na zdjęciu: Wiceprezes PiS Mateusz Morawiecki (P) oraz prezydent Otwocka Jarosław Margielski (L) przed rozpoczęciem dyskusji "Przyszłość Polski w Europie" w ramach drugiej edycji wydarzenia ECR Kongres Młodych w Lubelskim Centrum Konferencyjnym, 28 bm. (a
na zdjęciu: Wiceprezes PiS Mateusz Morawiecki (P) oraz prezydent Otwocka Jarosław Margielski (L) przed rozpoczęciem dyskusji "Przyszłość Polski w Europie" w ramach drugiej edycji wydarzenia ECR Kongres Młodych w Lubelskim Centrum Konferencyjnym, 28 bm. (a

W PiS chwilowe zawieszenie broni. Na horyzoncie tli się już nowy konflikt

Redakcja Redakcja PiS Obserwuj temat Obserwuj notkę 1
Niemal przez tydzień Mateusz Morawiecki był policzkowany i poniewierany przez frakcję polityków skupionych wokół Jacka Sasina i Mariusza Błaszczaka. Chwilowo doszło do zawieszenia broni. Ale na horyzoncie tli się już nowy konflikt.

Zaczęło się od weekendowych informacji, że nowy program partii mają napisać Jacek Sasin, były szef MAP, oraz eurodeputowani Patryk Jaki i Tomasz Bocheński. Na liście zabrakło Mateusza Morawieckiego. Frakcja „maślarzy”, jak żartobliwie określa się grupkę polityków skupionych wokół Jacka Sasina, Tomasza Bocheńskiego i Patryka Jakiego. Grupa ta ma może liczyć na większe lub mniejsze wsparcie od stronników Mariusza Błaszczaka, Beaty Szydło i Elżbiety Witek. Każda z nich ma inny powód, by nie pałać miłością do byłego premiera. Wszyscy mają jednak wspólny cel – najchętniej widzieliby Morawieckiego poza PiS, albo – jakby miał już zostać w PiS – żeby był nieliczącym się politykiem.

Morawiecki podpadł też Jarosławowi Kaczyńskiemu. Dlatego szef PiS pozwolił pozostałym frakcjom na atak byłego premiera. – Kaczyński ma taki styl. Zarządza partią poprzez konflikt. Napuszcza jedną frakcję na drugą – opowiada wieloletni bywalec i świadek różnych ustawek na Nowogrodzkiej.


Namaszczony

By zrozumieć, co dzieje się na Nowogrodzkiej, trzeba się cofnąć aż do 2015 roku. W Polsce trwała wtedy kampania prezydencka. Kaczyński, bojąc się kompromitującej przegranej z Bronisławem Komorowskim, wystawił w wyborach szerzej nikomu nieznanego byłego urzędnika Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudę. Po serii kompromitujących wpadek i gaf Bronisława Komorowskiego tendencja zaczęła się jednak odwracać. Wybory ostatecznie wygrał Duda. Ale kampania wyborcza wypromowała też szefową jego sztabu Beatę Szydło. Stała się ona na tyle popularna, że jesienią 2015 roku, kiedy PiS wziął sejmową większość, Kaczyński zrobił z Szydło premiera. Szefową jej kancelarii została Ewa Witek. Do rządu wszedł też Mateusz Morawiecki, były prezes Santander Bank Polska. – Kaczyński był nim wręcz oczarowany. Nagle miał w partii człowieka, który nie tylko rozumiał, ale miał pomysł na polską gospodarkę – opowiada nam polityk PiS.

W rządzie zabrakło wtedy Jacka Sasina. Mimo że wołomiński polityk PiS zaliczał się do ścisłego kierownictwa partii, nie dostał żadnej teki. – Brak nominacji załatwił mu Mariusz Kamiński, który opowiadał, że Sasin zamieszany jest w aferę SKOK-u Wołomin. Na spotkaniach mówił wręcz o związkach z mafią – wspomina bywalec Nowogrodzkiej. Rząd Szydło przetrwał jednak dwa lata. Szybko okazało się, że błyszcząca podczas kampanii Dudy polityczka zupełnie nie nadaje się do prowadzenia rządu i polityki międzynarodowej. – Na unijnych salonach poruszała się jak słoń w składzie porcelany – wspomina jeden z naszych rozmówców. Tę nieporadność wykorzystał Mateusz Morawiecki. W tamtym czasie Kaczyński spędzał z nim dużo czasu. Morawiecki wisiał tylko na szefie PiS. Nie miał własnego zaplecza. Był sam. – Kaczyńskiemu imponowała jednak jego wiedza, elokwencja oraz to, że był zupełnie inny od tych działaczy, których miał. Kaczyński w końcu miał partnera do rozmów – twierdzi polityk PiS. Morawiecki też był zafascynowany rozmowami z Kaczyńskim. – I to wykorzystał. Mówił prezesowi, że trzeba odwołać Szydło, bo sobie nie radzi. Od razu zaproponował siebie – twierdzi nasz rozmówca. Słowo stało się ciałem. Jesienią 2017 roku Kaczyński wymienił Szydło na Morawieckiego. – Szydło i Witek nigdy mu tego nie zapomniały i zapowiedziały zemstę – opowiada polityk PiS. Morawiecki, wchodząc do rządu, został jednak przywitany dość chłodno. Nie spodobał się ówczesnemu koordynatorowi służb Mariuszowi Kamińskiemu i prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze. – Kamiński uważał go za bankstera. A jego myślenie było proste: bankster to złodziej i przekręt. Ziobro spostrzegł w Morawieckim człowieka, który może pokrzyżować mu plany w przejęciu schedy po Jarosławie Kaczyńskim – wspomina członek pierwszego rządu Mateusza Morawieckiego. Morawiecki tak zjednoczył Ziobrę i Kamińskiego, że ci w ukryciu przed premierem postanowili kupić Pegasusa – cyberbroń zdolną włamać się i wykraść zawartość niemal każdego telefonu, tabletu czy komputera. – Dziś tego nikt nie powie. Wszyscy będą zaprzeczać, ale Pegasus został kupiony do ataku na Morawieckiego. Teraz jest budowanie legendy, że zakupili to do walki z przestępcami. Dla Kamińskiego i Ziobry celem numer jeden był wtedy Morawiecki – twierdzi polityk PiS. I tak z Pegasusem pod ręką Kamiński i Ziobro zaczęli zbierać haki na Morawieckiego. To sprowadzi później na obu gniew samego Kaczyńskiego. Ale o tym później.


Anioł stróż

13 października, z Morawieckim na czele, PiS wygrywa wybory do Sejmu. Partia Kaczyńskiego znowu zyskuje samodzielną większość. Morawiecki zostaje premierem, ale dostaje do rządu anioła stróża. Do łask wrócił bowiem Jacek Sasin. Wołomiński polityk w nagrodę za lojalną służbę dostał od Nowogrodzkiej tekę ministra aktywów państwowych. Niemal z dnia na dzień wyrósł na człowieka, który ma wpływ na prawie wszystkie spółki Skarbu Państwa. Prawie, bo sektor wojskowy podlegał pod Mariusza Błaszczaka, ministra obrony narodowej. Sasin z miejsca stał się największym antagonistą Morawieckiego. Obaj najczęściej walczyli ze sobą za pomocą stołków w radach nadzorczych i zarządach spółek Skarbu Państwa. Raz wygrywał Morawiecki, raz Sasin. Z boku patrzył na to Kaczyński. Przeciwko Morawieckiemu zaczął też grać Błaszczak. Nie lubił premiera z tych samych powodów co Ziobro. Błaszczakowi marzy się scheda po Kaczyńskim. Zagrożeniem dla zrealizowania planów był i jest Morawiecki.

Walka z Kurskim

Przeciwko premierowi grał też Jacek Kurski, wtedy szef TVP, który powrót do realnej polityki zawdzięczał tylko temu, że publicznie pokajał się za zdradę. Pozycja Kurskiego wisiała od samego początku wyłącznie na Kaczyńskim. Kurski, by przetrwać w TVP, próbował też budować sojusze w oparciu o starych działaczy PiS.

Morawiecki próbował się odgryzać. Sojusznika znalazł w osobie prezydenta Andrzeja Dudy. W marcu 2020 roku udało im się nawet odwołać Kurskiego z funkcji prezesa TVP. – Kaczyński musiał skarcić Kurskiego, bo ten za bardzo się rozpychał. Musiał też wzmocnić Morawieckiego. W tamtym czasie wszystkim wydawało się, że Kurski jest nie do ruszenia. Ten strzał to był szok. Inni się przestraszyli – wspomina polityk PiS.

Trzy miesiące później Kurski jednak wrócił. W takich permanentnych konfliktach i wojnach podjazdowych rząd Morawieckiego przetrwał do 15 października 2023 roku. Tego dnia PiS wygrał wybory, ale nie był w stanie zbudować żadnej większości w Sejmie. W efekcie władzę przejął Donald Tusk i Koalicja 15 Października.


Haki na Morawieckiego

Nowa władza zapowiedziała rozliczenie PiS z ośmiu lat rządów. Jednym z najważniejszych śledztw okazało się to dotyczące Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, które zostało wszczęte na materiałach zebranych przez CBA w czasach rządów PiS. – Mateusz się połapał, że najważniejsze osoby w PiS polowały na niego i na jego ludzi. Niby coś tam wiedział, ale ostatecznie dotarło do niego, co się działo, kiedy prokuratura wystąpiła z listem gończym za Michałem K. – opowiadał nam rok temu polityk z otoczenia byłego premiera.

Michał K. kierował Agencją w latach 2021–2023. W sierpniu 2024 r. prokuratura ogłosiła, że jemu i Pawłowi S., twórcy marki Red is Bad, postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Michał K. uciekł do Londynu. Nim jednak prokuratorzy zaczęli ścigać byłego szefa RARS, wiosną 2024 roku w Polsce odbyły się wybory do Parlamentu Europejskiego. W nich Morawiecki ograł samego Kaczyńskiego. Waldemar Buda z piątego miejsca na liście w okręgu 6, obejmującym województwo łódzkie, zdobył więcej głosów niż pierwszy Witold Waszczykowski, druga Joanna Lichocka czy czwarty na liście i z czwartym wynikiem były minister rolnictwa Robert Telus. Najlepsze było jednak to, że były minister inwestycji i rozwoju zdobył więcej głosów, niż ci wszyscy kandydaci razem wzięci. W Gdańsku były rzecznik rządu Piotr Müller z czwartego miejsca przeskoczył faworytę Jarosława Kaczyńskiego Annę Fotygę. Człowiek Morawieckiego zdystansował też Marcina Horałę, Jarosława Sellina i Kazimierza Smolińskiego. Z kolei Michał Dworczyk z trzeciego miejsca wyprzedził na Dolnym Śląsku Annę Zalewską i Beatę Kempę. Kiedy Jarosław Kaczyński się połapał, jak został ograny przez człowieka, którego sam wymyślił i wprowadził do PiS, po prostu się wściekł. Ale nie zemścił się od razu. Musiał bowiem przygotować partię do wyborów prezydenckich w 2025 roku, które dla PiS stały się walką o życie.

Za Karolem!

Kandydatem Nowogrodzkiej w bitwie o Pałac Prezydencki chciał być Morawiecki. Kaczyński postawił jednak na wymyślonego w sondażach prezesa IPN Karola Nawrockiego. Ten początkowo notował wpadkę za wpadką. Nie sprzyjały mu też sondaże. Morawiecki łudził się do końca, że uda mu się doprowadzić do podmiany. Liczył, że PiS wycofa Nawrockiego i postawi na niego. Za Nawrockim nie opowiadał się też Andrzej Duda. Jego najbliższe otoczenie kluczyło. Część współpracowników poparła wprost Sławomira Mentzena. I właśnie wtedy, jak twierdzi dziś część wierchuszki PiS, otoczenie Morawieckiego miało rozpocząć spisek, którego celem było założenie własnego ugrupowania. Trzon nowej frakcji miał być zbudowany wokół byłego prezydenta, byłego premiera i byłego prezesa Orlenu Daniela Obajtka. Spisek spalił jednak na panewce, bo Nawrocki wygrał wybory. Kiedy 15 listopada doszło do bezproblemowej podmiany marszałków – Szymon Hołownia potulnie oddał fotel Włodzimierzowi Czarzastemu – na Nowogrodzkiej zrozumieli, że modlitwa o wcześniejsze wybory, rozbicie koalicji rządowej, spełzła na niczym. Wtedy postanowiono rozprawić się z Morawieckim.


Zemsta za przyzwoleniem prezesa

Kaczyński przyzwolił, by byłego premiera zaatakowały wrogie mu frakcje. Połajanka trwała tydzień. – Wrogowie Morawieckiego niedługo sami skoczą sobie do gardeł. Błaszczak ma dziś sojusz z Sasinem. Ale obaj mają wspólny cel. Chcą kierować PiS. Prędzej czy później dojdzie do ich starcia. Wątpię, by obaj się dogadali i podzielili władzą – opisuje znawca Nowogrodzkiej. – Kolejne starcie dotyczy Zbigniewa Ziobry. Kaczyński padł w taką samą pułapkę jak w przypadku Mariusza Kamińskiego. Widząc, jak zniszczył mu partię zbieraniem haków, chciał go wyeliminować i odsunąć w cień. Ale wtedy pomocną dłoń Kamińskiemu podał sąd i policja. Według naszego rozmówcy Kaczyński niejako został zmuszony do obrony Kamińskiego. – To samo jest teraz z Ziobrą. Kaczyński wie, że jego ucieczka na Węgry szkodzi partii. Ale nie pozwoli sobie narzucić narracji. Musi bronić Ziobry, mimo że tego nie chce robić. Nie może przyznać, że miał w rządzie złodzieja, więc robi z niego męczennika – opowiada nasz rozmówca i dodaje. – Ziobry już nie ma. Kiedy kurz opadnie, Kaczyński pozbędzie się go tak samo jak Kamińskiego. Dziś wszechwładny nie tak dawno koordynator nie ma żadnej władzy w PiS. To czeka też Ziobrę.

Były prokurator generalny odgraża się, że jak wróci, pozamyka Tuska i ministra Waldemara Żurka.

– Nie pozamyka. On już nigdy nie będzie ministrem sprawiedliwości w jakimkolwiek rządzie PiS – twierdzi nasz rozmówca.

 na zdjęciu: Wiceprezes PiS Mateusz Morawiecki (P) oraz prezydent Otwocka Jarosław Margielski (L) przed rozpoczęciem dyskusji "Przyszłość Polski w Europie" w ramach drugiej edycji wydarzenia ECR Kongres Młodych w Lubelskim Centrum Konferencyjnym, 28 bm. (amb) PAP/Wojtek Jargiło

MK





Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj1 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka