Blog
zygmuntbialas
Zygmunt Białas
86 obserwujących 1421 notek 2750149 odsłon
Zygmunt Białas, 26 czerwca 2017 r.

Prof. Mirosław Dakowski o wydarzeniach 10.04.2010.

Trzymam w ręku książkę, napisaną przez prof. Mirosława Dakowskiego, zatytułowaną „O to, co najważniejsze. Krzaczek na drodze lawiny”. Napiszę za około trzy dni parę słów o tym interesującym i ważnym zbiorze artykułów.

Profesor pisze m.in. o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku. Zamieszczone są dwie częsci wywiadu, przeprowadzonego przeze mnie z prof. M. Dakowskim. Przedstawię teraz pierwszą część:

O inscenizacji i o Zespole A. Macierewicza…

… bo o Raportach MAK i Millera nie warto nawet pisać… „Katastrofa”, której nikt nie widział, nikt nie słyszał, i nie zachowały się żadne dowody.

Pierwsza część wywiadu  z prof. Mirosławem Dakowskim

Prof. Mirosław Dakowski: Laudetur Iesus Christus! Poruszyło mnie, gdy przeczytałem to katolickie rozpoczęcie tekstu inż. Krzysztofa Cierpisza: Zawiadomienie do Prokuratury Generalnej o porwaniu Delegacji do Katynia cz.I wysłanego do Prokuratur, Generalnej i WojskowejOdczytałem to tak:

W sensie ludzkim, proporcji sił, wobec Planistów i sprawców tej Zbrodni stoimy na pozycji oczywiście przegranej. ONI mają struktury tajne, rządy, media, pieniądze. Jednak Chrystus jest PRAWDĄ , On zwycięży. Dlatego można i należy śmiało prawdy szukać. Za wszelką cenę.

Znalezione obrazy dla zapytania ofiary katastrofa smoleńska zdjęcia bez cenzury

Zygmunt Białas: Już prawie trzy lata minęły od dnia, w którym nastąpiły wydarzenia, wykraczające poza nasze wyobrażenie o tym, co (jeszcze) może się stać. Co Pan, Panie Profesorze, myślał w pierwszych chwilach i potem w następnych dniach po tej niebywałej tragedii?

MD: W sobotę, 10 kwietnia 2010 r., w czasie mego wykładu na uczelni w dalekim mieście dostałem sms-a o treści: Donek i Putin zabili nam Prezydenta. Sądzę, że te parę słów oddaje pierwsze wrażenie większości uczciwych Polaków. Mało kto poszedł wtedy za dyrektywą ministra R. Sikorskiego, ujawnioną przez gen. Sławomira Petelickiego: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”. Ten kierunek „badań” nachalnie podchwyciły służalcze w stosunku do władz media.

Wielu badaczy usiłowało przez te trzy lata wykryć, co naprawdę się stało. Mimo, iż starano się zniszczyć wszelkie dowody, tak w Polsce, jak w Rosji, a wrak jednego z samolotów zrabowano, inne zaś (Jak-i URVIS, URYNA [sic!]  i ew. Tu-102) gdzieś pochowano. Możemy się pochwalić jedynie osiągnięciem cząstkowym: Z okruchów informacji i dezinformacji ustaliliśmy ze 100 % pewnością, co się nie stało. Oraz – kto i w których swych odkryciach, analizach i wnioskach – na pewno kłamie.

Natomiast na pytanie: co się stało? – po trzech latach nie ma jeszcze wiarygodnej odpowiedzi. Jest jedynie kilka hipotez. To będzie tematem całej naszej rozmowy, dla mnie podsumowującej, a może kończącej mój udział w śledztwie.

ZB: Adresatem naszego wywiadu jest Czytelnik, który zajęty swymi codziennymi obowiązkami, nie ma zbyt wiele czasu na dokładne śledzenie wszystkich wydarzeń związanych z tragedią i śledztwem. Proszę więc, by zechciał Pan wyjaśnić temu Czytelnikowi, dlaczego nie przyjmował Pan konsekwentnie ustaleń moskiewskiego MAK, komisji Millera oraz polskiej prokuratury.

MD: Jest zdecydowanie gorzej, niż Pan sugeruje: Czytelnik nie tylko nie ma zbyt wiele czasu na dokładne śledzenie wszystkich wydarzeń, związanych z tragedią i śledztwem, ale na swoje nieszczęście, czytuje Gie Wu, ogląda, choćby biernie, bez analizowania różne TVN-y. W każdym mieszkaniu ciągle, z wielu odbiorników, sączy się dezinformacja.

O ile lepiej mieliśmy za Stalina: w akademiku (sypialnie na ośmiu studentów) gadał niewyłączalny kołchoźnik. Ale był tylko jeden, można było zresztą dyskretnie przeciąć druty, lub „rozumieć go na opak”. Teraz – masz „wybór” między „Tańcem z (..)-iazdami” a teleturniejem lub dyskusją ekspertów (od prania mózgów). Dużą część ludzi już ten wybór zadowala. Dlatego możliwe jest wciśnięcie ludziom jako ich własnego poglądu, że: „ja to już rzygam tym Smoleńskiem”. I temu musimy stawić czoło.

Co do ustaleń MAK czy Komisji Millera: ilość ewidentnych kłamstw w tych raportach była tak duża, że nikt krytycznie śledzący literaturę przedmiotu tym „organom” nie wierzył. Istnieje poważna literatura na ten temat, omówienie jej przekracza jednak objętością możliwości tej rozmowy. Śledzenie literatury przedmiotu jest niestety możliwe jedynie na uczciwych portalach internetowych, ciągle zanieczyszczanych przez agentów oraz tzw. trolle. Samodzielne śledzenie sprawy wymaga jednak sporo czasu i krytycyzmu, czyli wysiłku. Wyniki analiz tych raportów podsumował Łażący Łazarz, może dość brutalnie, ale precyzyjnie: „MAK w dupie”.

Mój wkład we wczesną fazę walki przeciw oficjalnej dezinformacji, był prosty: Ośmieliłem się (a było to w czasie wielu okrutnych, odstraszających skrytobójstw ludzi znających się na sprawie i dających temu wyraz) złożyć zeznania w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej Zeznania świadka M. Dakowskiego dla Prokuratury Wojskowej w sprawie dla fizyka najprostszej, to znaczy z argumentami opartymi o prawa zachowania obowiązujące w całym Wszechświecie i o geometrię, też identyczną dla całego Wszechświata:

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • homo vulgaris "Jakiej narodowości był Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili?" - --- Za...
  • "IPN wskazał 943 ulice w całym kraju, które podlegają tzw. ustawie dekomunizacyjnej. Do 2...
  • trez "Komunistyczne gadanie"?! - --- To chyba jakieś nieporozumienie. Może warto dokładniej...

Tematy w dziale