„Wystarczy jedna opinia w mediach społecznościowych i łatwo nam wyprzeć się Jezusa”

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay
Wystarczy głos kolegi czy koleżanki z pracy, wystarczy opinia w mediach społecznościowych i łatwo jest nam wyprzeć się Jezusa. A swoją drogą, nie jestem pewien, czy brakuje wśród nas typowych Judaszy, a zatem ludzi, którzy za garść srebrników gotowi są sprzedać Boga – mówi Salonowi 24 ksiądz Profesor Paweł Bortkiewicz.

Jak co roku obchodzimy pamiątkę męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Co jest główną istotą wydarzeń, które miały miejsce 2 tysiące lat temu i świąt, które celebrujemy?

Ks. Prof. Paweł Bortkiewicz: Najkrócej ujmując, istotą tych wydarzeń jest odkupienie. Odkupienie to znaczy wyzwolenie. Trzeba jednak pamiętać o tym, że to wyzwolenie dotyczy tego, co było i co jest po ludzku niemożliwe do wyzwolenia. Dotyczy bowiem zniewolenia poprzez grzech i śmierć, rzeczywistości, których człowiek sam o własnych siłach nie jest w stanie pokonać. Dlatego właśnie krzyż, dlatego właśnie śmierć Boga – Człowieka… Bo tylko w ten sposób niemożliwe stało się możliwe.

Przeczytaj też:

Za produkty w koszyku wielkanocnym zapłacimy więcej. Eksperci wskazują na przyczyny

Śmierć Jezusa jest również istotnym odniesieniem w kulturze, także dla ludzi niewierzących, czy wątpiących. To tragedia człowieka, zdradzonego bądź opuszczonego przez przyjaciół. Nie tylko Judasza, który Go sprzedał, ale też Piotra, innych uczniów, którzy bali się wstawić za Zbawicielem. To opowieść o wielkiej samotności?

Śmierć Jezusa jest istotnie kondensacją ludzkiej egzystencji. Mamy w niej zapis osamotnienia – niezrozumienia nawet przez najbliższych, powiedzielibyśmy dzisiaj – współpracowników. Mamy doświadczenie zdrady ze strony człowieka szczególnie zaufanego (przecież to Judasz dzierżył trzos, czyli zabezpieczał materialne potrzeby Jezusa i apostołów). Mamy doświadczenie cynicznego potraktowania przez przywódców religijnych, którzy posuwają się aż do bluźnierstwa («Poza Cezarem nie mamy króla»), by osiągnąć swoje cele. Ale trzeba też dostrzec, że w tym paśmie cierpienia są też znaki zwycięstwa człowieczeństwa. Jest przymuszony Szymon z Cyreny, który najwyraźniej przemienia swoje życie zjednoczony z Chrystusem. Przecież św. Paweł wspomina o jego synach - członkach pierwszej gminy chrześcijańskiej. Jest wierna pomimo bólu Matka. Jest również wierna i odpłacająca miłością za miłość Maria Magdalena. Jest złoczyńca, który rezygnuje z tego by być po stronie większości szydzącej z Jezusa i opowiada się po stronie przegranego Boga – Człowieka. Istotnie dramat Jezusa nie zostawia nikogo obojętnym.

Gdy czyta się opis Męki Jezusa, to o ile ocena Judasza, kapłanów i faryzeuszy jest jednoznaczna, tak Piłat jest osobą bardziej wielowątkową. Dlaczego zdaniem Księdza Profesora się pogrążył, choć próbował ratować Jezusa nie był w stanie tego zrobić, a druga kwestia – czy został potępiony, czy są w jego przypadku „okoliczności łagodzące”?

Spotkanie Piłata z Jezusem jest niezwykle inspirujące. Osobiście Jestem pod wrażeniem niewielkiej, ale bardzo wnikliwej i inspirującej książki Giorgio Agambena. Nie sposób jednak w kilku zdaniach przedstawić niezliczonych wątków tego zwięzłego spotkania. Odpowiadając na pierwsze pytanie wydaje się, że Piłat po prostu uległ swoistemu szantażowi. Przez pewien czas przesłuchania podążał za głosem sumienia nie dostrzegając winy w oskarżonym. Został jednak poddany presji, a właściwie szantażowi. „Piłat usiłował Go uwolnić. Żydzi jednak zawołali: «Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi»”. To wtedy uległ. Można przy tym zauważyć, że wydając Jezusa tłumowi usiłował sam zrezygnować z ostatecznej odpowiedzialności. Ale tym samym zrezygnował w prawomocności wyroku. W zapisie Ewangelii Jana jest jeden bardzo znaczący szczegół. W opisie końcowej sceny procesu potoczne tłumaczenie podaje zapis: „Piłat wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale [ekathisen epi tou bematos, Wulgata: sedit pro tribunali]” (J 19, 13).

Istnieje jednak tradycja translacyjna wsparta autorytetem Justyna, a w czasach nowożytnych Harnacka czy Dibeliusa, która pojmuje słowo ekathisen w znaczeniu przechodnim i wówczas tekst jest tłumaczony: „wyprowadził Jezusa na zewnątrz i usadził go na tronie”. Wspomniany Agamben napisze: „w rzeczy samej, dwóch sędziów i dwa królestwa stoją tu jedno przed drugim bez szansy na dojście do porozumienia. W ogóle nie jest jasne, kto kogo sądzi: sędzia dysponujący legalną władzą ziemską czy też ten reprezentujący królestwo nie z tego świata, którego sędzią uczyniono tu dla pośmiewiska”. Co do potępienia Piłata trzeba bardzo mocno podkreślić, że ani w Biblii, ani w orzeczeniach Kościoła nie znajdziemy nigdy i nigdzie stwierdzenia orzekającego, że konkretny człowiek został potępiony. Sam Chrystus powie Piłatowi: «Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry. Dlatego większy grzech ma ten, który Mnie wydał tobie» . Być może zatem będzie coś z prawdy przejmującej scenie Bułhakowa z „Mistrza i Małgorzaty”, w której Piłat siedzi w samotności czekając na jeszcze jedną szansę spotkania z Jezusem, w której mógłby dokończyć tamtą niedokończoną a raczej przerwaną przez siebie rozmowę.

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo