Lekarz analizuje atak serca Eriksena. "Być może choroba wieńcowa albo nadkrzepliwość"

Moment zasłabnięcia Christiana Eriksena w meczu Dania-Finlandia. Fot. PAP/EPA
Moment zasłabnięcia Christiana Eriksena w meczu Dania-Finlandia. Fot. PAP/EPA
- Z każdą minutą zmniejsza się o ok. 10 proc. szansa uratowania pacjenta w czasie ataku serca. Po 10 minutach jest tak naprawdę już po wszystkim - komentuje akcję ratunkową po zasłabnięciu Christiana Eriksena prof. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego.

Co mogło doprowadzić do ataku serca Christiana Eriksena podczas meczu Dania-Finlandia?

Prof. Grzegorz Gielerak: Być może była to choroba wieńcowa, zwana też chorobą niedokrwienną serca. Inną przyczyną takich dramatów jest korzystanie z używek. Niektóre środki zażywane przez sportowców powodują nadkrzepliwość krwi, co w efekcie wywołuje atak. Jeżeli Eriksen nie odniósł kontuzji, nie zderzył się z rywalem w trakcie gry, to dostrzegam takie możliwe przyczyny. 

Czy przechorowanie COVID-19 może prowadzić do nagłych ataków serca?

Tak. Obserwujemy takie przypadki w ciągu trzech miesięcy od wystąpienia choroby i to zdecydowanie u młodych osób. Dochodzi do tego wykrzepianie wewnątrznaczyniowe, bardzo dotkliwe, wręcz koszmarne. 

W czasie programu na żywo TVP Sport jeden z dziennikarzy sugerował, że dramat Eriksena to wina federacji piłkarskich: zawodnicy są przeciążeni, rozgrywają mecze co 3 dni. 

Żeby to ocenić, musielibyśmy poznać dokładną przyczynę zasłabnięcia: czy była to szybka arytmia komorowa? I wówczas częsta gra na tym poziomie doprowadza do zaburzeń jonowych z niskim potasem i magnezem, a dodajmy do tego, nie daj Boże, lek przeciwhistaminowy, który - przy dużej dawce pecha - może wywołać śmiertelną arytmię serca. Lekarze muszą zapoznać się - i pewnie już to zrobili - z zapisem EKG Eriksena, czy pojawiły się tam cechy niedokrwienia, czy jednak jest to, o czym rozmawiamy? Znam natomiast przypadki umierających 20-kilkulatków z powodu zawałów. 

Prof. Jarosław Pinkas zwrócił uwagę, że powinniśmy ratować ludzkie życie. Wielu z nas zastanawia się, czy może zaszkodzić bardziej niż pomóc. 

Absolutnie zgadzam się z przedmówcą. W przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej automatycznych defibrylatorów, to bardzo dobry znak. One powinien obsłużyć każdy na podstawie komend głosowych z urządzenia. Z każdą minutą zmniejsza się o ok. 10 proc. szansa uratowania pacjenta w czasie ataku serca. Po 10 minutach jest tak naprawdę już po wszystkim. Nie jesteśmy w stanie nikomu zaszkodzić, chyba, że nie podejmiemy akcji ratunkowej. Pamiętajmy, że trzeba utrzymać krążenie, nie musimy wentylować pacjenta. 

Rozmawiał Grzegorz Wszołek 

Lubię to! Skomentuj72 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport