Warzecha o nowych przepisach drogowych: Fatalne! Pójście za modą, bez żadnej refleksji

Nowe przepisy wywołały kontrowersje. Fot. PAP
Nowe przepisy wywołały kontrowersje. Fot. PAP
Jedyne, co się zmieni to to, że w sądach będą niekończące się rozprawy na temat tego, czy pieszy na przejście wkraczał, czy nie. Zyskają na tym producenci kamerek samochodowych. Oczywiście, dużo łatwiej jest uchwalić nowe przepisy, niż przeprowadzić audyt nie kilkuset, a wszystkich przejść dla pieszych w Polsce i zmienić infrastrukturę tak, by była bezpieczniejsza – mówi Salonowi 24 Łukasz Warzecha, publicysta m. in. „Do Rzeczy” i Onet.pl.

Weszły w życie nowe przepisy drogowe, mające podnieść bezpieczeństwo na drogach. Przede wszystkim pieszy zbliżający się do przejścia ma mieć pierwszeństwo…

Łukasz Warzecha: Nie, nie, bądźmy precyzyjni! Pomysł, by pierwszeństwo miał pieszy zbliżający się do przejścia był postulatem lewicy, ostatecznie jednak ma być tak, że pierwszeństwo ma mieć pieszy wkraczający na przejście, a nie znajdujący się na nim, jak było dotychczas. I oczywiście wg mnie jest to rozwiązanie fatalne.

Dlaczego?

Po pierwsze, rzeczywistość nie zmienia się od uchwalania ustaw. A takie myślenie w Polsce dominuje, szczególnie u przedstawicieli obecnego rządu. I widać to właśnie na przykładzie nowych przepisów drogowych. To pójście za pewną modą, kompletnie bez refleksji nad rzeczywistością. Były rożnego rodzaju raporty, w tym raport Najwyższej Izby Kontroli, kilka lat temu, czy raport Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, dotyczący przejść dla pieszych. Zbadano w nim 682 przejścia, a brak uwag był tylko do jedenastu przejść. Najwięcej krytycznych uwag dotyczył widoczności, zarówno pieszych, jak i kierowców. I teraz nowe prawo nakłada na kierowców nowe obowiązki, natomiast kompletnie nie ma zajęcia się infrastrukturą. Przecież jeżeli wychodzi polityk i mówi, że przepisy będą chronić pieszych, to ma na myśli pieszego, który był na przejściu i potrącił go samochód. Rzecz w tym, że przepisy mające chronić pieszych już są i z jakichś powodów nie działają. To skąd przekonanie, że zaczną działać, gdy wprowadzimy kolejne?

Zwolennicy nowych przepisów uważają, że właśnie dlatego, że przepisy były zbyt mało restrykcyjne, dochodziło do wypadków, teraz ma się to zmienić?

Jedyne, co się zmieni to to, że w sądach będą niekończące się rozprawy na temat tego, czy pieszy na przejście wkraczał, czy nie. No, chyba, że pieszy był już na przejściu, wtedy sprawa jest jasna. Ale tu będą rozważania co oznacza wkroczenie na przejście, czy w danym wypadku do wkroczenia na przejście faktycznie doszło, czy też nie. Jak już mówiłem – zyskają na tym producenci kamerek samochodowych. Oczywiście, dużo łatwiej jest uchwalić nowe przepisy, niż przeprowadzić audyt nie kilkuset, a wszystkich przejść dla pieszych w Polsce i zmienić infrastrukturę tak, by była bezpieczniejsza. Jest jeszcze jeden problem.

Jaki?

Jest wiele dróg w terenie niezabudowanym, gdzie prędkość maksymalna jest ograniczona do 90 kilometrów na godzinę, a na przejściu jest to zmniejszenie prędkości do 70 km na godzinę, choć i to nie zawsze. I wychodzi na to, że teraz kierowca jadący taką ulicą w praktyce będzie musiał zatrzymać się przed każdym przejściem.

Tu jest też inny problem – premier Mateusz Morawiecki wprost dowartościował rowerzystów. I ok. Ale jeśli mamy chronić najsłabszych uczestników ruchu drogowego, to są nimi piesi. Tymczasem dochodziło już do chamskich zachowań rowerzystów w stosunku do pieszych, w Warszawie nawet do śmiertelnego potrącenia, są piesi skarżący się na rowerzystów jeżdżących chodnikiem. Tymczasem są środowiska, które ostro krytykują kierowców, jednocześnie nie dostrzegając problemu w przypadku rowerzystów?

Znów się czuję spełnionym prorokiem. Już kilkanaście lat temu krytykowałem strategię „Gazety Wyborczej”, czy nawet „Gazety Stołecznej”, polegającej na szczuciu na kierowców i robieniu z rowerzystów świętych krów. I proszę – mamy 2021 rok i grupę uczestników ruchu drogowego, będącą zagrożeniem dla pieszych, ale też dla kierowców, a od której nie wymaga się nawet znajomości przepisów drogowych. Rowerzystom wpojono, że są świętymi krowami. Żeby było jasne, ja jestem zwolennikiem rozwiązań liberalnych. Jeśli pieszy chce przechodzić nie na przejściu dla pieszych, to niech ma do tego prawo, nie musi od razu łapać go milicjant niczym w filmie „Nie lubię poniedziałku”. Ale jeśli zostanie przejechany – to jest ewidentnie jego wina. I tak samo z rowerzystami – nie jestem za tym, by zakazywać im przejeżdżania przez przejście dla pieszych. Ale nie może być tak, że jest uprzywilejowany. Kodeks drogowy jest wobec rowerzystów stosowany rzadko, a jeśli już to na zasadzie łapanek i zupełnie bez sensu. Problemem czasem nie są sami rowerzyści, ale absurdalne kształtowanie miejskiej infrastruktury.

To znaczy?

Gdy jeżdżę po Śródmieściu Warszawy to dostrzegam, że nagromadzenie przejazdów rowerowych, specjalnych pasów dla rowerów, śluz rowerowych powoduje, że rowerzyści korzystają z tego, co im przygotowano i jest o milimetr od wypadku nie z winy kierowcy. Bo przyjęto, że kierowca widzi wszystko i ma w dodatku moce przewidywania wszystkiego co się stanie. To są niebezpieczne rozwiązania, które są wprowadzane wyłącznie z powodów ideologicznych. Tymczasem jeżeli nie można wprowadzić rozwiązań w postaci drogi rowerowej poza jezdnią, to jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest dopuszczenie rowerzystów do ruchu po jezdni z takimi samymi prawami i obowiązkami jakie wymagane są od kierowców.

Rozmawiał Przemysław Harczuk

CZYTAJ TEŻ: 

Kierowco! Zmieniły się przepisy. Co nowego?

Jan Śpiewak: Prawo dla piratów musi być ostre, edukacja to za mało. Czas na wyższe mandaty


Lubię to! Skomentuj43 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości