Dziennikarz "Gazety Wyborczej" kwestionuje śmierć Pyjasa z rąk SB. Mocna riposta Sonika

Stanisław Pyjas (po lewej) i Bronisław Wildstein w czasach studenckich. Fot. IPN
Stanisław Pyjas (po lewej) i Bronisław Wildstein w czasach studenckich. Fot. IPN
Wojciech Czuchnowski twierdzi, że krakowski student Stanisław Pyjas nie został w maju 1977 roku śmiertelnie pobity przez "nieznanych sprawców". Odpowiedział mu jeden z przyjaciół zamordowanego, współzałożyciel Studenckiego Komitetu Solidarności, Bogusław Sonik.

"Pyjas nie został zamordowany przez peerelowską bezpiekę, nikt przed śmiercią go nie pobił. Czemu udajemy, że tego nie wiemy?" - pyta w kontrowersyjnym artykule na łamach "Gazety Wyborczej" Wojciech Czuchnowski. To dziennikarz, który od lat krytykuje IPN i historyków, zajmujących się epoką PRL przy wykorzystaniu akt wytworzonych przez Służbę Bezpieczeństwa. 

Czuchnowski: Pyjas spadł ze schodów 

Publicysta posiłkuje się ustaleniami Marii Anny Potockiej, dyrektor Muzeum Sztuki Współczesnej. W ubiegłym roku to ona odpowiadała za umieszczenie wystawy pt. "Sprawa Pyjasa" w restauracji Bunkier Sztuki w Krakowie, zaprojektowaną przez Dorotę Nieznalską. Potockiej udało się wówczas nakłonić do rozmowy Lesława Maleszkę - byłego agenta SB, który donosił na Pyjasa i grupę SKS, doradzając również bezpiece, jak dokładnie uderzyć w krakowskie środowisko opozycji. Przez historyków uważany jest za jednego z najgroźniejszych i jednocześnie najcenniejszych tajnych współpracowników aparatu represji PRL. 

W tekście Czuchnowskiego jej relacja przedstawiana jest jako ustalenie. Potocka twierdzi też, że była przyjaciółką zabitego studenta przy ul. Szewskiej w 1977 roku i dobrze znała ludzi tworzących SKS. Wydała książkę na podstawie wystawy w Bunkrze Sztuki, o której napisał Czuchnowski.

Komunistyczne władze od początku utrzymywały, że Pyjas spadł ze schodów po spożyciu alkoholu i na skutek tego oraz zachłyśnięcia się krwią zmarł. Nie dała wiary tym tłumaczeniom rodzina i przyjaciele ofiary. 

- Książka Potockiej pokazuje, że Stanisław Pyjas nie był urodzonym opozycjonistą, a już na pewno nie „antykomunistycznym". Może kiedyś by nim został. Ale wtedy, w 1977 r., był jednym z tysięcy młodych ludzi, którzy dusili się w zakłamanym i represyjnym systemie. Chciał swobodnie żyć, pisać książki i wiersze, których by nie masakrowała cenzura. Tylko tyle i aż tyle. Nie został też zamordowany. Ani przez SB, ani przez nikogo innego. Po prostu spadł ze schodów, stracił przytomność i udusił się krwią - twierdzi dziennikarz w "Gazecie Wyborczej". 

Reakcja Sonika na tekst Czuchnowskiego

Hipoteza Czuchnowskiego mocno oburzyła Bogusława Sonika. Poseł KO zarzuca publicyście kłamstwo i posługiwanie się esbecką dezinformacją. - Tekst Czuchnowskiego, powielający za Potocką ubecką wersję śmierci Stanisława Pyjasa, jest tyle wart co kłamstwo, że Potocka znała Pyjasa i naszą grupę - zareagował Sonik. 

Jako koronny dowód na śmierć Pyjasa z rąk funkcjonariuszy tajnej policji, poseł przedstawił wyniki sekcji zwłok przeprowadzonej  w Zakładzie Medycyny Sądowej w Krakowie. Raport podpisał prof. Zdzisław Marek, wówczas kierownik instytucji. 

- Kolejne kłamstwo Czuchnowskiego w tekście o śmierci Pyjasa. Jakoby biegli uznali, iż to upadek z wysokości był przyczyną śmierci. Poniżej opinia prof. Z. Marka, który podpisał raport z sekcji - podkreślił Sonik. 

Krakowski poseł KO nazwał też "obrzydliwością" sugestię, jakoby środowisko dawnego SKS-u wypromowało się na śmierci Pyjasa. 

- W 1977 roku stanęliśmy w obliczu śmierci Stanisława Pyjasa, który był szczuty anonimami, w których wzywano do rozprawienia się z nim. Dlatego złożyliśmy do prokuratury pismo, w którym domagaliśmy się poszukiwania sprawców anonimów. Był inwigilowany, jego rodzice byli wzywani do rektora, który ostrzegał ich, że wszystko może się zdarzyć. Był człowiekiem osaczonym, tak jak my wszyscy - powiedział Sonik portalowi wpolityce.pl. 

- Potem zginął, bezpieka napisała zaraz po jego śmierci notatkę, że zginął przez upadek ze schodów. Biegli to wykluczają i stanęliśmy w obliczu matactwa śledztwa przez bezpiekę. Protestowaliśmy przeciwko temu - podkreślił. 

- Domagaliśmy się wyjaśnienia okoliczności śmierci Stanisława Pyjasa. Zaraz po jego śmierci nie pozwolono nam nawet wydrukować nekrologu, nie pozwolono wpisywać w protokoły przesłuchań, że byliśmy inwigilowani przez SB itd. Twierdzenie teraz, że zbudowaliśmy coś na micie śmierci Stanisława Pyjasa, jest po prostu obrzydliwe - przekazał były opozycjonista w rozmowie z wpolityce.pl. 

GW

Lubię to! Skomentuj64 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura