Zygmunt Jan Prusiński
BĘDZIEMY DO MADRYTU WRACAĆ WIERSZAMI
Motto: "w iluzji nierzeczywistych spotkań
dialogiem w tkaninie odległych miast
udało nam się nie zbłądzić..." - Mar Canela
Jakże cię kocham w sukienkach,
jakże jesteś taneczna.
I bruk otwarty i kwiaty na balkonach,
Madryt nasz i nasze zbliżenia -
a wiersze niczym modlitwy kochanków.
Flamenco się budzi od świtu,
rytmy z gitary płyną jak dym po niebie.
Twe włosy akurat wiatr podwiał,
mistrz Goya to zauważył - szykuje pędzle
...zaczekam niech cię maluje w królestwie.
Kalistemon purpurowy rozciąga swe gałązki,
jakby chciał dotknąć mojej ręki.
Usiądę tuż obok by wiersz powstał z niczego,
kilka obrazków odnowię z nocy -
liryczny powrót bez sekretów.
____________________________
Karol Zieliński z Krakowa
15.10.2011 22:20
@Zygmunt Jan Prusiński
Przeczytałem wszystkie 140 wierszy z tomu "Madryckie ścieżki poezji" dla Mar. Więc to tak Pan sobie wykombinował, całkiem nieźle. Bardzo piękne smutne pożegnanie. Dużo pięknej metafizyki i podtrzymuję to, co mówiłem, że jest to poważna poezja metafizyczna, nie dla idiotów, chociaż ubrana (ogólnie) w piękne oklepane banały, że jak szklanka, to musi być koniecznie kryształowa, a jak listki, to koniecznie srebrzyste, jak u Heleny Mniszkówny. I to jest piękne, to mnie pociąga, to mi nie przeszkadza, a pod spodem kryje się lawa gorącego niepokoju i psychicznego napięcia.
Myślę tak, że zaczął się Pan dopiero rozkręcać. Niech się Pan nie boi ilości, niech pomyśli o wielu tysiącach wierszy Franceski Petrarki i że dopiero pod koniec niektóre z nich... wiersze nie są dla idiotów kogo nudzą, albo kto nie potrafi ich czytać, ten odrzuci zarówno dziesięć wierszy jak i dwa tysiące. A w poezji, takiej jak Pańska im więcej tym lepiej, bo tworzą one arabeskę, mozaikę i groteskę (grotesco - czyli tajemna grota wymalowana el'fresco fantastycznymi motywami podziemnego świata, tellurycznego, który jest światem tajemnej miłości).
Ja myślę, że Pan by się rozpisał i dotarł w rejony miłości uniwersalnej (bo w tej chwili jest Pan na etapie indywidualnego ciumkania, ja i ja i ja, o jaki ja biedny!), natomiast już był Pan w tym przedsionku, miłości uniwersalnej (wszechogarniającej - a nie deklaratywnie tylko faktycznie) w wierszu "Sen w Madrycie" (str. 120) również w wierszu ze strony 145 i z innych stron pod koniec tomu. Jaka jest różnica między deklaratywnym (u Pana) podniesieniem miłości uniwersalnej a faktycznym (ledwie zarysowanym w wierszu "Sen w Madrycie"? Taka, że tam Pan nie zazdrości, że i inni kochają (jakby wspólnie z Panem) i inni są również poetami i zasiadają z Panem do wspólnej kolacji z Mar, piją wino, patrzą na swoje, ale i na Pańską Mar głodnymi oczami itd. itp.
Nie tylko Pan ma przywilej cierpienia, i tego, no wie Pan, ja już rozgryzłem istotę Pańskiej znajomości z Mar, kto to jest, czy osoba realna, czy też rozpalona wyobraźnia itd. Tym bardziej interesująco na tym tle przedstawia się Pańska psychika, jako autentycznego twórcy, który niczym innym żyć nie potrafi. Tego typu psychika, będzie współżyła fizycznie z kobietą, ale w tym samym czasie musi sobie wyobrażać, że to się dzieje w jakimś poetyckim świecie i że ona jest bohaterką jego wiersza. Wszystko musi być uskrzydlone, bo inaczej nie może być zrealizowane. Tęsknota, poszukiwanie idealnej miłości, przeczucie idealnej kobiety która stoi obok Pana, niewidzialna ale czuje Pan jej oddech i niematerialny dotyk, po to, żeby pobudzać Pana do świadomości, że istnieje w Panu prawdziwy mężczyzna. Powiem to tak, spotkałem ostatnio w księgarni interesującą kobietę w średnim wieku, którą usiłowałem "zainteresować" sobą, a która mnie kompletnie, acz najuprzejmiej "nie zauważyła". Oj, cholernie zabolało. Więc wiem jak to jest. Łączę się z Panem we wspólnej męskiej niedoli.
Co do tych 140 wierszy, to sprawiają one (na mnie) radosny melanż młodego wina, fuzla jest może 5%, całość jest dobrze obmyślania i zamknięta, ale aż się prosi o dopisanie drugiego tomu w stylu "na szerszym oddechu rodzić, żeby być poddanym takim doświadczeniom. Kluczem jest tu, myślę "Sen w Madrycie", że Pana męskość to również męskość rozłożona na innych mężczyzn i ich wspólny gorzki los. Bo przecież Pańska miłość do Mar jest cholernie gorzka i smutna. Czasem człowiek żałuje, że w ogóle zaczynał kochać, skoro tak się miało skończyć. I czy w ogóle warto? Żeby coś więcej zauważyć, muszę poczytać jeszcze trochę.
Zygmunt Jan Prusiński Madryckie Ścieżki Poezji




Komentarze
Pokaż komentarze