Dla właściciela stołecznego klubu Dariusza Mioduskiego nie ma nawet znaczenia fakt, że legioniści znakomicie radzą sobie w Lidze Europy i po dwóch wygranych z rzędu prowadzą w grupie. Trwa gorączkowe poszukiwanie nowego trenera. Jednak wbrew medialnym doniesieniom są bardzo małe szanse na to, by Michniewicza zastąpił były selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek.
Czytaj też: Legia Warszawa przegrywa z Lechem Poznań 0:1. Już nie uda się dogonić rywala
Zwolnienie Michniewicza to kwestia czasu?
Paradoksalnie, słabsze wyniki drużyny właścicielowi klubu mogą być na rękę, bo Dariuszowi Mioduskiemu z Czesławem Michniewiczem nigdy nie było specjalnie po drodze. Prezes uwielbia błyszczeć w światłach fleszy, a cieszący się zasłużoną sympatią dziennikarzy trener, ten blask przełożonego mocno przyćmił. Jest właściwie przesądzone, że pan Czesław straci robotę. Jego jedynym sprzymierzeńcem jest już tylko czas. A właściwie jego brak, bo Legia gra co trzy dni i nowy trener nie miałby kiedy poznać zawodników i ustawić drużyny po swojemu.
Zdaniem wielu fachowców zwolnienie trenera byłoby kosztownym i koszmarnym błędem właściciela CWKS-u, bo Michniewicz to obecnie ścisła czołówka najlepszych polskich trenerów. I nie zmienia tego nawet fakt, że Legia w Ekstraklasie spisuje się koszmarnie. Warszawianie mają co prawda do rozegrania dwa zaległe spotkania, ale i tak nie przystoi by mistrzowie zajmowali zaledwie piętnaste miejsce w tabeli i tracili do liderującego Lecha Poznań aż 15 punktów. Według zorientowanych właśnie porażka z Kolejorzem na własnym boisku miała przypieczętować los Czesława Michniewicza. Tak mocno rozeźliła Mioduskiego, że ten podjął decyzję o zmianach w sztabie szkoleniowym.
Czytaj też: Co się dzieje z Legią? Cień Czerczesowa w przedpokoju i zatrucie Europą
Na pewno nie Brzęczek
W kontekście ewentualnych następców obecnego trenera Legii wymienia się najczęściej Jerzego Brzęczka. Jednak z naszych informacji wynika, że są znikome szanse na to, by były selekcjoner trafił na Łazienkowską. Z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że po przygodzie z reprezentacją Brzęczek ma fatalne notowania w mediach. A Dariusz Mioduski jest bardzo czuły na kwestie PR. Poza tym ze względu na osobę siostrzeńca - Jakuba Błaszczykowskiego, udziałowca Wisły Kraków, ex-trener kadry jest mocno kojarzony z Białą Gwiazdą, co już u progu rozmów dyskredytuje go jako kandydata na opiekuna klubu ze stolicy.
Zatem kto jeśli nie Brzęczek? Kilka lat temu Dariusz Mioduski był wielkim zwolennikiem talentu i osiągnięć Adama Nawałki. Trener, który w 2016 roku doprowadził Polskę do ćwierćfinału mistrzostw Europy, a dwa lata później awansował na mundial w Rosji, od marca 2019 roku jest bez zajęcia i pewnie przystałby na ofertę pracy z Warszawy.
Z polskich szkoleniowców w grę wchodziliby jeszcze ewentualnie zwolniony kilka tygodni temu z Lechii Gdańsk Piotr Stokowiec i twórca sukcesów Rakowa Częstochowa Marek Papszun. Ale pierwszego eliminuje trudny charakter, który wypominają mu byli podopieczni, min. Sławomir Peszko i Błażej Augustyn, a za drugiego trzeba by klubowi spod Jasnej Góry zapłacić liczoną w milionach złotych rekompensatę.
Czytaj też: Legia upolowała Lisy
Nieosiągalny Sousa
Serwis TVP Sport podał, że Dariusz Mioduski marzy o zatrudnieniu Paulo Sousy. Tyle, że Portugalczyk do końca eliminacji mistrzostw świata jest związany umową z PZPN, a jako że nasza reprezentacja ma realne szanse na awans do baraży o mundial i sam wyjazd na MŚ do Kataru, to należy przypuszczać, że umowa z selekcjonerem zostanie przedłużona. Poza tym problemem w angażu Sousy mogą być bardzo wysokie zarobki. Jaki trener kadry Polski co miesiąc kasuje on około 100 tysięcy euro, a to kwota, która znacznie przekracza możliwości stołecznego klubu.
W grze wciąż pozostaje natomiast Stanisław Czerczesow, który po ostatnim Euro został zwolniony z funkcji trenera Rosji. Osetyniec był w Moskwie na meczu Legii ze Spartakiem, oraz na treningu warszawian w Polsce, a w Rosji spotkał się z właścicielem klubu. Czerczesow z sentymentem wspomina pracę w Warszawie, gdzie w 2015 roku zdobył mistrzostwo i Puchar Polski i pewnie skorzystałby z okazji żeby ponownie przejąć stery w drużynie Legii.
Choć wszyscy, lub prawie wszyscy, wymienieni trenerzy, to nieźli fachowcy, to przy ewentualnej zmianie szkoleniowca szefowie mistrzów Polski powinni się poważnie zastanowić, czy w ogóle ma ona sens? Bo tak naprawdę po co zamieniać świetnego szkoleniowca jakim jest Michniewicz, na trenera o zbliżonych umiejętnościach? Może najlepszym wyjściem byłoby dać obecnemu coachowi czas na opanowanie ligowego kryzysu. W poprzednich klubach Michniewicz pokazał przecież, że potrafi wyprowadzać z kłopotów prowadzone przez siebie drużyny.
Piotr Dobrowolski
Czytaj też:



Komentarze
Pokaż komentarze (2)