Fuzja ORLENU z Lotosem jest koniecznością, ratunkiem dla Lotosu

Fot. PAP/Albert Zawada
Fot. PAP/Albert Zawada
Krytyka współpracy z MOL bierze się z pewnego nieporozumienia. MOL miał owszem Rosjan - Surgutnieftgaz - w akcjonariacie, ale zostali oni wyrzuceni w 2011 roku. To nie był przyjazny alians, ale raczej próba wrogiego przejęcia przez Rosjan. Państwo węgierskie zareagowało tu zdecydowanie i radykalnie, usuwając rosyjskich akcjonariuszy – mówi Salonowi 24 dr Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica, ekspert w dziedzinie energetyki.

Dużo emocji budzi połączenie Orlenu z Lotosem. Czy fuzja paliwowych gigantów ma sens?

Dr Dawid Piekarz: Fuzja tych dwóch podmiotów nie tylko ma sens, ale jest koniecznością. Z kilku powodów. Po pierwsze – jesteśmy jedynym krajem, w którym działają dwie potężne firmy paliwowe, zarządzane przez państwo, które ze sobą de facto konkurują. Inne kraje tę przeszkodę usunęły na początku lat 2000-ych. Jest też drugi element – otoczenie makroekonomiczne wokół przemysłu paliwowo-energetycznego jest bardzo ciężkie. Bierze się to z rozwoju polityki klimatycznej, rozwoju elektromobilności, wycofywania się tradycyjnej motoryzacji.

Od 2008 w Europie zamknięto 30 rafinerii, od początku pandemii - 5. Wszystkich czeka transformacja energetyczna. Ta fuzja jest po to, by z połączonego ORLENU i Lotosu stworzyć koncern multienergetyczny. Chodzi o zebranie w jednym miejscu pieniędzy, strategii, zasobów. Wtedy o tą transformacje będzie łatwiej. Po trzecie sektor paliwowy staje się coraz mniej opłacalny. Zarabia się na petrochemii, energii elektrycznej, chemii. Lotos tego nie ma. połączenie jego zasobów z Orlenem było więc dla Lotosu ratunkiem.

Przeczytaj też:

Tarcza antyinflacyjna 2.0. Premier Morawiecki ogłosił kolejne obniżki podatków

Orlen przy przejęciu Lotosu wchodzi we współpracę z węgierskim MOL-em i saudyjskim Saudi Aramco. Jak ocenia Pan ten ruch?

Wejście z MOL-em to dobry strzał, ułatwiający wymianę stacji w segmencie detalicznym - dzięki temu ORLEN będzie 4 operatorem stacji na Słowacji i Węgrzech. Natomiast szczególnie istotny jest deal z Saudyjczykami. Z jednej strony gwarantuje stabilność dostaw i ich ciągłość. Poza tym Saudyjczycy są liderami jeśli chodzi o nowoczesne przetwarzanie ropy. Czyli już nie w paliwa, ale wszelkie innowacyjne produkty petrochemiczne czy polimery, chemię itd. I ta współpraca z Saudyjczykami to też lepsze wykorzystanie tych wszystkich aktywów, na których się najwięcej zarabia. Generalnie - Daniel Obajtek wykorzystał decyzje KE do tego żeby te aktywa które były relatywnie mniej wartościowe wymienić na strategicznie ważne albo na ich podstawie zbudować korzystne alianse.

Wejście w porozumienie z MOL budzi jednak kontrowersje. Chodzi o rosyjski ślad. Padło wiele słów krytyki?

Ta krytyka bierze się z pewnego nieporozumienia. MOL miał owszem Rosjan - Surgutnieftgaz - w akcjonariacie, ale zostali oni wyrzuceni w 2011 roku. To nie był bynajmniej przyjazny alians, ale raczej próba wrogiego przejęcia przez Rosjan. Państwo węgierskie zareagowało tu zdecydowanie i radykalnie, usuwając rosyjskich akcjonariuszy.

Czyli w wymianie stacji z MOL-em nie widzi Pan żadnego zagrożenia?

Zacznijmy od tego, że akurat stacje są najmniej ważnym i najmniej strategicznym elementem dla bezpieczeństwa. Poza tym Rosjan już w akcjonariacie MOL nie ma, zresztą pamiętajmy je jeszcze kilka lat temu w Polsce działy normalnie stacje Lukoila i nikt z tego problemu nie robił, podobnie jak z aktywności MOL w Czechach. Wreszcie, jeśli spojrzymy na strukturę właścicielską, a spółka jest notowana na giełdzie i w Warszawie i w Budapeszcie to zobaczymy, że w dużej mierze jest to spółka „polska” - bo wiele naszych funduszy ma udział w akcjonariacie.

To spółka bardzo podobna do Orlenu – państwo węgierskie ma tam 30 proc. udziałów i głos decydujący. Naprawdę nie widzę żadnych merytorycznych argumentów przemawiających przeciwko współpracy z MOL-em. Generalnie - nie ma uzasadnienia dla mówienia o „rozbiorach” Lotosu, co się czasem pojawia w publikacjach czy wypowiedziach - to raczej skok rozwojowy, zarówno w detalu, gdzie Orlen wchodzi na 2 nowe rynki jak i w rafinerii, gdzie Aramco okazuje się idealnym partnerem dla gdańskiej rafinerii.

Skąd się więc biorą te słowa bardzo ostrej krytyki wobec współpracy z Węgrami?

Wynikają one z dwóch powodów. Niewiedzy – ktoś wie, że pojawili się tam Rosjanie, ale nie doczytał już, że była to próba wrogiego przejęcia i już ich dawno nie ma. Albo z przyczyn ideologicznych. Skoro to są Węgrzy, to bardzo źle, bo dziś rząd w Budapeszcie jest na cenzurowanym. Ale nie ma realnych powodów do niepokoju.

Przeczytaj też:

Wielkie zmiany w PiS. Jarosław Kaczyński właśnie zatwierdził, zacznie się 1 lutego

Podatek od niezaszczepienia. Pierwszy kraj właśnie ogłosił daninę, będzie wysoka

Proponuje leczenie koronawirusa amantadyną. Teraz zakłada partię


Lubię to! Skomentuj91 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka