w ogóle nigdy go nie było. Nawet w najbardziej zapadłej Psiej Wólce, wszyscy, nawet małe dzieci są wtajemniczeni, że Bóg jest nic nie znaczącą tradycją, okazją do wypieku świątecznego placka i wypicia nieco więcej niż zazwyczaj alkoholu. Nawet ksiądz daje do zrozumienia, że Bóg to jest coś takiego, że trzeba się do niego modlić, ale niekoniecznie oczekiwać łaski, spełnienia prośby czy innej odpowiedzi. Dopóki wierzono w Boga Wszechmogącego, myślenie i pisanie o historii było podniosłym zajęciem. Śmierć nawet najmniejszego ludzkiego robaczka była niezmiernie ważna dla roztrząsania dziejów i losów ludzkich. Dzisiaj, kiedy Boga nie ma, śmierć całych populacji, wypalanie ich ogniem napalmu, zbiorowe wieszanie na szubienicy nic nie znaczy w przekroju dziejów. Eschatologia i teodycee poszły do diabła. Dlatego mnie też się odechciewa pisać o Powstaniu Styczniowym, jako niepoważnej, epizodycznej awanturze drobnomieszczańskich gołodupców i hołyszy. Nikt z nich nie posiadał żadnego majątku, mieszkania, kamienicy, wioski, warsztatu etc, tylko gołe ręce i porcięta. Być może część z nich posiadało rodziców z warsztatem szewskim, z domem wśród ogrodu, ale oni sami, ci powstańcy i przywódcy powstania, to byli gówniarze. Jakże tu pisać poważnie o takim Powstaniu. Nawet oficerowie rosyjscy, przemyśliwujący o demokratyzacji Rosji na kształt angielski czy amerykański, poza wypłatą żołdu, nie posiadali swoich pieniędzy. Na temat autorytetu władz powstańczych w polskim społeczeństwie czytałem podniosłe opinie, że rozkazy były solennie wykonywane i zarządzane, ale właśnie to bujda z chrzanem, pisana przez apologetów Narodowej Demokracji, ku pokrzepieniu serc. Jeżeli przyłożymy do tego zjawiska właściwą dziewiętnastowieczną skalę, demograficzna, gospodarczą, socjologiczną etc. to wyjdzie nam z tego nieliczna ilościowo ruchawka. Od strony polskiej, tzn. na terenach zaboru rosyjskiego, powstanie jest nieźle opisane, pomimo stronniczego opisu i udokumentowania, natomiast niewiele wiemy co się wtedy działo po stronie rosyjskiej granicy. Wiemy, że Hercen w Londynie, wiemy, że „Kołokoł” miał sieć korespondentów terenowych w Rosji, ale to wszystko mało. Nie wiemy, jak rosyjski demokratyzm i ruch reform w Rosji i w carskim wojsku oddziaływał na polskie akcje powstańcze i przygotowania do Powstania. Wiemy, że jesień 1861 to okres szybkiego wzrostu szeregów polskich organizacji konspiracyjnych, nie większych jednak jak kilkuset ludzi. W stolicy i dodajmy, nigdzie poza nią, konspiratorzy grupowali się wokół Komitetu Centralnego Narodowego, co brzmi megalomańsko, bo ten komitet był znany tylko w kółkach dewocyjnych warszawskich tercjarek, którym ojcowie Zmartwychwstańcy powiedzieli, że nie trzeba się bać tej „rewolucji”, bo uzgodniona „z kim trzeba”.
Historycy piszą, że „Komitet Miejski stał na czele ruchu ogólnopolskiego, oraz Komitet Centralny czerwonych”. Nie ma większej bujdy z chrzanem, bo żadnego ogólnopolskiego nie było. Po roku 1848 nikomu ze szlachciców i synów mieszczańskich nie paliło się do ruchawki. Do ruchawki paliło się cesarzowi francuzów Napoleonowi III, potomkom królewiąt z Hotelu Lambert i Garibaldiemu, z przyczyn o których tu nie ma miejsca pisać. Na początku lata 1862 przygotowania do Powstania były znacznie zaawansowane a sytuacja w Królestwie Polskim zaogniona przez polskich prowokatorów, przypuszczalnie opłacanych z kasy Hotelu Lambert i angielskiego wywiadu, mającego interes w osłabianiu carskiego reżymu. Podobno, tak piszą, Komitet Miejski i Jarosław Dąbrowski określili w przybliżeniu wybuch powstania na dzień 18 czerwca 1862. W rdzennej Rosji Car Aleksander II parł wbrew oporom kół arystokratycznych do uwłaszczenia chłopów, w czym miał poparcie niektórych kół oficerskich i większość opinii szlacheckiej. Zwykła jednowioskowa szlachta popierała ideę uwłaszczenia, widząc w tym dla siebie ulgę i korzyść (z powodu specyficznych i skomplikowanych stosunków własności ziemi w Rosji, rozumieć tego łatwo się nie da), natomiast arystokraci ziemscy byli wrogo nastawieni do caratu. Na to wszystko nałożyła się w Warszawie i na Litwie tajna odezwa rosyjskich oficerów. Tzw. „Towarzystwo oficerów” rozpowszechniło: „Rosyjscy oficerowie do żołnierzy wojsk rosyjskich w Polsce” Był to apel do oficerów i żołnierzy”, żeby odmówili tłumienia ruchów niepodległościowych w Koronie i na Litwie. Za Komitet I Armii podpisali: m.in. Wasyl Kapliński, Andrzej Popiebnia. Ów Komitet jednoczył koła oficerskie z terenu Polski i Rosji. W organizacji Komitetu było co najmniej 500 osób. Tak przynajmniej twierdzi anonimowy autor wstępu, (który badał akta w archiwum po Cytadeli carskiej w Warszawie) do książki Pawła Ogrodnikowa – Dziennik więźnia 1862-1863 wyd PWN W-wa 1986. Ogrodnikow był oficerem sądzonym za udział w pogrzebie swego kolegi, straconego za sympatie dla polskiego ruchu wyzwoleńczego.



Komentarze
Pokaż komentarze