Oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji tłumaczem Pierwszej Damy. Wyjaśnienia organizatora

Agata Kornhauser-Duda w Brańszczyku, fot. Grzegorz Jakubowski/KPRP
Agata Kornhauser-Duda w Brańszczyku, fot. Grzegorz Jakubowski/KPRP
Kierownictwo Ośrodka Centrum Księdza Orione w Brańszczyku wyjaśnia, skąd na spotkaniu prezydentowej Agaty Kornhauser-Dudy z uchodźcami z Ukrainy wziął się Mateusz Piskorski, lider prorosyjskiej partii Zmiana.

Mateusz Piskorski jako tłumacz Agaty Kornhauser-Dudy

Przypominamy, portal "Wirtualna Polska" napisał w sobotę, że na spotkaniu pierwszej damy Agaty Kornhauser-Dudy z uchodźcami z Ukrainy w ośrodku w Brańszczyku koło Wyszkowa tłumaczem był Mateusz Piskorski, oskarżony o pracę na rzecz rosyjskiego wywiadu lider prorosyjskiej partii Zmiana.

Adam Kwiatkowski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy, obecny również na tym spotkaniu twierdził, że nie wiedział, kim jest tłumacz, a szef gabinetu prezydenta Paweł Szrot oświadczył: "Kancelaria Prezydenta nie była organizatorem spotkania w Brańszczyku 10 marca i nie zapraszała na nie Mateusza Piskorskiego, zrobili to gospodarze (księża orioniści, kierownictwo ośrodka). Kancelaria Prezydenta po potwierdzeniu tożsamości Mateusza Piskorskiego przekazała sprawę odpowiednim służbom".

Przeczytaj: Piskorski ze Zmiany tłumaczem na spotkaniu prezydentowej z uchodźcami z Ukrainy

Kierownictwo ośrodka wyjaśnia

Kierownictwo Ośrodka Centrum Księdza Orione, organizator spotkania, w opublikowanym oświadczeniu wyjaśnia, że tłumacza poleciła radna powiatowa i wolontariuszka ośrodka Ewa Bartosiewicz.  

"Przygotowując spotkanie z Panią Prezydentową poprosiliśmy o pomoc w zorganizowaniu tłumacza znającego język ukraiński naszą wolontariuszkę Mecenas Ewę Bartosiewicz – radną Powiatu Wyszkowskiego. Pani Ewa poleciła Pana Piskorskiego. Jego obecność potraktowaliśmy jako wkład człowieka, który chce nam pomóc, jako wolontariusza tłumacza. Ze względu na obecną sytuację każda pomoc jest przez nas przyjmowana. Przypadek sprawił, że tłumaczem w tym spotkaniu był akurat Pan Piskorski" - czytamy.

Kim jest Ewa Bartosiewicz

Jak się okazuje, Ewa Bartosiewicz to była żona Piskorskiego. Wcześniej oboje byli członkami Samoobrony za czasów Andrzeja Leppera. Bartosiewicz, z wykształcenia prawniczka, miała nawet dostać posadę w ARiMR, ale ostatecznie do tego nie doszło. Mimo, że Mateusz Piskorski jest teraz związany z Rosjanką, to Bartosiewicz ma dobre kontakty z byłym mężem, zabiegała nawet o jego wcześniejsze wypuszczenie z aresztu.

Obecnie Ewa Bartosiewicz jest radną powiatu z ramienia PiS. Zasiada również w radzie nadzorczej jednej ze spółek NASK. To instytut, który m.in. chroni bezpieczeństwo polskiej cyberprzestrzeni. Jak informuje "Polityka", jej działalność w NASK znalazła się pod lupą ABW, zapewne ze względu na związki z Piskorskim i jego otoczeniem, ale nie wpłynęło to na działalność nadzorowanej przez nią firmy Mana Solid Invest, która należy do spółki NASK4Innovation.

"To nie była narada na temat bezpieczeństwa państwa"

Jak zapewnili organizatorzy, "spotkanie miało charakter rodzinny, nie były poruszane żadne wrażliwe tematy, nie była to narada na temat bezpieczeństwa państwa. Tłumacz był obecny jedynie w ogólnej części spotkania".

Ośrodek podkreśla, że intensywnie skupia się na budowaniu sieci pomocowej dla przebywających tam kobiet i dzieci z Ukrainy. "Jako placówka pomocowa wydaje nam się, że nie naszą odpowiedzialnością jest sprawdzanie osób biorących udział w spotkaniu z Panią Prezydentową" - napisało kierownictwo.

Ośrodek dodał, że prezydentowa Agata Kornhauser-Duda od lat wspiera nasz placówkę i jej działania pomocowe, a autora publikacji red. Szymona Jadczaka zaprosił, aby popracował chwilę jako wolontariusz w Brańszczyku. "Może wówczas zrozumie dlaczego nie sprawdzamy historii życia każdej osoby, która pojawia się w naszym Ośrodku" - dodali szefowie ośrodka.

Piskorski zabrał głos

Do sprawy odniósł się też Mateusz Piskorski. Na facebookowym profilu "Nowego Wyszkowiaka" odniósł się do stwierdzenia w artykule portalu że "Spotkanie Agaty Kornhauser-Dudy z uchodźcami z Ukrainy, którzy przebywają w Brańszczyku, ma niestety przykry aspekt."

"Proszę Państwa, nie wiem, o jaki przykry aspekt chodzi - napisał Mateusz Piskorski. - Staram się pomagać uchodźcom, korzystając z mojej znajomości języka. Sam, co przyznaje Komisja Praw Człowieka ONZ, padałem ofiarą nadużyć i represji. Nikt nie informował mnie, kto przybywa na spotkanie z uchodźcami. Bardzo mi przykro, że szczerą chęć bezinteresownej pomocy część dziennikarzy traktuje w kategoriach niezdrowej sensacji. Jestem obywatelem cieszącym się pełnią praw publicznych i jak miliony innych Polaków staram się zaangażować w działania obywatelskie" - dodał.

ja

Czytaj także:

Lubię to! Skomentuj113 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka