W latach dziewięćdziesiątych tracili ludzie pracę, a ci co ją mieli, bali się, że ją utracą. Pamiętam, jak politycy i towarzyszący im "specjaliści" tłumaczyli społeczeństwu: "jesteście niewykształceni", "macie nie to wykształcenie, którego potrzeba". W okresie minionych dwudziestu lat nastąpił boom edukacyjny. Zawierzono politycznym szarlatanom z Unii Wolności, że wykształcenie zabezpieczy przynajmniej możliwość otrzymania skromnej pracy. Och, żebym ja pamiętał po nazwisku tych kłamców.
Czytamy dzisiaj w "Dzienniku Polskim", że małopolskie urzędy pracy zarejestrowały 2,5 tysięca absolwentów szkół wyższych i jest to więcej osób niż w roku ubiegłym. Zainteresowanym podaję zawody, w których można nie znaleźć (przynajmniej w Małopolsce) pracy: ekonomista, politolog, pedagog, specjalista administracji, filolog, fizjoterapeuta, obsługa turystyki.
Dzisiaj postępowcy i euroentuzjaści obiecują nam świetlane życie w Unii Europejskiej w ramach traktatu lizbońskiego, przy czym Euro jako wspólna waluta polepszy nam życie, itd., itd. Więc pytam:
1. Co będzie, jeśli w czasie naszego dążenia wspólna waluta upadnie? - o takiej możliwości piszą na przykład ekonomiści amerykańscy.
2. Co będzie, jeśli Unia Europejska rozpadnie się lub straci rozpęd w unifikowaniu wszystkich krajów? Kiedy z jakichś względów zrozumieją wszyscy obywatele polscy, że naszą stolicą jest nie Bruksela, lecz Warszawa?
Kto rozliczy wtedy wizjonerów "jasnej, postępowej" Polski?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)