Od lat eksperci mówili o możliwości występowania dużych pokładów gazu łupkowego (shale gaz) i gazu ściśniętego (tight gaz) na terenach od Pomorza przez środek Polski aż po Lubelszczyznę. Rząd udzielił firmom zagranicznym, głównie amerykańskim, ale także polskim PGNiG i Orlenowi, 62 koncesje na poszukiwanie gazu. Szacunki wykonane przez firmy konsultingowe (a nie przez geologów) wskazują na 1,5 do 3 bilionów m3 gazu. To wystarczyłoby Polsce na 100 do 200 lat, licząc według aktualnego zużycia.
Zauważyłem, że problem jest ważniejszy niż nam się wydaje po 10 kwietnia br., gdy przeczytałem artykuł dysydentki rosyjskiej Walerii Nowodworskiej, w którym powiązała ona występowanie gazu łupkowego w Polsce (oraz inne sprawy) z tragiczną śmiercią prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zrozumiałem, że toczy się ostry, nieprzebierający w środkach bój o wpływy nad przyszłym wydobyciem tego gazu, które to wydobycie miałoby diametralnie zmienić stosunki energetyczne w Europie.
I co potem?
Walczący o prezydenturę Komorowski mówi studentom o szkodach ekologicznych wynikających z ODKRYWKOWEJ eksploatacji gazu łupkowego (słynna jego wtopa). Dowiaduję się później z jakiegoś artykułu o znacznej niemożności wydobycia (już nieodkrywkowego) ze względów ekologicznych. Ostatnio w onet.pl ma głos dr Jezierski, wiceminister środowiska, główny geolog kraju, który mówi: "Na razie nie możemy mówić, że mamy złoża w Polsce, będziemy mogli o nich mówić za 4 - 5 lat po zakończeniu prac poszukiwawczych. (...) Duża przemysłowa eksploatacja gazu łupkowego byłaby możliwa nie wcześniej niż za 15 - 20 lat".
Eksperci niezależni oraz związani z PiS-em określali niedawno perspektywę przemysłowego wydobycia tegoż gazu na 7 -10 lat. Obawiam się, że za rok dowiemy się o konieczności czekania 25 - 30 lat na efekty gospodarcze dzisiejszych poszukiwań, a za dwa lata nie dowiemy się nic.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)