Bo pieniądz w Polsce musi być tani

Bo pieniądz w Polsce musi być tani.
Bo pieniądz w Polsce musi być tani.
Najnowsze podwyżki stóp procentowych to zła wiadomość. Zyski z tego wątpliwe, a koszty spore i do bólu realne. Oby nie było następnych podwyżek ceny pieniądza w Polsce.

Wyższe stopy to także zła wiadomość dla rządu. Ich wzrost oznacza bowiem także wzrost kosztu obsługi długu polskiego państwa. Widać to już po rentowności obligacji skarbowych. Oczywiście „pancerni” antyPiSowcy ze szkoły Balcerowicza będą wam wmawiać, że to nareszcie tak długo przez nich wypatrywany dowód na „nadchodzące bankructwo państwa”. Bądźmy jednak poważni. Po prostu wyższe stopy sprawiają, że część inwestorów przesuwa swoje pieniądze z rynku obligacji do prywatnego sektora bankowego. Bo (dzięki wyższej stopie) trzymanie pieniądzy w sektorze finansowym stanie się dla nich znów bardziej opłacalne. To z resztą jeden z głównym powodów, dla których finansiści lubią wysokie stopy.

Zobacz: Janusz Kowalski mocno o Tusku. “Nie spodziewam się niczego dobrego”

Wysokiej stopy nie lubią za to rządy. A to dlatego, że zawęża się ich pole manewru rządu. Dla polskiego rządu ta zmiana przychodzi w trudnym momencie gry o suwerenność z Unią (dadzą czy nie dadzą pieniądze na Fundusz Odbudowy). A dwa - rośnie nam zagrożenie, że nadejdzie kolejna fala covid-19. W związku z czym jakaś część opinii publicznej zaraz zażąda kolejnego lockdownu. Który to lockdown będzie wymagał nowych tarcz. A tarcze finansowane są właśnie zwiększonym długiem publicznym.

To wszystko składa się na cenę. Cenę, którą płacimy za wyższe stopy i droższy pieniądz. Oczywiście bankowcy i zakumulowany kapitał się z tych zmian zadowoleni. Im płaca minimalna od kapitału (bo tak też można stopy procentowej nazwać) właśnie urosła. Ale przecież akurat obecną Rada Polityki Pieniężnej trudno oskarżyć o jaką nadmierną miętę do branży finansowej.

Pamiętajmy, że we współczesnej gospodarce bank centralny jest odpowiedzialny nie tylko za ceny. Ale także ze inne rzeczy składające się na dobrobyt szerokich mas społecznych. To znaczy za poziom bezrobocia, za płace, za wzrost gospodarczy. Od paru lat wydaje się, że czasy, gdy w twierdzy przy ul. Świętokrzyskiej znajdował się bunkier neoliberalnego myślenia o świecie, dawno już minęły. Miejmy nadzieję, że to się nie zmieni.

W tym sensie ja kolejnych podwyżek stopy nie wypatruję z wytęsknieniem. Przeciwnie. Boję się ich. A wy?

Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj104 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka