Plany Putina są niezbadane, ale scenariusz wojenny jest możliwy

PAP/EPA/MIKHAEL METZEL / SPUTNIK / KREMLIN POOL / POOL
PAP/EPA/MIKHAEL METZEL / SPUTNIK / KREMLIN POOL / POOL
Rosyjski plan maksimum sprowadza się do kompleksowego zrewidowania w stronę korzystną dla siebie status quo w Europie Wschodniej, ale zakłada także wymuszenie pewnego samoograniczenia się NATO, jeśli chodzi o członków Sojuszu: Polski, państw bałtyckich, Rumunii. Rosjanie grają o bardzo wysoką stawkę - mówi w rozmowie z PAP Wojciech Konończuk, zastępca dyrektora Ośrodka Studiów Wschodnich, analityk zajmujący się m.in. tematami sytuacji polityczno-gospodarczej Białorusi i Ukrainy i polityki zagranicznej Rosji.

Były dowódca sił USA w Europie gen. Ben Hodges w niedawnym wywiadzie postawił tezę, że warto byłoby pomyśleć o tym, żeby Sojusz wreszcie przejął inicjatywę. Przestał tylko reagować na to, co robi Rosja. Zaproponował, by na przykład wywrzeć presję przy pomocy faktu, że członek NATO, Turcja, kontroluje strategicznie ważne dla Rosjan cieśniny czarnomorskie czy wywrzeć presję na rosyjskie bazy w Syrii, albo w innych miejscach. Jego zdaniem należy też zdecydowanie kontynuować wysyłanie okrętów na Morze Czarne i przeprowadzanie demonstracji w pobliżu Krymu. Czy to mogłoby skutecznie ochłodzić rosyjskie zapędy?

O ile Rosja próbuje Zachód zastraszyć, o tyle Zachód powinien Rosję odstraszyć przez różnego rodzaju komunikaty wysyłane publicznie i niepublicznie. Ma to służyć temu, by pokazać Rosji w sposób bardzo jasny, jakie byłyby koszty polityczne, ekonomiczne i inne ewentualnej nowej fazy rosyjskich działań zbrojnych wobec Ukrainy. Już mamy z tym do czynienia, gdyż do Rosji płyną sygnały, że jeśli „czerwone linie” zostaną przez Moskwę przekroczone, cena za to będzie wysoka.

Na pewno NATO nie wyśle żadnych sił dla wsparcia Ukrainy, która nie jest członkiem Sojuszu i gwarancje bezpieczeństwa jej nie obejmują. Zachód może natomiast aktywniej wzmacniać potencjał wojskowy państwa ukraińskiego poprzez dostawy sprzętu, ćwiczenia itd.

Zobacz: Tak właściciel marketu chciał zablokować kontrolę sanepidu. Ucierpiała kobieta

Na ile kryzys migracyjny na granicy polsko-białoruskiej wiąże się z sytuacją na granicy ukraińskiej? Pojawiają się tezy, że szturm na polską granicę miałby być całkowicie sfabrykowany przez Rosjan jako zasłona dymna dla koncentracji wojsk, bądź odwrotnie - sytuacja na Ukrainie miałaby odwracać uwagę od wkroczenia na terytorium Białorusi rosyjskiego wojska, ubranego w szaty sił pokojowych czy stabilizacyjnych i zmiany władzy w Mińsku?

Wszystko to wpisuje się w serię napięć między Rosją a Zachodem, mamy potencjalną eskalację sytuację na pograniczu ukraińsko-rosyjskim, rekordowe ceny na rynku gazowym, za co Rosjanie w dużym stopniu odpowiadają, z drugiej strony widzimy bezpośrednie wsparcie Rosji na poziomie informacyjnym, politycznym, wojskowym dla (Alaksandra) Łukaszenki. To, że kilka tygodni temu odbyły się nieplanowane ćwiczenia rosyjsko-białoruskie w obwodzie grodzieńskim, zaś rosyjskie bombowce strategiczne latały wzdłuż granic Polski i państw bałtyckich, jednoznacznie pokazuje, kogo wspiera Moskwa w całym tym sporze. Rosjanie oczywiście twierdzą, że nie są stroną, co najwyżej mogą być mediatorem, ale w istocie w wielu różnych sferach reżim Łukaszenki wspierają. Napięcia między Białorusią a granicznymi państwami unijnymi są Rosji na rękę.

Czy dopuszcza pan ewentualność obalenia Łukaszenki przez Moskwę?

Wydaje się to mało prawdopodobne w najbliższej przyszłości. Z punktu widzenia Kremla Łukaszenka zrobił to, co powinien był zrobić: protesty wygasły, mamy do czynienia z bezprecedensową skalą represji wymierzonych w społeczeństwo obywatelskie, a zarazem Łukaszenka w bardzo wielu wymiarach demonstruje służalczą lojalność wobec Kremla. Jeśli chodzi o deklaracje w kwestii Ukrainy, jego narracja nigdy nie była tak zbliżona do tego, co mówi Kreml. Sugerował nawet, że terytorium Białorusi może być wykorzystane w przypadku konfliktu przez rosyjskie siły zbrojne. Łukaszenka zyskuje na napięciach między Rosją a Ukrainą, a także Rosją i Zachodem.

Jak traktować jego ostatnie wypowiedzi dotyczące Polski, w tym tę o tym, że wybory prezydenckie zostały sfałszowane?

Nie należy ich brać poważnie, to nie jest pierwszy raz, gdy próbuje dyskredytować Polskę i zachodnie demokracje, te wątki regularnie powracają w jego narracji. Łukaszenka opowiada nonsensy i widać, jaką przeszedł ewolucję w ostatnich kilkunastu miesiącach od sfałszowanych wyborów i protestów, które wówczas nastąpiły, jak mocno się zradykalizował. Zasadne jest pytanie, na ile jest on mentalnie stabilny.

Zobacz: Ile łączy Le Pen i PiS? Za łamanie praworządności kary za Polskę ma zapłacić Francja

A na ile prawdziwe są twierdzenia, że na skutek porozumień podpisanych między Łukaszenką a Putinem, dojdzie do wchłonięcia tego państwa przez Rosję?

Proces integracji białorusko-rosyjskiej nie jest zakończony. Aneksja Białorusi wiązałaby się jednak z daleko idącymi kosztami dla Rosji, więc chodzi raczej o stworzenie jeszcze mocniejszych, instytucjonalno-prawnych powiązań rosyjsko-białoruskich, które by tę i tak ograniczoną, szczególnie w sferze wojskowej białoruską suwerenność zmniejszyły. I to jest dziś celem Kremla. 28 programów związkowych podpisanych 4 listopada tego roku nie jest zwieńczeniem integracji, ale otwarciem kolejnego pola do negocjacji, gdyż by je zrealizować należy wynegocjować jeszcze kilkaset dokumentów, co będzie procesem długotrwałym i z całą pewnością Łukaszenka będzie się opierał. On zdaje sobie sprawę, że lojalność, którą teraz demonstruje wobec Rosji może go uratować, gra na czas. Jest taktykiem, nie ma planów na wiele lat do przodu. Jego kluczowym celem jest przedłużenie swoich rządów, a zarazem nie chce dać się Rosji zjeść.

WP

Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka