Lepiej awansować jak Polska, niż odpaść w stylu Hajty. Futbolowa histeria

Robert Lewandowski i Lionel Messi w trakcie meczu. fot. PAP/EPA/Ronald Wittek
Robert Lewandowski i Lionel Messi w trakcie meczu. fot. PAP/EPA/Ronald Wittek
Gdy czytam komentarze po meczu Polski z Argentyną mam wrażenie, że przegraliśmy z San Marino zajmując ostatnie miejsce w najsłabszej dywizji Ligi Narodów UEFA, a nie z głównym faworytem do złota, pierwszy raz od 36 lat awansując (w identycznym stylu i podobnych okolicznościach jak wtedy) do 1/8 finału Mistrzostw Świata. Najbardziej irytują głosy domorosłych mędrków, co to mecz obejrzą co cztery lata, a potem w mediach społecznościowych bredzą coś, że Lewandowski nie umie grać w piłkę. Litości... – pisze dziennikarz Salon24 Przemysław Harczuk.

Żeby było jasne – widziałem transmisję, trudno zachwycać się po przegranym wyraźnie meczu. Polacy zagrali bardzo źle. Ale też pamiętajmy, że przed turniejem cztery punkty i wyjście z cholernie trudnej grupy każdy brałby w ciemno. Argentyna, czyli faworyt do tytułu, nieobliczalna Arabia Saudyjska, Meksyk, który wychodził z grupy od 1994 roku zawsze. Jedynym zaskoczeniem był fakt, że Argentyna przed meczem z Polską nie była pewna awansu. Wszyscy myśleli, że w ostatniej kolejce Messi i spółka mieć będą sześć punktów i zapewnione wyjście z grupy, a Polska i Meksyk będą walczyć korespondencyjnie. Choć po prawdzie, był to optymizm dyżurny, w awans Biało-Czerwonych wierzył mało kto.

Bez balonika. W drużynę nie wierzył nikt

Przed turniejem nie było pompowania balonika, w reprezentację prawie  nikt nie wierzył. Nie brak było komentarzy, że będzie znów tryptyk – mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor. Z tym, że tym razem nie będzie nawet punktu. Stało się inaczej. Polacy po bezbarwnym meczu zremisowali 0:0 z Meksykiem. Po przeciętnym (ale z przebłyskami dobrej gry) wygrali z Arabią Saudyjską 2:0. I w marnym stylu, przegrali z mocną Argentyną, zapewniając sobie jednak awans do drugiej rundy.  Jakie były reakcje w Polsce? Po remisie z Meksykiem rozdzieranie szat, po wygranej z Arabią euforia, po awansie w przegranym meczu, stypa. Paradne były komentarze jednego z internautów, który po meczu z Arabią widział nas w wielkim finale, z Pucharem Świata, po porażce z Argentyną wzywał do rozwiązania PZPN. Dziwią komentarze Tomasza Hajty, który wypalił w studiu, że woli odpaść jak Dania, niż awansować jak Polska. Akurat ten były reprezentant powinien uważać na to, co mówi.

Hajto stał się memem, gdy memów jeszcze nie było

Przypomnę, że 20 lat temu drużyna z Hajtą w składzie grała na MŚ z Portugalią „mecz o wszystko”. Przegrała 0:4, a Hajto był wkręcany w boisko przez strzelca trzech goli Pedro Pauletę. Po koreańskim mundialu w Polsce krążył wśród kibiców suchar, jak to jeden z piłkarzy po sromotnie przegranym mundialu, kryjąc się przed kibicami poszedł do sklepu w przebraniu zakonnicy. „Siostro Wałdoch, siostro Wałdoch” – usłyszał ze zdziwieniem. „To ja, siostra Hajto” – powiedziała ściszonym głosem druga osoba w habicie.  Nie chodzi o hejtowanie byłych reprezentantów. Mieli w kadrze wielkie chwile, Wałdoch zdobył medal olimpijski był  i jest instytucją w Niemczech. Hajto też był solidnym graczem w klubach Bundesligi. Zapewnili awans do MŚ po 16 latach przerwy. Ale po występie w Korei Hajto stał się memem w czasach, gdy memów jeszcze nie było. I powiem szczerze, nie oceniam Duńczyków, ale wolę awansować jak Polska, niż odpadać jak Hajto w starciu z Portugalią.

Futbolowi analfabeci z sieci

Ale dajmy już spokój Tomaszowi Hajcie. Choć po swoim doświadczeniu mundialowym zasłużony reprezentant powinien ugryźć się w język komentując występ młodszych kolegów, zna się na piłce, sporo doświadczył, ma prawo do opinii, nawet kontrowersyjnej. Znacznie gorzej,  że przy okazji mistrzostw, jak zawsze objawiają się „znawcy”, którzy na co dzień piłki nie śledzą. Zainteresowanie co cztery lata jest ich prawem. Kategoryczne sądy na temat czegoś, na czym  się nie znają, głupotą. Sześć lat temu, gdy kadra Nawałki odniosła realny sukces, wchodząc do ćwierćfinału mistrzostw Europy pojawiły się w sieci komentarze, by wyrzucać z kadry Jakuba Błaszczykowskiego. Jednego z najlepszych piłkarzy turnieju, który jednak przestrzelił karnego  z Portugalią. Były wpisy, że popularność Lewandowskiego, Piszczka, Błaszczykowskiego, którzy robili furorę w Bundeslidze świadczy o... skolonializowaniu Polski przez Niemcy.  Po meczu z Argentyną przeczytałem, że Lewandowski nie umie grać w piłkę, i teraz widać, że na złotą piłkę zasłużył Messi, a Lewandowski nie.

Prawda o Lewym, prawda o kadrze

Opinie futbolowych analfabetów nie uwzględniają faktu, że „Lewy” w klubie ma zawodników światowej klasy na każdej pozycji. Messi ma ich  w klubie i reprezentacji. Kapitan reprezentacji Polski bywa w kadrze osamotniony. Ale klubowo, w roku 2020 Bayern z Polakiem w składzie rozbił Barcę Leo. A potem wygrał Ligę Mistrzów. Złota Piłka za tamten rok „Lewemu” się należała, ale plebiscyt odwołano, co samo w sobie jest niefajne. Tu dochodzimy do prawdziwego powodu brzydkiej gry Polaków. Oczywiście taktyka jest defensywna. Ale i gra nastawiona na obronę może być porywająca, widowiskowa. Muszą być jednak nie tylko napastnicy i bramkarz, ale też ci, którzy tych świetnych napastników obsłużą. Albo bardzo szybcy obrońcy, których nie mamy, a którzy szybkim wprowadzaniem piłki uruchamiają błyskawiczne kontry, albo szybcy pomocnicy defensywni, którzy błyskawicznie przeniosą grę na połowę przeciwnika. Krychowiak jaki jest, każdy widzi. A lepszych nie ma. Jeśli jest dziura w środku to gra będzie wyglądać, jak wygląda. (Dalsza część tekstu na kolejnej stronie)

Lubię to! Skomentuj70 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport