Fundusz Sprawiedliwości. "Ciężko uwierzyć, że prokuratura Ziobry zbada zarzuty NIK"

Konferencja Najwyższej Izby Kontroli Fot. PAP/Tomasz Gzell
Konferencja Najwyższej Izby Kontroli Fot. PAP/Tomasz Gzell
Są bardzo poważne zarzuty, na przykład między słowami na konferencji była mowa o nielegalnym przekazaniu pieniędzy do CBA. Chodzi o 20 milionów złotych, które miały być przekazane na słynny system Pegasus do inwigilacji telefonów. Część zarzutów dotyczy czasów jeszcze sprzed kadencji Mariana Banasia. A więc raczej są wiarygodne. Tam, gdzie pokrywa się z dziennikarskimi doniesieniami, jestem skłonny w te doniesienia uwierzyć. W pozostałych przypadkach jest to ciężkie do zweryfikowania. Bo Banaś toczy wojnę z Ziobrą, a nie możemy liczyć, że zależna od Ziobry prokuratura rzetelnie sprawę tę zbada – mówi Salonowi 24 Andrzej Stankiewicz, publicysta, wicenaczelny Onet.pl.


Najwyższa Izba Kontroli znów ujawniła informacje o Funduszu Sprawiedliwości. Wcześniej mówiło się, że z tymi dokumentami prezes NIK poczeka. Na ile to, co usłyszeliśmy, uderza to w formację rządzącą i Zbigniewa Ziobro?

Andrzej Stankiewicz: Proszę zwrócić uwagę, że Marian Banaś nie wystąpił sam, ale posłużył się urzędnikami. A więc chce, aby wyglądało to bardziej wiarygodnie, nie jako osobista zemsta. On zawsze tak robi – podobnie było z konferencją w sprawie wyborów kopertowych. W ten sposób trudniej uderzyć w wiarygodność Najwyższej Izby Kontroli. Natomiast co do samego Funduszu Sprawiedliwości wiele rzeczy, które zaprezentował Marian Banaś były już opisywane przez dziennikarzy. On to w dużej mierze potwierdza. Głównym zarzutem wobec funduszu było to, że został on przekształcony w fundusz polityczny.

Przeczytaj też:

W jakim sensie?

Wiadomo, że Solidarna Polska mimo umów w ramach koalicji Zjednoczonej Prawicy nie otrzymała wsparcia z budżetu państwa – PiS się z koalicjantami nie podzielił. I w Funduszu Sprawiedliwości działo się źle, bo stał się on zapleczem Solidarnej Polski. Pieniądze zamiast do ofiar przestępstw, osób pokrzywdzonych, trafiały do organizacji kojarzonych z politykami, głównie partii Zbigniewa Ziobry oraz do instytucji działających w okręgach, w których działali politycy Solidarnej Polski. To było wielokrotnie opisywane, to co ujawnił Banaś stanowi tego potwierdzenie. A zarzuty są bardzo poważne.

Tak, ale Banaś ma interes, żeby podważyć wiarygodność Zbigniewa Ziobry, co w jakimś sensie podważać może wiarygodność tych ustaleń?

Tu pełna zgoda, sam byłem świadkiem tego, że w NIK toczyła się wokół tego raportu pewna gra. Ale też pamiętajmy, że po pierwsze – ustalenia Izby powielają doniesienia dziennikarzy. Po drugie tam są bardzo poważne zarzuty, na przykład między słowami na konferencji była mowa o nielegalnym przekazaniu pieniędzy do CBA. I to zostało odkryte podczas kontroli jeszcze za kadencji Krzysztofa Kwiatkowskiego, poprzedniego prezesa NIK. Przypomnę, że 20 milionów złotych zostać miało przekazane słynny system Pegasus do inwigilacji telefonów. Część zarzutów dotyczy czasów jeszcze sprzed kadencji Mariana Banasia. A więc raczej są wiarygodne. Tam, gdzie pokrywa się z dziennikarskimi doniesieniami, jestem skłonny w te doniesienia uwierzyć. W pozostałych przypadkach jest to ciężkie do zweryfikowania.

Dlaczego?

Bo z jednej strony, nie możemy mieć pełnej wiary w NIK, bo mamy świadomość, że Marian Banaś walczy o życie. I prowadzi wojnę z formacją rządzącą i Zbigniewem Ziobrą. Z drugiej strony nie możemy mieć żadnej gwarancji, że podlegająca Zbigniewowi Ziobrze prokuratura w pełni niezależnie i rzetelnie zbada sprawę ujawnionych nieprawidłowości, na przykład dotyczących wspierania fundacji w Opolu, która miała zarabiać jakąś ogromną kasę. Zdaniem NIK było to podejrzane. I mamy dwóch ludzi, którzy mają interes w tym, żeby instytucje im podlegające tłukły się między sobą. I NIK mówi, że doszło do „mechanizmów korupcjogennych” – a więc nawet nie korupcji, ale mechanizmów korupcję umożliwiających. I nie mogę ani ufać NIK-owi, ani temu, że prokuratura Ziobry to zbada. To czyni mnie trochę bezbronnym, bo żeby określić czy te zarzuty są prawdziwe, należy oprzeć się głownie na materiałach prasowych. A wynika z nich, że po prostu Fundusz Sprawiedliwości służył dojeniu kasy przez polityków Solidarnej Polski. Co do pozostałych zarzutów nie ma pewności. Obie strony są nie do końca wiarygodne. I to tylko dowodzi tego, jak ważne jest by instytucje były niezależne od polityków.

Przeczytaj też:

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka