1 maja to święto lewicy i rocznica wejścia do Unii Europejskiej, 3 maja to narodowe święto. Ale wielu Polaków ten czas traktuje jako odpoczynek, długi weekend. Tymczasem partia Zbigniewa Ziobry właśnie teraz zmienia nazwę, z Solidarna Polska na Suwerenna Polska. – Czy to jest w ogóle dobry pomysł, żeby w majówkę z takim czymś występować?
Prof. Rafał Chwedoruk: Oczywiście jest dobre pod warunkiem, że na przykład nie będzie korelować z wydarzeniami o jeszcze większym ciężarze gatunkowym, tudzież nie nałoży się na jakieś inne aspekty polityczne, lub… pogodę. Jak sądzę, im lepsza pogoda, tym mniejsze perspektywy dotarcia z takimi informacjami do szerokich grup odbiorców. W tym wypadku na takie ryzykowne terminy często są skazane mniejsze formacje, które muszą się dostosowywać do kalendarzy większych partii. Można powiedzieć, że w tym wypadku ugrupowanie Zbigniewa Ziobry ma trochę szczęścia, bo majówka przesadnie gorąca nie będzie. Biorąc pod uwagę tę nazwę, którą chcę obrać jako nową, to pewnie kilka kontekstów dyskusji z ostatnich tygodni trochę takiej zmianie sprzyja.
No właśnie, nazwa Suwerenna Polska zamiast Solidarnej Polski. Warto pamiętać, że Solidarną Polską ta partia nazwała się w kontrze do „liberalnej polityki pierwszego PiS”. Odrzucała m. in. politykę śp. prof. Zyty Gilowskiej, wprowadzonego przez nią obniżenia składki emerytalno-rentowej . Nazwa Suwerenna Polska ma być niejako krytyką wobec uległości wobec UE. Może nie wyprowadzić nas z Unii, ale krytykować zbyt uległą politykę wobec Brukseli?
Oczywiście, ale jedno zastrzeżenie językowe jest tu niezbędne. Otóż samo pojęcie suwerenności obecnej nie tylko w publicystyce, ale w nauce o polityce, w stosunkach międzynarodowych absolutnie nie jest jednoznacznie interpretowane przez wszystkich. Są nawet opinie, że jest ono nadużywane w tym sensie, że każde państwo jest suwerenne.
I jest druga wersja, że żadne państwo nie jest w pełni suwerenne, niektórzy rozróżniają, że niepodległość oznacza, że mamy własną politykę, nie podlegamy nikomu. Ale suwerenności pełnej nie ma, bo należymy do międzynarodowych organizacji, do ONZ-u, do NATO, do WHO itd. Wracając jednak do decyzji „Ziobrystów”, są przynajmniej trzy interpretacje. Jedna, że jest to próba tak naprawdę targu wewnątrz Zjednoczonej Prawicy i wzmocnienia własnej pozycji wewnątrz koalicji rządzącej. Druga, że mamy do czynienia z próbą zawarcia w przyszłości współpracy z Konfederacją . No i trzecia wersja, że wcale Konfederacja nie musi chcieć iść z Solidarną Polską i że raczej właśnie Solidarna Polska rozważa start samodzielny. Czy można stwierdzić, z którą z tych wersji mamy tu do czynienia?
Tak naprawdę ze wszystkimi po trochu Nie ulega wątpliwości, że dla mniejszych ugrupowań każdy dzień uczestnictwa w polityce jest dniem walki o przetrwanie. Solidarna Polska walczy tak naprawdę o byt z kierownictwem PiSu. Paradoksem polityki jest to, że często walczy się z tym, z kim jest się w sojuszu, kto jest najbliższy programowo, a nie z tym, kto jest najodleglejszy. I działanie Ziobry jest w tym momencie jakby przetargiem . Zresztą od w zasadzie początków drugich rządów PiS-u Solidarna Polska próbowała z siebie uczynić takie prawicowe skrzydło prawicy, w dużej mierze odnoszące się do polityki suwerennościowej. I to rzeczywiście jest pewna nisza, no ale właśnie nisza wyłącznie pozwalająca na targi wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. Na razie w polskim społeczeństwie to nie jest jeszcze nisza, która miałaby znaczenie w perspektywie usiłowań samodzielnego startu w wyborach. Wciąż jesteśmy społeczeństwem jednoznacznie prounijnym. Trudno sobie wyobrazić, żeby nagle próba, nie mówię tutaj o wyjściu z Unii, ale nawet próba zablokowania pogłębienia integracji europejskiej, wzbudziła zainteresowanie wyborców. Więc zaostrzanie retoryki partii Ziobry to broń wewnątrz koalicji przeciwko PiSowi. Groźba zasadzająca się w tym, że możliwy jest samodzielny Start Solidarnej Polski. W sytuacji, w której ta partia zdołałaby zgłosić listy w skali całego kraju we wszystkich okręgach, odebrałaby trochę głosów PiSowi. Nawet jeśli byłby to 1 czy 2 proc., to może być rezultat, który pogrzebałby resztki i tak niezbyt dużych nadziei na utrzymanie władzy. Więc pod tym względem ogłaszanie decyzji o nowej nazwie partii to ruch pragmatyczny, dość dobrze przygotowany. Natomiast w takim wymiarze strategicznym, realnej myśli o samodzielnym starcie nie ma większego znaczenia.
A na ile realna jest współpraca z Konfederacją, która jest bardziej wolnorynkowa, ale w podejściu do Unii podobnie sceptyczna jak partia Ziobry?
W kwestii współpracy z Konfederacją nie ulega dla mnie wątpliwości, że ten rok kalendarzowy osłabił i tak niewielkie perspektywy dla takiego mariażu. Dlatego, że po prostu wzrosła wartość Konfederacji, a zmalała wartość Ziobrystów na zewnątrz Zjednoczonej Prawicy, która mimo ewidentnego postępu w ostatnich tygodniach, jeśli chodzi o sondaże, strategicznie wciąż jest w tym samym miejscu, w którym była. To znaczy na pograniczu pewności utraty władzy. I tutaj Solidarna Polska czy Suwerenna Polska teraz niewiele zmienia, wnosi w kontekście pozyskiwania nowych wyborców. A dla Konfederacji wiązanie się z podmiotem związanym przez tyle lat z PiS-em, w opozycji, do którego Konfederacja się kształtowała, wiązałoby się z ogromnym ryzykiem.
fot. Pixabay
Czytaj dalej:
- Pionier sztucznej inteligencji odchodzi z Google. Żałuje tego, co zrobił
- Nie zapłacił 500 zł, komornik ściągnął mu 39 tysięcy. Interweniował Ziobro
- Przydacz o wycofaniu polskiego ambasadora z Rosji


Komentarze
Pokaż komentarze (16)