"Życie przeleciało mi przez palce". Pielęgniarki właśnie wróciły z wojny

Pięlegniarka na oddziale coidowym, fot. PAP/Andrzej Grygiel
Pięlegniarka na oddziale coidowym, fot. PAP/Andrzej Grygiel
To, czego doświadczyły pielęgniarki przez ostatnie półtora roku, nie można porównać z niczym, co wcześniej przeżywały. Tylko z wojną. Pielęgniarki właśnie wróciły z wojny. A wojna to stres, działanie i akcja, bez chwili na przemyślenia. Czas na refleksję pojawił się dopiero teraz, gdy trzecia fala ustąpiła. I ta refleksja nie jest ani trochę optymistyczna. Reportaż Marianny Fijewskiej.

"Jak żebracy prosimy o szacunek i godne zarobki"

W połowie maja na jednej z największych grup internetowych poświęconych pielęgniarkom pojawił się wpis Ewy, która ostatnie lata przepracowała na dwóch etatach. Aż wreszcie zrezygnowała.

„Z końcem kwietnia postanowiłam zrezygnować z dodatkowej pracy i nagle mam czas. Na czytanie książek, pracę w ogrodzie, spacery po lesie, rower i inne przyjemności, które odkładałam „na kiedyś”. Mam czas na spotkania ze znajomymi, choć mało ich zostało (…). W międzyczasie dzieci dorosły, małżeństwo się posypało, bo budowanie relacji wymaga czasu”.

W drugiej części swojego wpisu Ewa apeluje do środowiska pielęgniarskiego. „Jak żebracy prosimy o szacunek i godne zarobki, ale czy żebraka ktoś szanuje w dzisiejszym świecie? (…) Zamiast dobijać się w dwóch, trzech czy pięciu miejscach pracy za 25 zł za godzinę, dajcie sobie czas. Wystarczyłoby na dwa miesiące zrezygnować z dodatkowych fuch, by system sam się zaorał. Bez żebrania. Żeby ktoś nas szanował, musimy zacząć szanować sami siebie. Życzę wam dużo czasu, bo pieniądze to nie wszystko”.

Refleksja pielęgniarki, która postanowiła pozostać wyłącznie w jednym miejscu pracy, wywołała w środowisku bardzo dużo emocji. Pod wpisem Ewy pojawiło się ponad sto komentarzy. Wiele pielęgniarek wyznało, że w ostatnich tygodniach również zdecydowało się zrezygnować ze znacznej części obowiązków bądź przejść na emeryturę.

„Pracowałam po 36 godzin, życie przeleciało mi przez palce, dzieci dorosły, a ja tak naprawdę ich nie znam. Teraz buduję relacje na nowo, może się uda” - napisała Barbara. „Mam podobne doświadczenia” - dodała Ewelina- „Żadne pieniądze nie są warte przemijającego czasu, chwil, które minęły bez nas, bo byłyśmy po 400 godzin w pracy. Domownicy mają wspomnienia, zdjęcia z miejsc, które odwiedzili, niestety nas na tych zdjęciach nie ma”, „Jeśli nie zaczniemy szanować samych siebie, swojej rodziny i czasu jej poświęcanego, to nigdy nic się nie zmieni. My nie potrzebujemy dorabiać, a godnie zarabiać” - skwitowała Marta.

image

Czy można tęsknić za frustracją?

Kolejną z osób entuzjastycznie odnoszących się do wpisu pani Ewy jest Julia, pielęgniarka z 6-letnim stażem po studiach magisterskich i specjalizacji anestezjologicznej, która, mimo ośmiu lat poświęconych na kształcenie, właśnie z zawodu rezygnuje. Jak nam mówi - każdego dnia traciła młodość, relacje z ważnymi ludźmi i zdrowie.

- Jestem młodą pielęgniarką, ale wiem, jakie są moje potrzeby i uświadomiłam sobie, że czas jest dla mnie droższy niż 20 lub 25 zł za godzinę, jest droższy niż przebijanie się przez betony, które nie są gotowe na zmiany. Mój czas i wysiłek są droższe od prób pogodzenia się z brakiem szacunku dla pielęgniarek ze wszystkich stron - mówi Julia i dodaje, że zawsze marzyła o pracy pielęgniarki, ale gdy weszła do zawodu, bardzo szybko zderzyła się z rzeczywistością i zrozumiała, że w medycznym środowisku pielęgniarki, mimo 5-letnich studiów i wielu dodatkowych kursów, są traktowane jako gorsze i zasługujące na bardzo niskie wynagrodzenie. To właśnie z powodu niewielkiej pensji Julia, jak wiele jej koleżanek, podjęła pracę na drugim etacie.

- Potrzebowałam dużo czasu, żeby zdać sobie sprawę, jak bardzo szkodzi mi praca na dwóch etatach. Nieprzespane noce, stres, zaniedbane relacje z bliskimi… I nagle przyszedł taki moment, w którym zrozumiałam, że ja po prostu nie muszę tego robić. To dało mi wielką ulgę.

Julia zaczęła przekwalifikowywać się w kierunku innej profesji i kategorycznie zmniejszyła liczbę szpitalnych dyżurów. Jak mówi, nie może doczekać się momentu, gdy całkowicie opuści stare miejsce pracy. - Czy będę tęsknić za pielęgniarstwem? Może za ludźmi, z którymi współpracowałam i nawiązałam dobre relacje, ale za niczym innym. Bo czy można tęsknić za ciągłym zmęczeniem, frustracją, nadmiarem obowiązków i upokorzeniami?

Powrót z wojny i mechanizm wycofania

Dorota Uliasz jest psychologiem oraz coachem w zakresie skutecznej komunikacji z pacjentem, zarządzania emocjami i stresem. Specjalistka pracuje m.in. na linii wsparcia, która powstała z ramienia Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych. Jak mówi, coraz częściej obserwuje głębokie zwątpienie wśród personelu pielęgniarskiego.

- Moje podopieczne w czasie pandemii pracowały po 400 godzin w skali miesiąca, gnały ze szpitala do szpitala, narażając własne życie i relacje z bliskimi. Ponadto nieustannie były otoczone widokiem śmierci. To, czego doświadczyły przez ostatnie półtora roku, nie można porównać z niczym, co wcześniej przeżywały. Tylko z wojną. Pielęgniarki właśnie wróciły z wojny. A wojna to stres, działanie i akcja, bez chwili na przemyślenia. Czas na refleksję pojawił się dopiero teraz, gdy czwarta fala ustąpiła - mówi specjalistka i dodaje, że refleksja ta ani trochę nie jest optymistyczna. Część kobiet spojrzało wstecz, nie tylko na półtora roku pandemii, ale na ostatnie 10, 20 czy 30 lat swojej pracy i zrozumiało, jak wiele poświęciło i jak mało dostało w zamian.

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo