Stankiewicz: Ziobro nie zrobił żadnej reformy

Andrzej Stankiewicz. Fot. PAP/Marcin Obara
Andrzej Stankiewicz. Fot. PAP/Marcin Obara

O to mam największą pretensję do PiS: mówiąc o zmianach w sądownictwie, nie przeprowadził żadnej reformy - mówi Salonowi24.pl Andrzej Stankiewicz.

Gruntowna reforma sądów jest rzeczą niezbędną. I właśnie o to mam największą pretensję do PiS – że mówiąc o zmianach, w rzeczywistości nie przeprowadził żadnej reformy. Po prostu Ziobro zastąpił jednych gości drugimi. I tylko do tego sprowadzały się te wielkie rzekomo zmiany – mówi Salonowi24 Andrzej Stankiewicz – publicysta,  zastępca redaktora naczelnego portalu Onet.pl.

Reforma sądów – potrzebna i udana, jak twierdzi strona rządząca, czy jak twierdzi część opozycji całkowicie niepotrzebna, bo uderza jedynie w niezłomnych sędziów. A może jeszcze inaczej – jest niezbędna, ale zamiast prawdziwej reformy mieliśmy jedynie skok na sądy, a pozytywnie nie zmieniło się nic?

Andrzej Stankiewicz: Zdecydowanie uważam, że reforma wymiaru sprawiedliwości była potrzebna. Byłem okradziony i widziałem, jak fatalnie to działa. Komornik wystawił też na sprzedaż moje mieszkanie, mimo, że nie miałem długu – nazwisko dłużnika było takie samo jak moje. A komornik nie sprawdził peselu. Postanowił zlicytować moje mieszkanie. Szereg patologicznych spraw opisywałem też jako dziennikarz. Więc mam doświadczenia z sądami i zawodowe, i osobiste. Sama gruntowna reforma sądów jest rzeczą niezbędną. I właśnie o to mam największą pretensję do PiS – że mówiąc o zmianach, w rzeczywistości nie przeprowadził żadnej reformy. Po prostu Ziobro zastąpił jednych gości drugimi. I tylko do tego sprowadzały się te wielkie rzekomo zmiany. Od lat Kaczyński uważał, że środowiska prawicy są dyskryminowane w sądach III RP i postanowił wymienić sędziów, również młodszych, bo uważał, że oni przesiąkli dotychczasowym klimatem. I w miejsce tych ludzi wstawiono sędziów pisowskich, by ich poglądy dominowały. To była zamiana jednych na drugich, nie żadna systemowa reforma.


Niestety problem polega na tym, że przeprowadzona przez Zbigniewa Ziobrę reforma jest pozorem zmian, a ewentualna zmiana władzy także nie daje szans  na to, by  cokolwiek w wymiarze sprawiedliwości ruszyło w dobrym kierunku.


Zwolennicy tych zmian tłumaczą, że właśnie kwestie personalne były największym problemem. Że tylko w ten sposób poprawi się także działanie sądów – ludzie się zmienią, wtedy sądy działać będą lepiej?

Ale ja widzę to także po swoich sprawach, że na korzyść w pracy sądów nie zmieniło się nic. Na przykład – okradł mnie konkretny człowiek, sąsiad, zabrał konkretną sumę pieniędzy. Wiadomo, że to on, bo został złapany. Dostał karę – 3 tysiące złotych grzywny, podczas gdy ukradł wielokrotność tej kwoty. No to budzi sprzeciw. Bo okazuje się, że patrząc na bilans zysków i strat, złodziejowi opłaca się kraść i polski sąd śmiesznym wyrokiem go do tego przestępstwa zachęca.  A więc w sądach pod względem instytucjonalnym, merytorycznym, po reformie nie zmieniło się absolutnie nic.

Dlaczego tak się dzieje i co konkretnie nie działa?

Nie ma choćby skutecznego systemu oceny sędziów, aby eliminować z orzekania tych, którzy mają wysoką liczbę błędów procesowych i uchylonych wyroków w wyższych instancjach. Ja bym nawet przyjął niektóre zapisy, które proponował PiS.

Na przykład?

Nie byłem krytykiem Izby Dyscyplinarnej jako takiej – faktycznie w Polsce praktycznie nie działał system oceniania sędziów, eliminacji tych, którzy dopuścili się nieprawidłowości, źle, bądź krzywdząco orzekali. Wymiar sprawiedliwości często zamiatał sprawy pod dywan, a przecież niektóre sprawy były bulwersujące. Więc taka izba mogłaby mieć sens i być bardzo pożytecznym narzędziem kontrolującym sędziów, pod kątem merytorycznym. Ale co zrobił PiS? Ano wsadził tam ludzi Ziobry i izba ściga dziś takich ludzi jak Tuleya nie za to, że Tuleya coś ukradł, czy „skręcił”, ale za to, że ujawnił zeznania polityków PiS w jednym ze śledztw, które jest absolutnie polityczne, dotyczy głosowania w Sejmie. To jest skandal.

Do sędziego Tuleyi jeszcze wrócimy. Jednak jest też mechanizm skargi nadzwyczajnej, która jest krytykowana, ale jednak spełnia swą rolę, dla wielu niesłusznie skazanych może stanowić ostatnią deskę ratunku?

Może. I faktycznie w niektórych sytuacjach ten mechanizm się sprawdza. Ale nawet to pokazuje, w jak nienormalnym systemie żyjemy. Bo przecież przy dobrze działającym systemie sądowniczym nie byłoby potrzeby tworzenia wyjątkowej, specjalnej furtki, jaką jest skarga nadzwyczajna.

Tak, ale właśnie nienormalnością systemu, licznymi patologiami, tłumaczono radykalne zmiany. I te zmiany przeprowadzono. Może, skoro nie da się szybko przeprowadzić reformy strukturalnej, systemowej, taka wyjątkowa instytucja doraźna jak skarga nadzwyczajna jest koniecznością?

Lubię to! Skomentuj214 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo