Łukasz Mejza. Anatomia upadku

Wiceminister sportu Łukasz Mejza (2P) na sali obrad w Sejmie w Warszawie. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Wiceminister sportu Łukasz Mejza (2P) na sali obrad w Sejmie w Warszawie. Fot. PAP/Tomasz Gzell
W dziewięć miesięcy od bycia bliżej nieznanym politykiem, po szybką wspinaczkę na szczyt i zostanie wiceministrem, aż do bolesnego upadku, który stawia pod dużym znakiem zapytania jego dalszą karierę. Tak w skrócie można podsumować przygodę z polityką Łukasza Mejzy. Jak zwykle - zaszkodziły sprawy z przeszłości.

Poseł Mejza melduje się w Sejmie

Choć tydzień wcześniej wystąpił do marszałek Elżbiety Witek o udzielenie "urlopu z wykonywania obowiązków poselskich", to w piątek poseł Mejza zameldował się w Sejmie i brał udział w głosowaniach, które nie tylko dla PiS okazały się ważne. Wiceminister wrócił też w głośnym stylu do mediów społecznościowych:

"Machina ataków na mnie ruszyła po głosowaniu #lexTVN, kiedy jasno opowiedziałem się po polskiej stronie Polski. Chcę, żeby to wybrzmiało: dzisiaj zagłosuję tak samo! Od razu także zapowiadam: jeśli któryś z "dziennikarzy" myśli, że uda mu się mnie złamać, to jest w dużym błędzie!"


Wcześniej mieliśmy wypowiedzi wicemarszałka Ryszarda Terleckiego, który pytany przez dziennikarzy o dymisję wiceministra, mówił: - Wiceminister sportu Łukasz Mejza w gruncie rzeczy jest już odwołany, sam się odwołał.

To publicystyka płynąca z ust zaufanego człowieka prezesa Jarosława Kaczyńskiego, bo tydzień wcześniej Mejza otrzymał bezpłatny urlop od obowiązków w resorcie sportu i turystyki, co nie jest równoznaczne z dymisją.

Polecamy: Najnowsze! Szokujące fakty w sprawie żołnierza-dezertera!

Oświadczenie za oświadczeniem

Urlop poprzedziło wydanie oświadczenia na ten temat, w którym mogliśmy też przeczytać o szykowaniu kilkudziesięciu pozwów przeciwko mediom, które ośmieliły się pisać o przeszłości wiceministra. W ostatnich tygodniach, zamiast o aktywności politycznej, wyborcy czytali kolejne oświadczenia Mejzy, w których tłumaczył, że jest ofiarą ataków dziennikarzy, którzy chcą obalić rząd Zjednoczonej Prawicy.

Można byłoby się z tym nawet zgodzić, ale umówmy się, sam mediom dostarczył amunicji, stąd liczne niekorzystne publikacje na jego temat. Chodzi o działalność dotyczącą spółek, których był właścicielem w przeszłości.

Serial trwa już ponad miesiąc, szkodzi rządzącym, którzy z niejasnych powodów wciąż nie pozbyli się problemu dymisjonując wiceministra. Zamiast tego, mamy wiele wypowiedzi w tonie, że Mejza musi się bronić, tłumaczyć, a najlepiej "zawiesić swój udział w pracach Ministerstwa Sportu i Turystyki do czasu wyjaśnienia sprawy".

Spektakularny briefing

Ostatni tydzień minął Mejzie dość spokojnie, był na urlopie, na tapet były brane inne tematy polityczne, ale półtora tygodnia temu dał prawdziwy popis. Mejza do publikacji mediów odniósł się na konferencji prasowej. Nie odpowiadał jednak na pytania, przed którymi uciekł, ale wygłosił oświadczenie. Od początku było mocno, bo stwierdził, że publikacje na jego temat to "największy atak polityczny po 1989 roku". "Atak ten jest wymierzony we mnie, ale jego celem jest obalenie większości rządowej" - mówił wiceminister.

Razem z Mejzą, przed dziennikarzami wystąpił też jego były wspólnik, Tomasz Guzowski. Jego towarzysz miał być dowodem na skuteczność leczenia w Meksyku, do czego zachęcała ich wspólna firma. Poruszający się na wózku inwalidzkim Guzowski, cierpi na adrenoleukodystrofię, czyli śmiertelną chorobę genetyczną, która niszczy komórki nerwowe w mózgu.

Koniecznie przeczytaj! Wspólnik Łukasza Mejzy zachęcał do terapii w Meksyku, choć leczył się w USA

Podczas briefingu obserwowaliśmy łzy Guzowskiego, granie na emocjach dziennikarzy, a w finale przedstawienia niepełnosprawny wstał z wózka inwalidzkiego. Spektakl nie przekonał ani dziennikarzy, ani wyborców, ani Nowogrodzkiej. Po tym wymuszono na Mejzie pójście na urlop. Warto powiedzieć, że gdyby to spotkanie z dziennikarzami nie odbyło się, to byłoby to znacznie korzystniejsze dla samego Mejzy.

Specjalne zadanie Mejzy

Zanim przejdziemy do listy zarzutów wobec działań wiceministra, to warto przypomnieć skąd w ogóle wziął się w parlamencie. Zdecydowała tragedia, bo umarła posłanka PSL Jolanta Fedak. Mejza zajmował kolejne miejsce za nią na liście wyborczej, ale po wejściu do Sejmu nie zamierzał być jednym z wielu w opozycji, więc dołączył nieformalnie do obozu władzy. 16 marca 2021 r. złożył ślubowanie i został posłem niezrzeszonym.

Przez pół roku jego aktywność w Sejmie była znikoma, wypowiadał się z mównicy tylko dwukrotnie. Gdy pojawiły się spekulacje, że może wejść do rządu, jednego dnia złożył 39 interpelacji. Skorzystał przy tym z prostego triku - przesłał praktycznie takie same pytania do ministrów infrastruktury, rolnictwa i rozwoju wsi oraz funduszy i polityki regionalnej, zmieniając tylko nazwy miejscowości.

Znacznie aktywniejszy był za kulisami. W koalicji było jeszcze ugrupowanie Jarosława Gowina, który był wtedy wicepremierem, ale już toczyły się zakulisowe gry by go usunąć. Mejza był jednym z polityków - ponieważ wszedł do parlamentu z list opozycji - który miał szukać posłów chętnych do dołączenia do Zjednoczonej Prawicy. Dodajmy - miał szukać w zasobach opozycji. Efektem jest dołączenie do obozu władzy posła Zbigniewa Ajchlera, który również pojawił się w Sejmie już w trakcie jego kadencji. "Zdobyczy" miało być więcej, nie udało się pozyskać jednego z posłów PSL, choć były takie próby za pomocą i marchewki, i kija. Wtedy Mejza oddalił się od stanowiska wiceministra, ale rolnictwa, bo o tym pierwotnie najwięcej spekulowano.

Lubię to! Skomentuj83 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka