Portal wprost.pl publikuje listę najbogatszych Polaków. Pierwszy w tym zestawieniu jest Jan Kulczyk posiadający majątek warty 7,1mld zł, drugi - Zygmunt Solorz-Żak ma nieco mniej - 6,6mld zł. Wysokość tych liczb jest trudna do wyobrażenia, więc załóżmy, że potrafimy zaoszczędzić 2 tys. zł miesięcznie, a wtedy po 296.000 latach moglibyśmy rywalizować z J. Kulczykiem o miano najbogatszego Polaka. A ten człowiek, czy raczej ci ludzie osiągnęli to wszystko w kilkanaście - dwadzieścia lat, w czasie jednego pokolenia.
Lista ta jest komentowana przez Tomasza Lisa w taki sposób: "Na listę 100 najbogatszych Polaków (...) wielu pewnie patrzy jak na listę złoczyńców. (...) Bogacz, krezus i oligarcha to w III RP epitety, które są odpowiednikami badylarza z czasów PRL. Wprawdzie ma, ale jest, jeśli nie prostakiem, to oszustem. (...) W strachu przed populistycznymi i demagogicznymi oskarżeniami nasz premier, podobno liberał, od kilku lat woli się z biznesmenami nie spotykać. Cóż, kontakt z trędowatymi szkodzi".
W Polsce b. szef CBA Mariusz Kamiński postponował wielkich posiadaczy, a "w takiej Francji prezydent i premier stają na głowie, by francuscy biznesmeni zarabiali więcej, tworzyli więcej miejsc pracy i płacili większe podatki. (...) Nie chodzi o to, by państwo traktowało ich lepiej niż zwykłych obywateli, ale o to, by ich nie traktowało ich gorzej".
Wywody powyższe zostawiam bez komentarza.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)