Zastanawiałem się długo, w jakim celu zafundowała nam Platforma tak żenujące sceny, które działy się dzisiaj na Krakowskim Przedmieściu:
1. Czy jest w interesie PO dzielenie społeczeństwa polskiego po to, by niepostrzeżenie przeszły projekty podniesienia stawki VAT i nieuchronne podwyżki cen?
2. Czy prezydent-elekt jest tak butny i arogancki, że w swym zacietrzewieniu nie widzi czy nie chce widzieć racji tych ludzi, którzy stracili swego reprezentanta i patrona, jakim był dla nich prezydent Lech Kaczyński?
Bronisław Komorowski stracił niepowtarzalną szansę, by stać się prezydentem wszystkich Polaków. On powinien w lipcu po wygranych wyborach przyjść pod krzyż, uklęknąć i pomodlić się za duszę swego poprzednika, który zginął na służbie wraz z 95 towarzyszącymi mu osobami. Takim czynem nie tylko uhonorowałby osobę Lecha Kaczyńskiego i urząd przez niego sprawowany, ale też wygrałby politycznie. Miałby chyba już zapewnioną drugą kadencję.
Ale na takie gesty nie stać prezydenta-elekta. Obecny triumwirat (Komorowski, Tusk, Schetyna) składa się z trzech magistrów historii i zastanawiający jest u nich brak jakiejkolwiek wiedzy historycnej choćby w zakresie dziejów współczesnych, wiedzy chćby o tym, co zdarzyło się w latach 90-tych na żwirowisku b. obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Obrońcy krzyża przed pałacem prezydenckim byli dzisiaj przedstawiani w mediach jako fanatycy religijnii, ekstremiści katoliccy, sterowani politycznie przez PiS. Nie mogło być inaczej, jeśli komentatorami byli S. Blumsztajn, M. Sroda, Sz. Hołownia i wielu podobnych.
Pozostaje mi więc w tym miejscu wyrazić szacunek obrońcom krzyża. Byliście dzielni i zwyciężyliście. Jestem pewny, że zwyciężyła Polska.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)