„Róża Thun? Dziwi, jakim cudem wygrywa wybory. Transfer do Hołowni bez znaczenia”

Róża Thun w Parlamencie Europejskim, fot. europa.eu
Róża Thun w Parlamencie Europejskim, fot. europa.eu
Różę Thun obserwuję od lat. Konkurowałem z nią w wyborach do Parlamentu Europejskiego i od tego czasu nie mogę się nadziwić, jakim cudem ona wygrywa kolejne wybory! - mówi Salonowi 24 prof. Kazimierz Kik, politolog, Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Eurodeputowana Róża Thun przystąpiła do Polski 2050 Szymona Hołowni. Jakie znaczenie ma ten transfer?

Prof. Kazimierz Kik: Moim zdaniem nie ma większego znaczenia. To oczywiście przyzwoita i wartościowa kobieta, ale do nowej formacji wiele nie wniesie. Może mieć to raczej związek z jej obawami o znalezienie się na liście PO. Być może powodem są nowe porządki robione przez Donalda Tuska. Pani Róża Thun być może poczuła się zagrożona? A miejsce w Parlamencie Europejskim to coś, do czego na pewno można się przyzwyczaić...

Przeczytaj też:

Lotto zagra w kosza o medal w Paryżu

NBP upamiętnia Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego banknotem kolekcjonerskim i złotą monetą

Pani Thun to polityk bardzo mocno liberalny.  Do Polski2050 przychodzą także politycy lewicy, czy bardziej konserwatywni, jak Paweł Zalewski, czy Wojciech Maksymowicz z Porozumienia. Czy taki eklektyzm może tej nowej formacji pomóc, czy zaszkodzić?

Na krótką metę pomoże niewiele. Na dłuższą nawet zaszkodzi. Pomóc by mógł na etapie tworzenia partii, na zasadzie: oto powstaje partia środka, ściągająca wyraziste postacie. Ale pamiętajmy, że taka partia po ewentualnym sukcesie musiałaby tworzyć jakiś program, plan działania, wchodząc na przykład w koalicje. Przy takich różnicach to byłoby trudne.

No ale sam Pan mówi, że w kontekście budowania formacji, jeszcze przed wyborami, tak wyraziste postacie z różnych stron mogłyby pomóc...

Mogłyby pomóc, gdyby faktycznie były to osobowości, ludzie o wielkim dorobku i mogący porwać tłumy. Do Hołowni przychodzą zaś nie liderzy, ale outsiderzy. Ludzie przegrani w swoich środowiskach.

Róża Thun była przecież prominentną działaczką, z mocno liberalnego nurtu?

Ale ja panią Thun obserwuję od lat. Konkurowałem z nią w wyborach do Parlamentu Europejskiego i od tego czasu nie mogę się nadziwić, jakim cudem ona wygrywa kolejne wybory! Ona była zawsze „po linii i po bazie” w PO. Pod tym względem zaskakuje, że coś nie zaiskrzyło teraz i odchodzi. Ale też była zawsze liberalną populistką. A populizm wśród liberałów jest dość rzadko spotykany.

Na czym polegać miałby ten „liberalny populizm”, jak Pan go określił?

Prosty przykład. Był rok 2004. Braliśmy udział w debacie. I nie miałem szans wobec tego, co pani Thun głosiła. Powiedziała na przykład o dwóch drogich w utrzymaniu siedzibach Parlamentu Europejskiego. I obiecała wtedy, że gdy zostanie europosłem, to sprawi, że jedna z tych siedzib zostanie sprzedana. A pieniądze z transakcji trafią do województwa małopolskiego. Minęło 17 lat. Słyszał ktoś w ogóle o sprzedaży siedziby europarlamentu, czy to w Strasburgu, czy Brukseli, a tym bardziej o daniu pieniędzy z takiej transakcji na jakiś polski region? - No nie. Bo to był właśnie populizm w czystej formie. Ale jak widać po wynikach wyborów, ten populizm podobał się wyborcom.

Czy wobec ostrej polaryzacji taka partia środka, jaką proponuje Szymon Hołownia nie jest jednak alternatywą dla ludzi zmęczonych konfliktem dwóch głównych ugrupowań?

Nie sadzę, by mogła być alternatywą, co nie znaczy, że wśród Polaków nie ma na taką formację zapotrzebowania. Przeciwnie – dla PiS nadchodzi czas kompromitowania się - takiego, jaki pod koniec władzy spotkał Platformę Obywatelską. I stopniowa, choć powolna utrata poparcia. Ale PO też nie będzie zyskiwać, a Tusk nie przysporzy jej wiarygodności. Wydaje się jednak, że raczej dojdzie do sytuacji, w której partie te będą tracić, ale zyskiwać ich kosztem nie będzie nikt. Bardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, ze dojdzie do dużego spadku frekwencji w wyborach. Poniżej 50 proc. Natomiast oczywiście ta walka o trzecie miejsce, w której gdzieś tam Hołownia się liczy, będzie mieć znaczenie. Bo ogromnym ryzykiem i niebezpieczeństwem w kontekście przyszłych wyborów są rządy jednej partii, która nie uzyska większości poparcia Polaków, ale uzyska większość w Sejmie dzięki ordynacji d’Honta. To bardzo niebezpieczne. Ważne jest, by była potrzeba tworzenia koalicji. By zwycięzca wyborów był zmuszony do zawarcia kompromisów, nie miał nieograniczonej władzy.

Przeczytaj tez: 

Ks. Cisło: Kościół gotowy na pomoc uchodźcom. Decyzja należy do rządu. Sytuacja tragiczna

Marsz Niepodległości będzie miał charakter państwowy

Dziś na granicy może dojść do oblężenia. "Jesteśmy na to przygotowani"


Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka