W większości salonów kosmetycznych i fryzjerskich nie ma wolnych terminów.
W większości salonów kosmetycznych i fryzjerskich nie ma wolnych terminów.

Szturm na fryzjerów i kosmetyczki przed twardym lockdownem. "Na tarcze nie liczymy"

Redakcja Redakcja Koronawirus Obserwuj temat Obserwuj notkę 33

W większości salonów kosmetycznych i fryzjerskich nie ma wolnych terminów. Niektóre z nich wydłużają czas pracy nawet o kilka godzin. "Na żadne tarcze nie liczymy" - mówią właściciele.

Gabinety kosmetyczne i fryzjerskie w Opolu nie narzekały na brak pracy. W niektórych klienci będą przyjmowani do godziny 23. Wielu chętnych jest odsyłanych z kwitkiem lub przenosi terminy po 9 kwietnia.

Ze względu na nowe obostrzenia od najbliższej soboty do 9 kwietnia gabinety kosmetyczne będą nieczynne. Przez dwa tygodnie nie będzie także można skorzystać z usług fryzjerskich. W ostatnim dniu przed wejściem obostrzeń w życie, w stolicy regionu zdecydowana większość usługodawców przygotowała się na zwiększoną liczbę klientów.

Działający w jednym z centrów handlowych zakład fryzjerski na piątek ściągnął całą załogę, by można było obsłużyć możliwie dużą liczbę chętnych do skorzystania z usługi.

- Przed piętnastą jeszcze można spokojnie było trafić na wolny fotel. Ale już od trzeciej do końca dnia, czyli godziny dziewiątej wieczór, wszystkie miejsca są zarezerwowane - mówi jedna z pracownic zakładu. Jak i inne koleżanki pracujące w zakładzie ma nadzieję, że przerwa w pracy zakończy się 9 kwietnia.

- Nie ma żadnej gwarancji, że skończy się na dwóch tygodniach. Proszę zobaczyć na tych ludzi, którzy na ostatnią chwilę robią zakupy w centrum. To prawdziwe coronaparty. A potem jajeczko z rodziną i wiadomo, za kilka dni do lekarza i zaskoczenie. Najgorsze jest to, że my tych pieniędzy nie odrobimy. Zamiast tej całej tarczy, jaką do tej pory dostaliśmy, wolimy jeden dzień normalnej pracy. Sam pan widzi, obsługujemy ludzi w maseczkach, spisujemy dane osobowe, telefony każdego. Jak do tej pory, nie słyszałam, żeby po wizycie u nas ktoś zachorował - przekonuje szefowa salonu.

W oddalonym nieco od centrum miasta salonie fryzjersko-kosmetycznym panuje prawdziwe oblężenie. Z kwitkiem odsyłani są nawet stali klienci, bo zainteresowanie skorzystaniem z ostatniego momentu przed lockdownem przekracza możliwości zakładu.

- Zbliżają się święta. Panie chcą dobrze wyglądać, a kwestie trwałej czy zrobienia paznokci, czy zabiegi na twarz to nie to samo co dla panów przejechanie maszynką do włosów po głowie. Bez wsparcia fachowców nie da rady - wyjaśnia właścicielka zakładu, który w piątek będzie czynny jeszcze godzinę przed północą, czyli pięć godzin dłużej niż zwykle.

- Na tarcze nie liczymy, bo to są symboliczne pieniądze w porównaniu z utraconymi przychodami. Muszę opłacić czynsz i pensje pracowników z pochodnymi. Do tego spłata urządzeń i pieniądze zamrożone w profesjonalnych i drogich kosmetykach. Nigdy nie narzekaliśmy na brak klientów, więc te dwa tygodni będą dla mnie czasem całkowicie straconym, a na żadne tarcze nie liczę, bo jak mi dzisiaj ktoś coś daje, to za chwilę będzie chciał odebrać w jakiś sposób dwa razy więcej. Tego się nauczyłam prowadząc biznes od dobrych dwudziestu lat - podsumowuje rozmowę właścicielka zakładu.

KJ

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj33 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Rozmaitości