Jan Paweł II zwalczał pedofilię. Są nowe dowody

"Rzeczpospolita" dotarła do dokumentów, wskazujących na to, że kard. Karol Wojtyła walczył z pedofilią. (fot. PAP)
"Rzeczpospolita" dotarła do dokumentów, wskazujących na to, że kard. Karol Wojtyła walczył z pedofilią. (fot. PAP)
"Rzeczpospolita" dotarła do akt, z których wynika, że kardynał Karol Wojtyła walczył z pedofilią. Chodzi o sprawę księdza, który wielokrotnie wykorzystywał seksualnie kilkoro dzieci.

Jak Karol Wojtyła reagował na przestępstwa duchownych?

— Do roli pasterza z pewnością należy także upominanie. Myślę, że w tym względzie chyba za mało czyniłem. Zawsze istnieje problem relacji między władzą a służbą. Może powinienem sobie wyrzucać, że nie dość próbowałem rządzić. (…) Myślę jednak, że pomimo pewnych trudności z upominaniem podjąłem wszystkie potrzebne decyzje. Jako metropolita krakowski bardzo starałem się, żeby je podejmować kolegialnie, tzn. naradzając się z moimi biskupami pomocniczymi i współpracownikami — pisał Jan Paweł II w książce "Wstańcie, chodźmy!", odnosząc się do czasów, kiedy pracował w Krakowie.

Jak podkreśla "Rzeczpospolita", opowiadana historia dotyczy właśnie tego okresu życia Karola Wojtyły. Dotyczy ona wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. W listopadzie gazeta opisała sprawę księdza Eugeniusza Surgenta. 

— Tamta opowieść dotyczyła ks. Eugeniusza Surgenta oraz kilku biskupów, którzy podejmowali decyzje, wiedzieli lub mogli wiedzieć o jego przestępczych działaniach. I choć jakieś ograniczenia na niego nakładano, to jednak duchowny wędrował między diecezjami i wciąż krzywdził dzieci — czytamy. W sprawie Surgenta decyzje podejmował m.in. Wojtyła. Nie miał on jednak żadnego wpływu na to, że wspomniany ksiądz po wyjściu z więzienia pracował jeszcze w dwóch innych diecezjach - opisuje gazeta.

Sprawa ks. Józefa Loranca

Jak podaje "Rzeczpospolita", Wojtyła miał jednak wpływ na to, co działo się z księdzem Józefem Lorancem, który – jak okazało się w 1970 r. – podczas pracy w parafii w Jeleśni również dopuszczał się "deprawowania dzieci oraz wyżywania się lubieżnie z nieletnimi dziewczynkami".

— Z materiałów archiwalnych, do których dotarliśmy, wynika, że w jego przypadku kard. Wojtyła podjął błyskawiczne, zgodne z kodeksem prawa kanonicznego (KPK), decyzje. I choć potem stopniowo uchylał ciążące na nim kary kościelne i okazywał mu daleko idące miłosierdzie, to jednak zachowywał czujność — pisze "Rz".

Okazuje się, że przestępcze czyny duchownego wydały się pod koniec lutego 1970 roku. Wówczas jedna z molestowanych dziewczynek wyznała osobie z rodziny, że „ksiądz na religii każe dziewczynkom bawić się »czymś«, co wyjmuje ze spodni, wkłada im to do ust i każe tym bawić się rękoma”. 

— Kuzynka powtórzyła opowieść matce dziewczynki, a ta poinformowała inne, które w rozmowach z córkami potwierdziły te informacje. Kobiety razem z dziećmi poszły na skargę do proboszcza parafii Jeleśnia – ks. Feliksa Jury (1912–2008). Ksiądz nakazał kobietom nie rozpowszechniać tych wiadomości — pisze "Rz".

Śledztwo w sprawie ks. Loranca

10 marca 1970 roku powstał plan czynności śledczych w odniesieniu do przestępstw Loranca. Wówczas ustalono, że do Jeleśni udadzą się prokurator, naczelnik wydziału śledczego wraz z funkcjonariuszem, przedstawiciel kuratorium, psycholog oraz oficer Wydziału IV Służby Bezpieczeństwa. 

Zadaniem komisji było przesłuchanie dziewięciu poszkodowanych uczennic w obecności ich matek. Zeznania miały być nagrane, a ksiądz miał zostać błyskawicznie aresztowany. 12 marca wszczęto śledztwo przeciwko duchownemu „w sprawie deprawowania nieletnich i dopuszczania się względem nich, w obecności osób poniżej lat 15, czynów lubieżnych”.

— Do Jeleśni pojechała ostatecznie tylko pani prokurator w obecności psycholog, która miała ocenić m.in. rozwój umysłowy dziewczynek, ich zdolność postrzegania i możliwość odtworzenia zdarzeń związanych z przestępstwem — czytamy.

18 marca ks. Loranc został aresztowany w klasztorze cystersów w Mogile. Duchowny podczas pierwszego spotkania przyznał się do winy i zapewniał, że wcześniej nie dopuszczał się takich czynów.

— Nie umiem wyjaśnić nawet sam sobie, jak mogło dojść do tego, co zrobiłem, ale dzisiaj żałuję tego, co zrobiłem. Wyjaśniam, że o ile dobrze sobie przypominam, to w sumie około sześć razy – najwyżej – mogły mieć miejsce wypadki i to wyłącznie w punkcie katechetycznym w Mutnym, że dopuściłem się czynów lubieżnych z dziewczynkami z klas V i III, nie przypominam sobie, czy miało to miejsce także w klasie IV. Do klas na lekcje religii przychodziłem w lecie w płaszczu ortalionowym, a w zimie w futrze albo w płaszczu zimowym. Czynów lubieżnych z dziewczynkami dopuszczałem się w ten sposób, że aby ukryć to przed resztą dzieci, ręce dziewczynek przykrywałem płaszczem i w ten sposób wydawało mi się, a nawet byłem przekonany, że żadne z pozostałych dzieci obecnych na lekcji religii nie widzi tego, co robię — zeznał. Podkreślił, że robił to „zawsze z tymi samymi dziewczynkami”. 

Akt oskarżenia

12 czerwca 1970 roku do Wydziału IV Karnego Sądu Wojewódzkiego w Krakowie trafił akt oskarżenia. (ciąg dalszy na następnej stronie)

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo